your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

34. WFF: Tramwaj zwany powtarzaniem

34. Warszawski Festiwal Filmowy otworzył film jednego z najbardziej znanych izraelskich reżyserów, Amosa Gitai. Stały bywalec festiwali w Cannes i Wenecji tym razem zaprezentował film skromny, teatralny, ale też zaangażowany politycznie.

W Jerozolimie działa jedna linia tramwajowa, to jednak nie przeszkodziło Amosowi Gitai osadzenia w niej akcji swojego filmu. Tramwaj łączy ze sobą zachodnią i wschodnią część miasta jadąc historyczną ulicą Jaffa. Autor W zawieszniu czyni z wagonów Izrael w pigułce. W ich wnętrzach rozgrywa się ten sam paelstyńsko-żydowski dramat, co na ulicach. Reżyser korzysta z komediowej konwencji, ale tak zagęszcza motywy znane z nowego kina izraelskiego, że Tramwaj w Jerozolimie bywa trudny do zniesienia. Konflikt etniczny, religijność kontra nowoczesność, historyczne traumy, a nawet komediowe podejście do małżeństwa - z tymi wszystkimi tematami widownia mogła nie raz już się zaznajomić. Tym razem nie są wplecione w jakąś obszerniejszą fabułę, a tylko rzucone w twarz widzowi. Podzielenie filmu na krótkie, luźno powiązane ze sobą, epizody nie okazało się najlepszą strategią narracyjną. Obraz jest po prostu mało angażujący i ta wiwisekcja Izraela, nawet jeżeli zrobiona z przymrużeniem oka, po prostu nuży.

Amos Gitai nie wstydzi się teatralności, stara się z niej uczynić zaletę. Zatrudnił nawet dwóch aktorów swobodnie zmieniających scenę na plan zdjęciowy. Włoski aktor i reżyser Pippo Delbono, znany przede wszystkim ze swoich teatralnych poszukiwań, w Tramwaju w Jerozolimie gra włoskiego księdza. To jedno z dwóch europejskich spojrzeń na Ziemię Świętą. Drugie, racjonalno-materialistyczne, reprezentuje postać grana przez Mathieu Amalrica. Gitai przekonuje, że zarówno postrzeganie mistyczne, szukające śladów Chrystusa, jak i racjonalne, skupiające się jedynie na materii nie są właściwe. Obok wątków interesujące (post)chreścijański Zachód jest jeszcze życie, które trudno wpleść w wielką narrację.

Myśl to szlachetna, ale sposób jej podania nie grzeszy bezpretensjonalnością. Pomysł na Tramwaj w Jerozolimie przypomina koncepty etiud studenckich. Na papierze wydaje się bardzo dobry, na ekranie cały traci blask. Amos Gitai padł więc ofiarą własnej pomysłowości. Szkoda, że nie reżyserskiej maestrii.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook