your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Cannes 2018: program - Un Certain Regard i pokazy specjalne

Un Certain Regard to każdego roku skakanie na główkę w nieznaną wodę z nadzieją, że nie trafi się na kamień albo płyciznę. Zbyt często niestety się trafia, ale te eksperymenty zostają nagrodzone odkrywaniem prawdziwych perełek, które deklasują niejeden konkursowy film. Nie ma więc wyjścia, trzeba ryzykować. Mam nadzieję, że w tym roku częściej będę za to nagradzany jak rok temu.

Najbardziej w tej chwili czekam na otwierający tegoroczną sekcję nowy film Siergieja Łożnicy („Donbass”), który zeszłoroczną „Łagodną” (konkurs główny) udowodnił, że jest zdolnym twórcą, ale wpędziłby w depresję nawet Wojciecha Smarzowskiego. Drugim tytułem, którego nie mogę przegapić jest „Long day’s Journey into Night”, czyli nowy film Gana Bi („Kaili Blues”).

Nagłe wycofanie się Netflixa z Cannes uczyniło sekcję pozakonkursową dość wymarłą w chwili ogłaszania tytułów, więc przez następne dwa tygodnie jeszcze była uzupełniana o kolejne filmy. Z potwierdzonych początkowo tytułów najbardziej interesowa mnie „Solo: A Star Wars Story”. Możliwości przedpremierowego zobaczenia filmu z uniwersum Star Wars z całą pewnością nie przegapię, tym bardziej, że ostatni zwiastun zmienił moje nastawienie do projektu (byłem obojętny, jestem zaintrygowany i liczę na miłą niespodziankę).

Później zrobiło się ciekawiej, bo doszedł kolejny polski akcent – film „Another Day of Life”. Pierwszy raz usłyszałem o nim tak dawno temu, że zdążyłem już zapomnieć o tym projekcie. Dość powiedzieć, że dostępny na Youtube zwiastun ma już cztery lata. Jest to międzynarodowa koprodukcja zrealizowana przez Platige Image, Kanaki Films,Walking the Dog, Animationfabrik, Puppetworks oraz Wueste Film. Za reżyserię odpowiadał student łódzkiej filmówki (Damian Nenow) oraz Hiszpan (Raúl de la Fuente). Historia opiera się na wspomnieniach Ryszarda Kapuścińskiego uwiecznionych w książce „Jeszcze dzień życia” będącej zapisem wydarzeń z ostatnich miesięcy wojny domowej w Angoli w połowie lat 70. Jest to połączenie animacji, tradycyjnego filmu, archiwalnych nagrań oraz wywiadów z uczestnikami tamtych wydarzeń. Sekwencje animowane wyglądają świetnie i kojarzą mi się nieco z produkcjami studia Telltale Games. Wygląda to cholernie intrygująco. Warto przy okazji dodać, że jeszcze jedna polska produkcja trafiła do oficjalnej selekcji - „III” Marty Pajek, który zakwalifikował się do konkursu filmów krótkometrażowych.

Pokazy o północy każdego roku odpuszczam sobie, bo wychodzenie z sali kinowej o drugiej albo trzeciej rano to już jednak przesada moim zdaniem (zwłaszcza w realiach festiwalowych). „Arctic” nakręcone przez popularnego Youtubera (Joe Penna) zapowiada się jednak obiecująco, bo to kino survivalowe z Madsem Mikkelsenem próbującym przeżyć arktyczne warunki i wrócić do cywilizacji. Jeżeli tylko zorganizują jakiś pokaz za dnia to zdecydowanie się na to wybiorę. O koreańskim „Gongjak” nie znalazłem żadnych informacji, ale hej, to koreańskie kino szpiegowskie (angielski tytuł to „The Spy Gone North”), jestem więc zainteresowany.

Festiwal natomiast zamknie w tym roku „The Man who killed Don Quixote” Terry’ego Gilliama, który nawet jak wydawało się już, że w końcu pokonał klątwę i zdołał ukończyć ten przeklęty przez Wszechświat projekt, to znowu się potknął przed metą i zamieszał w batalię sądową o prawa do filmu z niedoszłym producentem.

Na koniec zostawiłem najlepszy kąsek – Larsa von Triera, do niedawna cieszącego się w Cannes statusem: persona non grata, co było efektem nieprzemyślanego głupiego żartu podczas konferencji prasowej filmu „Melancholia”. Od połowy zeszłego roku byłem już jednak przekonany, że zostało mu wybaczone i zobaczę jego następny film w Cannes. Wskazywały na to wypowiedzi dyrektora festiwalu i nie zacząłem w to wątpić nawet wtedy, gdy nie pojawił się na liście z zeszłego tygodnia.

„The House That Jack Built” jest thrillerem psychologicznym opowiadającym o dwunastoletniej „działalności” tytułowego Jacka (Matt Dillon), będącego seryjnym mordercą. Lars początkowo planował zrealizować to w formie serialu, ale jak widać zmienił zdanie. Duńczyk opisywał projekt w zeszłym roku jako celebrację idei, że życie jest nikczemne i bezduszne. Zapewne będzie to więc (kolejna w jego karierze) radosna i podnosząca na duchu historia. Zwłaszcza, że sponiewierała emocjonalnie nawet samego reżysera, który zadeklarował już zrobienie sobie małej przerwy od długiego metrażu i zrelaksowanie się przy „lżejszych” filmach krótkometrażowych. Oprócz Dillona w filmie wystąpiła jeszcze Uma Thurman, Riley Keough (wnuczka Elvisa zrobiła się bardzo aktywna zawodowo w ostatnich latach, pełne jej wszędzie) oraz Bruno Ganz.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook