Najlepsze filmy 2023: 20 - 11

Data:

20. Gnijąc w słońcu, reż. Sebastián Silva

Gnijąc w słońcu to nie jest film, który wielu szanujących się krytyków filmowych umieściłoby w swoim podsumowaniu roku. Na szczęście do nich nie należę, więc nie muszę się powstrzymywać przed poleceniem tego wyjątkowo kreatywnego wyrzygu. Sebastian Silva wywołał ducha tej mroczniejszej strony awangardy lat 60. i zaprezentował szaloną czarną komedię, której nie powstydziłby się Paul Morrissey.

Recenzja

 

19. Na własność, reż. Daniel Bandeira

Na własność to film niesłusznie przeoczony. Najpierw zakopany w obszernej sekcji Panorama, a potem w Polsce pokazywany jedynie na Splat Film Fest. Szkoda, bo to pełnokrwisty mroczny thriller o oddalonej od cywilizacji ziemskiej posiadłości. Danielowi Bandeirze udaje się znakomicie dawkować napięcie przede wszystkim dlatego, że ekstrapoluje on faktycznie istniejący w Brazylii konflikt klasowy. Fikcja więc żywi się tu rzeczywistością, ale dając wyjątkowo atrakcyjny efekt narracyjny.

 

18. Niewidzialna walka, reż. Rainer Sarnet

Proszę nie mylić tego filmu z Niewidzialną wojną. Patryk Vega i Reiner Sarnet eksplorują terytorium kinowej dziwności, ale to ten drugi przywozi ze swoich wypraw prawdziwe skarby, a nie szklane paciorki. Komedia kung fu w prawosławnym klasztorze, jak to mogło się nie udać? Tym bardziej, że reżyser Listopada podchodzi bardzo poważnie do warstwy wizualnej. Fabularne szaleństwo utrzymywane jest w ryzach przez obłędnie wystylizowane, bardzo efektowne obrazy.

 

17.  Poprzednie życie, reż. Celine Song

To chyba największy kinowy hit na tej liście. O ile niezależny film o doświadczeniu migracji można nazwać przebojem. Celine Song korzystając z narzędzi oferowanych przez arthouse robi film dla każdego. O ludziach rozdzielonych przez tysiące kilometrów, ale wciąż utrzymujących w sobie pamięć o drugiej osobie.

Recenzja

 

16.  Delikwenci, reż. Rodrigo Moreno

Porzucić korporację i nigdy więcej nie musieć pracować? To fantazja, którą w Delikwentach próbuje spełnić Rodrigo Moreno. Potrzebna będzie do tego zuchwała kradzież i zmuszenie jednego z firmowych kolegów do współpracy. Więzienie okazuje się jednak małą ceną w porównaniu z dekadami spędzonymi w banku. Jeżeli to nie jest relatable content, to nie wiem co nim jest.

 

15. MMXX, reż. Cristi Puiu

Cristie Puiu przeżywa właśnie swój kolejny okres wzmożonej działalności. Niby od Malmkroga minęły trzy lata, jednak wciąż czuć, jakby kurz po nim jeszcze nie opadł. MMXX jest zbudowane na przeciwieństwach wobec poprzedniego filmu twórcy Śmierci pana Lazarescu. Historyczny kostium zastąpiony jest przez aktualność, a teatralna stylizacja przez minimalistyczną formę. Puiu zależy na pokazaniu tytułowego roku 2020, czasu pandemii. Zaprezentowaniu tego jak wiele, lub jak mało, zmienił koronawirus. Niby nie jest to najbardziej oryginalny pomysł, jednak MMXX wygrywa bezkompromisowością i wyjątkowo ostentacyjnym brakiem narracyjnej konkluzywności.

 

14.  White Plastic Sky, reż. Tibor Bánóczki, Sarolta Szabó

W Europie Środkowo-Wschodniej nieodmiennie panują apokaliptyczne nastroje. Nic więc dziwnego, że Sarolta Szabó i Tibor Bánóczki zabierają widzów do świata po zagładzie. Takiego, w którym ludzie przetrwali jedynie w Buapeszcie, mieście ukrytym pod plastikową kopułą. Ostatnie zdatne do życia miejsce jest jednak utrzymywane przez ludzkie ofiary, długość życia mieszkańców jest jasno określona. Mogą jednak poświęcić się wcześniej, co robi partnerka głównego bohatera, a ten nie jest w stanie się z tym pogodzić, więc niczym Orfeusz schodzi do technologicznych piekieł.

Recenzja

 

13. Przełamując lody, reż. Anthony Chen

Filmom Anthony’ego Chena nie sposób odmówić uroku. Już za debiutanckie Ilo Ilo zdobył Złotą Kamerę w Cannes, jednak do tej pory jego produkcje były jak na mój gust nieco zbyt słodkie. Przełamując lody ma jednak dużo bardziej wyważony smak. Sentymentalizm schłodzony jest przez mróz chińskiej Północy, gdzie trafia główny bohater. Przypadkowe spotkanie zmienia się w coś poważniejszego, ale też trudno uchwytnego.

 

12. Pianoforte, reż. Jakub Piątek

Oglądając Pianforte niesportowi ludzie mogą poczuć się, jak w czasie oglądania finałowego meczu mundialu. Konkurs Chopinowski jest jego pianistycznym odpowiednikiem, a Pianoforte śledzi wybranych zawodników. Kamera odwiedza ich domy, pokazuje próby, zakulisowe gry trenerów, próbujących zmiękczyć jury, ale też wchodzi z tymi młodymi ludźmi do warszawskich barów, w końcu nie samym graniem człowiek żyje.

 

11. Cerrar los ojos, reż. Victor Erice

W kategorii “największa niespodzianka” Cerrar los ojos nie ma sobie równych. Niewiele osób spodziewało się powrotu Victora Erice. To niekwestionowany klasyk hiszpańskiego kina, ale też i twórca, którego ostatni pełny metraż jest zaledwie kilka miesięcy młodszy od niżej podpisanego. Po trzech dekadach krótkich filmów Erice pojawił się z blisko trzygodzinną autotematyczną produkcją. Brzmi jak przepis na porażkę, jednak udaje mu się uniknąć stetryczenia widocznego na przykład w Bólu i blasku Almodóvara. Gdzieś w tej niekiedy aż ostentacyjnie retro produkcji kryje się prawda. Tak samo, jak w Duchu roju, jednak bohaterom Cerrar los ojos bliżej jednak do śmierci, niż do dzieciństwa.