your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

WFF: Targi z historią

Pamięć o Holokauście to moralny obowiązek, wyzwanie badawcze oraz test umiejętności organizacyjnych i negocjacyjnych. Te wszystkie aspekty pojawiają się w Świadectwie Amichai Greenberga efektownie uzupełnione schematami znanymi z kina sensacyjnego.

Yoel, historyk specjalizujący się w temacie Zagłady prowadzi śledztwo. Szuka miejsca, gdzie zostały pochowane ofiary masowego mordu w Lensdorf, małym austriackim miasteczku. Zbrodnia miała jedynie dwóch świadków (przynajmniej takich, którzy zdecydowali się zeznawać), a miejscowi udają, że o niczym nie wiedzą. Dopóki nie ma ciał, nie ma ani zbrodni, ani żadnej zinstytucjonalizowanej pamięci o niej. Czasu na poszukiwania jest coraz mniej, miejscowe władze naciskają na pozwolenie na inwestycje, które są blokowane jedynie przez badania Yoela. Mężczyzna, jak przystało na rasowego detektywa, przedziera się przez stosy dokumentów, ponownie przesłuchuje świadków, udaje się na miejsce (domniemanej) zbrodni. Odbiera nawet tajemnicze telefony i natyka się na ślady dotyczące własnej rodziny. Yoel odnajduje w archiwum zeznanie własnej matki dotyczące czasów wojny.

Świadectwo jest filmem o tożsamości budowanej na pamięci o przeszłości. Dopóki pozostaje na wysokim, społecznym, poziomie pozostaje obrazem wyjątkowo interesującym nie tylko tematycznie, ale i formalnie. Mariaż kina artystycznego i gatunkowego dobrze się sprawdza znosząc niedostatki obu form. Kiedy jednak pojawia się wątek rodzinny Greenberg pozwala sobie na inscenizacyjne banały. Przemiana bohatera musi znaleźć wyraz w zmianie wyglądu, a scena egzystencjalnego zwątpienia nie może rozgrywać się nigdzie indziej, a pod prysznicem. Świadectwo świetnie sobie radzi z wielką historią, dużo gorzej z historiami życia. Wątek rodzinny obnaża to, że Yoel jest bohaterem pisanym wyłącznie pod tezę. Składa się właściwie tylko z ortodoksyjnej żydowskości, która, co nieuniknione, zostanie poddana próbie.

Kiedy widz już odkryje papierowość głównego bohatera cały film traci na sile wyrazu. Mimo umowności i kilku niezbyt przekonujących rozwiązań formalnych jest wciąż jednym z ciekawszych obrazów o polityce pamięci jakie powstały w ostatnich latach. Wykracza daleko poza myśl, że pamiętanie jest moralnym obowiązkiem (w tym miejscu wesoło się uśmiechamy i machamy do polskiego kina). Akcentuje role instytucji - strażników historii i pokazuje polityczność pamięci. Ta przenikliwość spojrzenia u debiutanta pozwala mieć nadzieję, że Greenberg powróci niedługo z obrazem równie interesującym, a być może filmowo dojrzalszym.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook