your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Disco błysko dziwowisko

Nie będę udawał discopolowej dziewicy, która piosenek pojawiających się w filmie Maćka Bochniaka nigdy nie słyszała. Problem polega na tym, że po raz pierwszy obcuję z tą składanką na trzeźwo i muszę przyznać, że jak żadna inna potrafi zrobić z mózgu bigos. Jakie disco polo jest, każdy słyszy, więc w warstwie audialnej zaskoczeń być nie może. Nieco inaczej rzecz ma się z fabułą. Pozornie to banalna historia o Tomku, chłopaku posiadającym nieodkryty muzyczny talent. Zakłada zespół Laser, po pierwszych trudnościach zdobywa rozgłos, zakochuje się w kobiecie swojego mecenasa, z czasem stacza się (tym razem wersja soft), by znów wrócić na szczyt. Wszystko zgodnie z przepisem na amerykański biopic, do którego gratisowo, dodano powiewający na wietrze gwiaździsty sztandar.


DISCOPOLO_film_fot._ Alvernia_Studios/NEXT_FILM

Sprowadzenie "Disco polo" wyłącznie do opowieści o muzyku jest zubażające. Bochniak próbuje przekuć w kino fenomen kulturowy, a nie wyłącznie muzyczny, jakim pozostaje disco polo. Reżyser idzie pod prąd interpretacji wywodzącej ten gatunek z kultury ludowej. Widzi w nim raczej wyraz potransformacyjnej westernizacji. Z tego powodu miksuje Polskę lat dziewięćdziesiątych z Dzikim Zachodem, a właściwie jego obrazem, gdzie niebagatelną rolę odgrywa lektor Tomasz Knapik. Cofnięcie się o dwie dekady to wyłącznie zabieg mający wywołać nostalgię. Porzucono realizm na rzecz projekcji nowo powstałej zbiorowej wyobraźni, w której koegzystują ze sobą filmy akcji, westerny, ale też Ojciec chrzestny i Funny games.

Wycieczka po polskiej, przeoranej latami dziewięćdziesiątymi duszy, wydaje się atrakcyjna, ale w Disco polo najciekawsze jest to, co istnieje naprawdę. Polska w filmie Bochniaka to w gruncie rzeczy trzy budynki połączone pasem startowym udającym amerykańską autostradę. Tomek wychował się w domu kolejarza, na poniemieckiej stacji na Ziemiach Odzyskanech, zadbanej, ale śmiertelnie nudnej i doskonale zakonserwowanej w stanie sprzed wojny. Jego droga wiedzie przez luksusowy hotel Venecia Palace, unikatowy w skali świata pomnik złego smaku, idealnie pasujący do zgromadzonych w nim gości, jeszcze niedawno koszących siano, a teraz organizujących muzyczne żniwa. Finał musiał rozegrać się w Pałacu Kultury i Nauki, pośród marmurów i piaskowców postawionych ręką radzieckiego budowniczego. Bohaterowie z prowincji udają się do samego centrum, socrealistycznego środka świata. Jest w tym nieco zaklinania rzeczywistości, upychania kolanem rodzimego disco, by zmieścił się w mainstreamie, co nie powinno dziwić, przecież Agora i TVN raczej niszami się nie zajmują.


DISCOPOLO_film_fot._ Alvernia_Studios/NEXT_FILM

Formalnie to film niepasujący do krajowego głównego nurtu, postmodernistyczna żonglerka. ekstrawaganckie kostiumy i niespożyte pokłady kiczu nie zdarzają się w polskim kinie codziennie. Twórcy pożegnali wszechobecną szarość i z entuzjazmem przywitali róż, czerwień i fiolet, co się chwali, ale można odnieść wrażenie, że niektóre sceny nie zostały wystarczająco dobrze zmontowane. Zabrakło odrobiny porządku w tym, przecież bardzo interesującym, bałaganie. Efekty wizualne niekiedy rozczarowują, tym bardziej, że w Hiszpance specjaliści z Alvernia Studios pokazali, że potrafią dużo więcej.

Disco polo jest filmem małych, przyjemnych niespodzianek, zwłaszcza aktorskich. Po zespole Głowacki, Kot, Kulig, Ogrodnik można się spodziewać wyłącznie dobrych ról i takie widzowie dostali, jednak ciekawsze rzeczy dzieją się na drugim planie. Błyszczy Iwona Bielska jako babcia jednego z członków zespołu, nie rozstaje się ze swoim pieskiem, papierosem i ubraniami w kwiaty, a na pewno przekracza rolę kobiecego ekranowego zapychacza, który być musi, ale lepiej by się niezbyt rzucał w oczy. Bez stawiania kart mogę powiedzieć, że o Bartoszu Bieleni jeszcze nie raz usłyszymy, kiedy pojawia się jako psychopata z Funny games kradnie show pozostałym aktorom. Aleksandra Hamkało pokazała, że potrafi się mocno zaangażować i tym razem trafiła na nieco lepszy projekt niż niesławny obraz Barbary Białowąs. W filmie można zobaczyć nawet Jerzego Urbana, co wydaje się jednym z najdziwniejszych wyborów obsadowych ostatnich lat.

Disco polo ma ambicję podobać się każdemu, fani gatunku dostaną zestaw największych hitów, ale też gościnny występ Radosława Liszewskiego z zespołu Weekend. Kinomani odnajdą szereg filmowych nawiązań, niekiedy mało oczywistych (Gensonina -> Gelsomina -> "La Strada" Felliniego -> grupa La Strada), zaś spragnieni narodowych sukcesów otrzymają zwycięstwo w światowym konkursie piosenki. Słowem, Polska mistrzem Polski!

Bardzo mi się tym razem podoba Twoja recenzja:).
Co do scen w Sali Kongresowej to jest to nawiązanie do "legendarnej" Gali Piosenki Chodnikowej, która odbyła się w 1992 roku i była ówczesnych hitem kaset VHS. Rzuć okiem na jakiś filmik z tej imprezy;)
Scena w więzieniu jest najlepszą z całego filmu. Takiej reakcji na sali kinowej jakie wywołała chyba jeszcze nie doświadczyłem.

.

Ominęło mnie w kinie, ale warto wydać 5 złotych, żeby obejrzeć na VOD (https://vod.pl/filmy/disco-polo-caly-film-online/g6m9ndk) a recka faktycznie mistrz.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook