Magia w blasku księżyca

Data:

Stanley jest Anglikiem. To realista z krwi i kości, człowiek dojrzały, raczej poważny i nie żyjący złudzeniami. Taka postawa nie przeszkadza mu w tym, żeby zarabiać jako iluzjonista. Jest znany, zamożny, życie ma poukładane i zaplanowane. Warto też nadmienić, że Stanleya nie zaliczymy do grona milutkich i sympatycznych osób. Jak należy sądzić, nic nie wskazuje na to, że poznana z przekory kobieta znana jako medium, pochodząca ze Stanów Zjednoczonych młodziutka Sophie, zatrzęsie jego życiem i światopoglądem. A jednak.

Tym razem Woody Allen schował się za maską lat 30-tych minionego wieku. Przenosimy się do pięknych, rozświetlonych, ciepłych południowych stron Europy. Trafiamy w środowisko ludzi zamożnych, obytych, bystrych, znających świat. Atmosfery towarzyskiej zabawy i intrygi nie psuje żadna myśl o zagrażającej wojnie. Straszy co najwyżej nadchodząca burza, która zagraża przerwaniem uroczej wycieczki na wieś. Zakładając grubszy sweter i wyglądając przez okno z widokiem na bure krajobrazy zimy, pozostaje nam zazdrościć bohaterom ich sytuacji i „problemów”, pogody za oknem, jak i tej dotyczącej ducha. Klimat wywoływany zdjęciami, scenografią, rekwizytami i strojami bohaterów dopełniają muzyczne klasyczne szlagiery, które przyjemnie „komentują” stany emocjonalne bohaterów oraz wydarzenia.

 Magia_w_blasku_ksiezyca_film144 Aug. 13 09.15

Dostajemy od Allena kolejną komedię ulokowaną w pięknym miejscu z akcją toczącą się w innym niż współczesny czasie, które to miejsce i czas stają się niemalże „bohaterem” filmu. Można pokusić się o stwierdzenie, że dostajemy komedię idealną w swoim gatunku – komedii romantycznej ubranej w historyczny kostium: dobrze nakręcona, spójna fabularnie, bawiąca dialogami, lekka i subtelna, z oczywistym happy endem, na który czekając, nie mamy pretensji. „Magia w blasku księżyca” to komedia łaskocząca nasze emocje, wymagająca nie za dużego zaangażowania, oferująca w zamian chwilę wytchnienia, zapomnienia, potocznie zwanego – odmóżdżenia. To bajka idealna. Allen opiera swoją najnowszą komedię na prostej romantycznej historii zrzędliwego iluzjonisty i tajemniczej kobiety-medium. Nieskomplikowana, łatwa w odgadnięciu przebiegu zdarzeń intryga wykorzystuje znany motyw – chęci zemsty – stanowiący przyczynę całej intrygi, dzięki której mamy co oglądać. Całkowicie godzimy się na happy end, który jest najsłodszym z najsłodszych możliwych zakończeń wśród komedii romantycznych. I chociaż nie będzie to nasz film życia, który chciałoby się w kółko oglądać, który przy kolejnym seansie pozwalałby odkrywać coś jeszcze i który dostarczałby niespotkanych dotychczas wrażeń filmowych, to jednak jest on majstersztykiem swojego gatunku, obrazem, którego nie sposób nie docenić za warsztat i spójność.

 Magia_w_blasku_ksiezyca_film143 Aug. 13 09.15

Rola Stanleya to wręcz idealna rola dla Colina Firtha, który czuje się w skórze swojej postaci jak ryba w wodzie, i tym samym oglądanie tej postaci daje nam wiele przyjemności. Do tego świetna Emma Stone jako Sophie. Nieco dziwaczna na tle środowiska, w które trafia, za to ujmująca swoim urokiem oraz prostotą. Tajemnicza i kłamiąca tak, że choć wiemy o jej knowaniach, to z chęcią godzimy się na oszukiwanie nas. Czy to w sukience kwiecistej, czy gładkiej, gdy jest zmoknięta, obżera się, swobodnie kładzie nogi na pufie, zła lub roześmiana, kłamiąca jak z nut lub przepraszająca za winy – całkowicie porywa uwagę widzów. I tak jak Stanley pokochał ją od pierwszego wejrzenia, tak też dzieje się z nami – widzami. Całkowicie udało się też obsadzenie pozostałych ról, drugi plan budzi naszą satysfakcję za sprawą przekonującego przedstawienia swoich postaci przez Hamisha Linklatera, Eileen Atkins czy Marcię Gay Harden.

W swojej lekkiej komedii Woody Allen daje znać o sobie za pośrednictwem na poły filozoficznego dyskursu nieustannie toczonego przez bohaterów, który ma swoje odzwierciedlenie również w ich czynach. Reżyser-scenarzysta w jednej osobie wprowadza między bohaterów odwieczny dyskurs-spór między fizyką i metafizyką, między niewiarą i wiarą, między pesymizmem i optymizmem, prawdą i fałszem, magią i sztuczkami iluzjonistów i w końcu między miłością a życiową kalkulacją oraz pragmatyzmem. Co wygrywa i jakie proporcje wszystkich wymienionych wartości w życiu są najlepsze – na te pytania padają w filmie dosyć jasne odpowiedzi, a my nie mamy nic przeciwko temu, że poznajemy te odpowiedzi i że są takie, a nie inne.


Zwiastun: