saRRRba

napisał(a) o Kret

Jedno nie ulega wątpliwości - ten film rzeczywiście polaryzuje widownię: dla jednych mistyk i wizjoner, dla drugich hochsztapler (to zresztą najczęstsze określenia osoby Jodorowskiego). Jestem zdecydowanie w tym drugim obozie: dla mnie jego filmy są tandetną i pretensjonalną filmową projekcją szaleńczych wizji jego umysłu po zarzuceniu kwasu, podlane newagowymi sosem, jednocześnie na zimno skalkulowane w kierunku awangardy.
Oglądając wczoraj "Kreta" zatęskniłam za "eleganckim", "drobnomieszczańskim" surrealizmem Benuela... Z Benuelem czuję się bezpiecznie: za groteskowymi postaciami, onirycznym klimatem, przemocą tli się jednak ciepło i czułość w stosunku do ludzkiego gatunku. Jodorowski jest nieprzewidywalny: jego filmy są bezlitosne i zimne, szaleńcza orgia mordu, krwi i gwałtu (czasami wręcz miałam wrażenie, że znalazłam się w głowie Charlesa Mansona). Do tego nudne.
W rezultacie daję 3 gwiazdki: za wiele obiecującą pierwszą scenę i aby uniknąć linczu przez filmasterową społeczność