your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Wakanda w moim sercu

Artykuł zawiera spoilery!

Gdyby Czarna Pantera była po prostu kolejną produkcją z serii Marvel Cinematic Universe, i tak byłabym pod dużym wrażeniem. Film niesie ze sobą miriadę wrażeń niespotykanych dotąd w tym stylistycznie jednolitym przedsięwzięciu. Król T'Challa otrzymał od Disneya to, czego pożałowano Thorowi - sztab utalentowanych artystów, którzy zaprojektowali osobny świat inspirowany bogatym dziedzictwem lokalnej kultury. Jednak wyjątkowość Pantery nie ogranicza się tylko do production design. To film, który nie ucieka od polityki, a wręcz otwarcie nawiązuje do bolesnych kwestii społecznych, do trudnej historii, wreszcie do problemów o wymiarze globalnym.

Tytułowy superbohater w kostiumie czarnego, dzikiego kota to T'Challa, książę (a wkrótce król) małego afrykańskiego państewka - Wakandy. Kraj ten stanowi jeden z nielicznych spokojnych i bogatych regionów na kontynencie afrykańskim dzięki znajdującym się na jego terenie unikalnym złożom kosmicznego metalu, wibranium. W podziemnych wakandyjskich laboratoriach rozwijana jest wyrafinowana technologia wykorzystująca jego niezwykłe właściwości. Wakanda izoluje się od zewnętrznego świata, ukrywając swoje bogactwo i technologiczny potencjał. Jednak cenny zasób, jakim jest wibranium, przyciąga uwagę Ulyssesa Klaue, zuchwałego handlarza bronią. W pobliżu Klaue krąży też tajemniczy Killmonger, który najwyraźniej zamierza sprawić nieco kłopotów. Rządy T'Challi będą więc miały burzliwe rozpoczęcie.

Wszystko to brzmi jak porządne otwarcie superbohaterskiej przygody i faktycznie w kategoriach widowiskowych Czarna Pantera mierzy bardzo wysoko. Filmowa Wakanda pulsuje muzyką i barwami, łącząc supernowoczesną technologię z tradycją przodków. Sceny walk i pościgów są żywiołowe i emocjonujące. Chadwick Boseman, wcielający się w T'Challę z gracją łączy królewską powagę z charyzmą gwiazdy kina akcji. Sporo miejsca poświęca się interesującym postaciom drugoplanowym, w tym księżniczce Shuri, wakandyskiej wynalazczyni, którą z bratem łączy kumpelska, niewymuszona relacja. Porządni są również złoczyńcy - Andy Serkis jako szalony Klaue i Michael B. Jordan w roli Killmongera, personifikacji sprawiedliwego gniewu, pretendenta do tronu, przybysza z czarnego getta w amerykańskim Oakland.

Geografia jest w tym wypadku istotna. Miasto, w którym wychował się adwersarz T'Challi, jest matecznikiem Czarnych Panter - utworzonego pod koniec lat 60 ruchu mającego na celu ekonomiczną emancypację Afroamerykanów i zwiększenie ich udziału we władzy. Organizacja zakończyła działalność już dawno, jednak, biorąc po uwagę obecny stan posiadania i polityczne wpływy posiadane przez czarną ludność Ameryki, jej postulaty pozostają w miarę aktualne. Nie zmieniły się również dylematy stojące przed tymi, którzy działają na rzecz Afroamerykanów. Killmonger stawia na zmianę drogą rewolucyjnej przemocy - pragnie zakończyć izolację Wakandy i uzbroić amerykańskich pobratymców, by umożliwić im przejęcie władzy. T'Challa skłania się ku bardziej aktywnej polityce zagranicznej, pragnie jednak wspierać współbraci za pomocą pokojowych metod, głównie inwestując wakandyjskie pieniądze. Dylemat "bić się czy nie bić" towarzyszył amerykańskim czarnym myślicielom politycznym już od dawna, jest to spór niejako wewnętrzny, można więc powiedzieć, że powierzenie głównych (i większości drugoplanowych) ról wybitnym czarnym aktorom jest decyzją i taktowną, i stosowną.

Jak widać Czarna Pantera stworzona została przede wszystkim z myślą o mieszkańcach USA, związanych z ziemią przodków więzami sentymentu, ale też od dawna skutecznie oddzielonych od niej oceanem. "Afrykańskość" Wakandy, choć bardzo ostentacyjna, jest raczej symboliczna - jej związki z Ameryką okazują się mieć priorytet. W symbolicznym geście pomocy dla czarnych braci T'Challa otwiera centrum kulturalne w Oakland, choć tuż za miedzą trwa wojna w Kongo, szaleją epidemie i hasa Boko Haram.

Oczywiście, gdy w filmie amerykańskim pojawia się bogate państwo o dużym potencjale militarnym i technologicznym, można spodziewać się rozważań o Roli Ameryki w Świecie. Co ciekawe, Wakanda nie jest tu ustawiana w roli szeryfa, ma za to szansę stać się pokojowo nastawionym liderem, dzielącym się zasobami i śpieszącym z pomocą ciemiężonym. "W dobie kryzysu - mówi król T'Challa - mędrcy budują mosty. Tylko głupcy wznoszą wtedy mury." No cóż, tym właśnie, to znaczy budowaniem muru, zajmuje się obecnie amerykański prezydent. Ciekawe, czy obrazi się za tego prztyczka, kolejnego już, którego wymierzono mu w Hollywood.

Jeśli chodzi o Marvela, zwykle jestem pierwsza do czepiania się (do DC mam zdecydowanie więcej serca), jednak ten solowy występ afrykańskiego superbohatera okazał się naprawdę ujmujący. Można co prawda zastanawiać się, czy fabuła nie cierpi na wprowadzeniu aż dwóch złoczyńców, jednak w porównaniu z takim Czasem Ultrona Czarna Pantera to i tak arcydzieło klarowności. Przestaję więc narzekać i z czystym sumieniem przyznaję przygodom T'Challi, na razie tymczasowo, tytuł ulubionego blockbustera Esme w roku 2018.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook