your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

FESTIWAL PO WARSZAWSKU 18: Anty-asy z jednej klasy

Tylko jeden polski film w tym roku zakwalifikował się do Konkursu Międzynarodowego na Warszawskim Festiwalu Filmowym - "7 uczuć" Marka Koterskiego z plejadą polskich gwiazd w rolach głównych i epizodycznych.

To ciekawy eksperyment, by skonfrontować chociażby zagranicznych członków jury z tak ikoniczną postacią, jaką dla polskiego kina jest Adaś Miauczyński. Ulubiony bohater Koterskiego - "obolały, znerwicowany, wampiryczny" inteligent. Obawiam się jednak, że tak specyficzne kino konceptualne nie do końca zachęci niezaznajomionych z filmowym życiorysem Miauczyńskiego do kolejnych spotkań z tą postacią.

Dorosły Adaś (Michał Koterski, dla którego ta rola specjalnie powstała) na kozetce u terapeuty (kultowy głos Krystyny Czubówny) walczy ze swoją emocjonalną ułomnością. By zmierzyć się skutecznie z bolączkami dorosłości, musi powrócić do czasów dzieciństwa - do szkoły i rodzinnego domu. Cały pomysł na tą osobistą retrospekcję polega na tym, że dorośli aktorzy grają w niej nastolatki z piątej klasy podstawówki. W szkolnych ławach obok Miśka Koterskiego siedzą więc Marcin Dorociński, Katarzyna Figura, Gabriela Muskała, a nawet milczący Tomasz Karolak. Uosabiają oni doskonale znane archetypy - prymuski, klasowego błazna, najpiękniejszej dziewczyny w klasie, buntownika bez powodu. Koterski-reżyser nie ogranicza się jednak do rzewnych wspomnień lekcji geografii o dopływach Nilu, zabaw na trzepaku i pojedynków na rymowanki. Za większością tych bohaterów stoi bowiem dramatyczna historia ich relacji z dorosłymi - niezrozumienia przez rodziców, upupiania, niezauważania. Podtytuł "7 uczuć" to "Wszyscy jesteśmy źle wychowani" - łatwo domyśleć, że nie chodzi wcale o żałośnie rubaszne żarty przy niedzielnym stole, którymi katował widzów pierwszy teaser tego filmu.

Odbiór "7 uczuć" zależy w dużej mierze od stosunku do tej jaskrawej koncepcji. Koterski senior sprawy też nie ułatwia. Niepotrzebnie przeciąga sporo scen, raczej tę konwencję obrzydzając niż oswajając. O dwie sceny w klasie za dużo, o trzy rymowanki za daleko. Zaraża się też ten film dolegliwością, na którą często cierpi polskie kino - zwłaszcza to, mające ambicje bycia swego rodzajem manifestem. Chodzi o dosłowność przekazu. Gdy opada czar groteskowego konceptu, a humor ustępuje miejsca powadze, film w swym dramatyzmie okazuje się banalny i nachalny. Gwóźdź do trumny przybija mu Sonia Bohosiewicz swoim przeaktorzonym monologiem. W ogóle dość fatalnie w kontekście dramaturgicznym kończy się ta przygoda ze szkolnymi latami Adasia Miauczyńskiego, za którą nie mogę mu wystawić niestety oceny wyższej niż trzy z minusem.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook