CANNES 2024: RIEDINGER, RUNARSSON, NYONI

Data:

DIAMANT BRUT
reż. Agathe Riedinger
Konkurs Główny 

Kto nigdy nie oglądał "Love Island" lub jakiegokolwiek innego reality show, niech pierwszy rzuci kamieniem. Dla niektórych te programy o zerowej wartości intelektualnej , ale za to przesycone mniej lub bardziej reżyserowaną dramą to ledwie okazjonalne guilty pleasure. Dla osób takich jak 19-letnia Liane, bohaterka "Diamant Brut", to strefa marzeń i aspiracyjny Mount Everest. Egzystująca na społecznych nizinach nastolatka szans na lepszą przyszłość upatruje w show biznesie. Media społecznościowe niwelują bariery i dystans, kilkadziesiąt tysięcy followersów to kapitał, pozwalający wygenerować najmniejsze choćby zainteresowanie i w to właśnie bohaterka chce  inwestować. Operacjami plastycznymi i zabiegami upiększającymi, bo ciało to, zdaniem dziewczyny, jej najpoważniejszy atut. Liane reprezentuje całe pokolenie młodych osób (osławionego GenZ), którzy dzielą swoje życie pomiędzy real i virtual, obsesyjnie konsumują media społecznościowe, za atrakcyjniejsze zajęcie na świecie uznają "zawód" influencera i za wszelką cenę chcą iść taką drogą, drogą trochę na skróty. Debiutująca reżyserka Agathe Riedinger filmową obserwację GenZ prowadzimy z pozorami bliskości, ale też wyrachowaniem. To kino bliskie społecznemu realizmowi, choć dalekie od perfekcji spojrzenia takiej Andrei Arnold, ale też starające się nie osądzać, nie krytykować, a wręcz empatycznie rozumieć postępowanie młodej bohaterki i wielu jej rówieśników. "Diamant brut" ma ciekawą formę wizualną. Sporo tu ciepłych, sepiowych odcieni, słonecznego rozmycia, ładnie balansujących pstrokatą naturę dziewczyny i brzydotę biedy, w jakiej egzystuje. Niczym poza tym ten film się nie wyróżnia na tyle wielu jednostkowych portretów, które mają też być diagnozą pewnego konkretnego pokolenia. 

 


JUTRO O ŚWICIE
reż. Rúnar Rúnarsson
Un Certain Regard

Małe kino wielkich emocji w mikroskali - tak w skrócie można by opisać oniryczny i melancholijny film Rúnara Rúnarssona. Świat głównej bohaterki "Jutro o świcie" rozpada się z dnia na dzień. Una (Elín Hall) w wyniku katastrofy drogowej traci ukochanego. Jeszcze wieczorem, kilka godzin przed tragedią, wraz z Diddim (Baldur Einarsson) w ciepłych promieniach zachodzącego słońca, snuli plany na przyszłość. W tym w końcu zdecydowali się podjąć najważniejszą decyzję ujawnienia przed światem swojego związku, co było o tyle skomplikowane, że chłopak miał inną partnerkę, z którą należałoby porozmawiać w pierwszej kolejności. Zamiast wspólnego życia we dwoje, Unę znienacka zastaje sekretna żałoba w pojedynkę. Zjeżdżają się bliscy Diddiego, lamentują przyjaciele, pojawia się Klara (Katla Njálsdóttir) - dziewczyna chłopaka. Wszyscy traktują Unę jako po prostu jedną z koleżanek Diddiego. Nieoczekiwaną sojuszniczką w cierpieniu staje się Klara. Nieświadoma tego, co naprawdę łączyło jej partnera z Uną. Skromne, minimalistyczne "Jutro o świcie" to jeden z najpiękniejszych, współczesnych filmów o trudnej sztuce przeżywania żałoby. Zachowano w nim ten perfekcyjny balans między czasem wręcz brutalną prozą życia i magią ukrytą w codzienności. Tę zawdzięczamy przede wszystkim operatorce Sophii Olsson, której wrażliwe spojrzenie na bohaterów, czułe kadrowanie twarzy, gestów i otoczenia pozwoliły tchnąć w smutną historię odrobinę poezji i wiary w to, że kiedyś może jeszcze zaświecić słońce. 

 


ON BECOMING A GUINEA FOWL
reż. Rungano Nyoni
Un Certain Regard

 

Zambijskie tradycje pogrzebowe stają się dla Rungano Nyoni fundamentem dla opowieści o rodzinnych tajemnicach, społecznych podziałach oraz dawnych, nieprzepracowanych traumach. Śmierć jednego z najważniejszych członków familii Shuli (Susan Chardy) przewraca rodzinne relacje do góry nogami. Z jednej strony najbliżsi krewni mężczyzny opłakują jego odejście, przestrzegając lokalnego, żałobnego ceremoniału, jednocześnie robią wszystko, by nie integrować ze sobą nową rodzinę 'wujka'. Latami zaniedbywanych, żyjących w biedzie spowodowanej hazardowym nałogiem mężczyzny (co zdaje się być cechą wspólną męskiej części rodziny Shuli) małżonki, dzieci i teściowej. Zresztą zmarły ma jeszcze poważniejsze grzechy na sumieniu, do czego odnosi się tytuł filmu. Tytułowe perlice, charakterystyczne dla Afryki ptaki grzebiące, przypominające swoim wyglądem kuropatwy, do perfekcji opanowały umiejętność ostrzegania przed zagrożeniem ze strony drapieżników. Według głównej bohaterki film tego właśnie brakowało kobietom z jej najbliższego otoczenia, co doprowadziło do trwających latami nadużyć i krzywd. "On Becoming a Guinea Fowl" to na pewno film ważny i potrzebny, ale jednocześnie formalnie i narracyjnie bardzo prosty, żeby nie powiedzieć - banalny.