THE POWER OF LOVE

Data:
Ocena recenzenta: 8/10

Wizja przyszłości, w której samotni ludzie zasiedlają bezduszne wieżowce z oknami z widokiem na letargicznie rozlewającą się na horyzoncie miejską panoramę, mogą mrozić krew w żyłach bardziej niż przepowiednie katastrofy klimatycznej czy utraty kontroli na rzecz sztucznej inteligencji. Widząc przekrwione oczy Adama (Andrew Scott), mieszkańca takiego właśnie przybytku w rejonie londyńskiego Croydon, optymizm nie ma prawa się pojawić. Dodając do tego zakleszczenie bohatera pomiędzy traumatyczną przeszłością, boleśnie monotonną teraźniejszością i niejasną przyszłością, możemy już mówić o prawdziwym horrorze. Metaforycznym oczywiście, ponieważ Andrew Haigh rezygnuje z gatunkowej konwencji, w której ponoć osadzona była pierwsza adaptacja powieści "Obcy" Taichiego Yamady w reżyserii Nobuhiko Obayashiego. W "All Of Us Strangers" postawiono na subtelność, czułość i totalny smutek. Poetycką elegię o wyśnionej egzystencji.

Jaka jest cena nigdy właściwie nieprzepracowanych traum - zdaje się pytać reżyser i zarazem odpowiadać w formie magicznego ghost story, które może przypominać czasem oniryczne, Garlandowe sci-fi podrasowane romantycznymi neonami, innym razem przeistacza się w gorzkie rozliczenie z obyczajową opresją epoki thatcheryzmu. W latach 80. bowiem kryje się źródło boleści naszego bohatera. To wtedy Adam stracił rodzinę, miłość, zwątpił we własną tożsamość. Zyskał za to strach, poczucie alienacji i niepewności. Siedzą one w mężczyźnie tak głęboko, że gdy do jego drzwi puka przystojny sąsiad Harry (Paul Mescal), Adam gotowy jest z premedytacją porzucić szansę na piękny romans. Zamiast chwytać szansę, gotów wybrać kontynuację podtapiania się w artefaktach czasów minionych. Z głośników w jego mieszkaniu ciągle lecą piosenki sprzed 30 lat, a bolesne wspomnieniach są always on his mind.

Do konkretnych wspomnień Adam wraca w dosłowny wręcz sposób. Wsiada do pociągu i trafia pod drzwi rodzinnego domu, gdzie ojciec (Jamie Bell) i matka (Claire Foy), nie tknięci zębem czasu, nawet wyglądający na młodszych niż aktualnie ich syn, prowadzą swój spokojny żywot. Na przyjazd dziecka reagują radośnie, ale też nerwowo. Dynamika tych wizyt wydaje się całkiem naturalna, gdyby nie to, że są one czystą iluzją, wytworem wyobraźni. Adam rozdrapuje stare, nigdy niezabliźnione rany, przeżywa jeszcze raz chwile i momenty pozornego szczęścia, nieustannie zastanawia się 'co jeśli'. Chcąc poznać szerszą genezę jego traumy, można sięgnąć po "Blue Jean" Georgii Oakley, w którym pokazano, jak społeczne realia epoki niszczyły psychikę i tożsamość osób nie pasujących do ówcześnie narzucanej, konserwatywnej wizji świata. Cierpienie Adama to kumulacja wielu czynników, a droga do duchowego ozdrowienia może zająć wiele lat i stanowić najbardziej wymagającą z terapii.

"All Of Us Strangers" to piękny film. Począwszy od znakomitego, wartego każdej nagrody Andrew Scotta i całej obsady, przez elegancję aranżacji stworzonej przez Andrew Haigha filmowej sennej rzeczywistości, po uczynienie z kasetowych szlagierów ważnej części narracji. "The Power of Love" Frankie Goes To Hollywood zostało mocną klamrą kompozycyjną, spinającą całość opowieści. Opowieści co swojego sedna dość niejednoznacznej. Mamy tu tak rzadko oglądane w kinie (nie tylko tam) studium męskiej wrażliwości. Poruszającą wiwisekcję nie zawsze łatwych relacji rodziców i dzieci. Posępną refleksję nad ciężkim doświadczeniem całej generacji nieheteronormatywnych osób, którzy z ciosami zadanymi w czasach młodości borykają się często przez kawał swojego dorosłego życia. Melancholijną wizję ludzkiej egzystencji jako ciągu straconych szans, przegapionych okazji, błędów, które nie zawsze można naprawić. I szczerą wiarę w terapeutyczną siłę konfrotancji z przeszłością, którą można odwlekać, ale którą ostatecznie trzeba przejść.

Zwiastun: