your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Barbarzyńcy u bram

Nadciągają barbarzyńcy. Są coraz bliżej i chcą zniszczyć wszystko co cenne w europejskiej cywilizacji. Jak można walczyć z wrogiem, którego nie widać? Takie pytanie stawia w Czekając na barbarzyńców Eugene Green. Wszyscy, którzy śledzą twórczość tego kinowego ekscentryka wiedzą, że odpowiedź nie może być oczywista.

Trzy przestrzenie, dwunastu aktorów i niewielka ekipa - tylko tyle było potrzebne do stworzenia Czekając na barbarzyńców. To dużo więcej niż godardowskie minimum, czyli dziewczyna i pistolet, ale też niewiele, nawet jak na standardy kina niezależnego. Green nie ukrywa, że jego najnowszy film powstał podczas warsztatów aktorskich. Na początku widzowie zostają o tym uczciwie poinformowani. Podobnie jak o fakcie, że to na bazie fikcji budowana jest artystyczna prawda. Dlatego w Czekając na barbarzyńców bez problemu można połączyć współczesność z barokowym teatrem i architekturą. Grupa uciekinierów trafia do domu Magów, gdzie znajdują schronienie przed barbarzyńcami. Błąkają się w ciemności, ale są bezpieczni. Skąpani światłem niewiadomego pochodzenia szukają nie tylko schronienia, ale też wiedzy. Również na temat tego kim są naprawdę barbarzyńcy. Tatarami, Gotami, Piktami, Wandalami, a może Stanozjednoczeniowcami?

Green po raz kolejny przekonuje, że jest najbardziej barokowym ze współczesnych twórców filmowych. Bynajmniej nie chodzi o powierzchowną dekoracyjność, znaną chociażby z filmów reżyserów francuskiego neobaroku. Tej reżyser Portugalskiej zakonnicy konsekwentnie unika. Korzysta za to z konceptu, zadziwia zaburzeniem perspektywy, łamie filmowe konwencje. Przede wszystkim jednak mówi bezpośrednio do widza. W jego obrazach aktorzy patrzą wprost w kamerę całkowicie niszcząc iluzję istnienia świata przedstawionego w jakiś sposób niezależnego od rzeczywistości widowni. Fikcja teatru psychologicznego, której tradycję kontynuuje film, tu nie ma racji bytu. Czekając na barbarzyńców w większym stopniu opiera się na relacji między ekranem, a widzem, a w mniejszym pomiędzy bohaterami.

Green po raz pierwszy tak bezpośrednio odnosi się do współczesności. Kpi z szerzącego się strachu przed innymi. Przypomina o fakcie, że wszyscy jesteśmy potomkami barbarzyńców. Naśmiewa się z nieustającej paniki, w końcu działa w kraju permanentnego stanu nadzwyczajnego. Reżyser Mostu artystów każe widzom porzucić media społecznościowe, zajrzeć w głąb siebie i przyjrzeć się własnej kulturowej przeszłości. Taka kuracja sprawi, że barbarzyńcy nie nadejdą nigdy, ponieważ istnieją tylko w informacyjnym szumie.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook