your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Ci, którzy pozostali

Kiedy świat za bardzo boli, szuka się swojego azylu, miejsca, gdzie można ukryć się przed życiem i agresywną rzeczywistością. Mousse i Louis swoje schronienie znaleźli w wielkim i zimnym paryskim mieszkaniu, wczepieni mocno jedno w drugiego. A raczej w heroinowym haju, tej otępiającej chmurze, która szczelnie odgradza ich od życia i pozwala śnić ich słodki sen.

Gdy jednak Mousse budzi się z tego przedłużonego snu, okazuje się, że dla Louisa przebudzenia już nie ma. Szok jest jeszcze większy – Mousse jest w ciąży... „Chyba go nie chcesz urodzić?” – pyta zimno matka Louisa. Na tle jej burżuazyjnych apartamentów, Mousse wydaje się wulgarna i niepasująca do dekoracji. Tak jak jej przyszłe potomostwo - niechciana pamiątka po synu.

Ale właśnie widząc, czy raczej odczuwając to dziecko jako przedłużenie życia ukochanego, Mousse decyduje się je urodzić, choć nie będąc gotową na tę rolę. Z lodowatego Paryża, filmowanego w zimny, nieprzyjemny sposób, ucieka na pełne słońca wybrzeże baskijskie. Tu znajdzie swoje kolejne schronienie przed światem. Jej spokój i odosobnienie naruszy dopiero Paul, brat Louisa, gej, z którym Mousse nawiąże niezwykle głęboką relację. Czym będzie trzecie schronienie (jak mówi francuskie przysłowie – nie ma nigdy dwóch bez trzeciego) – nie zdradzę...

Na baskijskich plażach odgrywającą główną rolę Isabelle Carré, François Ozon filmuje już z czułością. Bohaterka subtelnieje i pięknieje. Jej zaokrąglone kształty nie są tylko charakteryzacją, aktorka rzeczywiście nosi w sobie dziecko, co wydaje się nie bez znaczenia dla tej delikatności i nadziei, jaką przynoszą kolejne sceny. Mousse i Louis, te niezwykle wrażliwe i kruche postaci, ewoluują niespiesznie w rytmie kołysanki, muzycznego motywu, który powraca przez cały film, aż do nieoczywistego zakończenia. Wszystko to przerywane spotkaniami dość nieoczekiwanymi (jak choćby to z nachalną plażowiczką, lub to z miłośnikiem kobiet ciężarnych), które choć wybijają z rytmu w sposób iście ozonowski, nie burzą całej konstrukcji.

Od zimna do światła, od śmierci do narodzin – po takiej ścieżce prowadzi nas Ozon, dotykając po drodze powracających w jego kinie motywów: żałoby i tęsknoty za bliską osobą, samotności oraz duchoty burżuazyjnej „porządnej” rodziny, nie bojąc się równocześnie poruszyć takich tabu jak niechciane macierzyństwo czy homoseksualizm.

Wspaniała kreacja Isabelle Carré, malarskie ujęcia i wiwisekcja emocji ujęły mnie, na równie z hipnotyzującymi dźwiękami prostej piosenki (skomponowanej przez Louis-Ronana Choisy odtwórcy roli Paula). Film został też ciepło przyjęty przez francuską krytykę i widzów, powitany z ulgą po ocenianym jako nieudany Ricky’m.

Tematyka, a nawet piękne zdjęcia na plażach przywodzą na myśl „Czas, który pozostał”, nieprzypadkowo również i tu pojawia się Melvil Poupaud, w roli Louisa. Tak jakby po skupieniu się nad tymi, którzy odchodzą, Ozon zwracał się w stronę tych, którzy zostają...

A to bardzo dobra notka i zupełnie wbrew temu, co czytam tu i ówdzie o tym filmie :) Wróblewski np zarzuca mu "bujanie w obłokach, lekceważenie realiów i gubienie psychologicznego prawdopodobieństwa". Zdaje się, że szczególnie wzburzyła go łatwość, z jaką bohaterka odzwyczaja się od heroiny.

.

Ani takie prawdziwe odzwyczajanie się, ani takie łatwe to nie było. Bohaterka co chwila galopuje w ustronne miejsce, żeby wypić swój metadon. Czy po okresie ciąży rzeczywiście przestała brać - tego nie wiemy. A recenzji pana Wróblewskiego nie czytałam, ale oczywiście ma on prawo do swojego zdania ;-)

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook