your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Magiczny świat Vincenta Van Gogha

Polsko-brytyjska produkcja od początku wzbudzała wielkie zainteresowanie. Twórcy postanowili stworzyć pierwszą kinową animację malarską. Wstępnie zakładano według polskiego pomysłu, że powstanie film 7-minutowy. Następnie zainteresowanie udziałem w projekcie wyrazili Brytyjczycy, którzy zaproponowali z pozoru szalone rozwiązanie: stworzenie filmu pełnometrażowego.

Wyzwania podjęła się dwójka reżyserów: Dorota Kobiela z Polski oraz Hugh Welchman z Wielkiej Brytanii. Następnym krokiem była przełomowa decyzja dla całego omawianego filmu: uznano, że ciężko znaleźć animatorów potrafiących oddać styl malarski Van Gogha, więc zatrudniono profesjonalnych malarzy. W sumie 125 artystów namalowało 65 tysięcy klatek „Twojego Vincenta”. Była to praca dosyć żmudna; w jednym z wywiadów malarz pracujący przy filmie zdradził, że czasami klatki odpowiadające pojedynczej sekundzie filmu malował przez sześć dni . W skrócie: cały projekt był w 100% nowatorski i wymagał ogromu pracy.

I tego „Twojemu Vincentowi” nikt nie odmówi, jest to rzecz w pełni innowacyjna, ale w kontekście recenzji trzeba skupić się na odpowiedzi na inne pytanie: czy całość broni się jako film?

Na pewno dopracowano scenariusz. Oczywiście z racji podporządkowania historii motywom znanym z obrazów Van Gogha fabuła bywa momentami nieco uproszczona, ale nie jest to w żadnym wypadku przypadkowy ciąg kolejnych animacji pokazujących obrazy słynnego malarza. Oglądamy całkowicie przemyślaną historię z wstępem, rozwinięciem i finałem. A o czym jest ten film? Poznajemy głównego bohatera – Armanda Roulina - który dostaje z pozoru proste zadanie: dostarczyć ostatni list Van Gogha do adresata. Jednak ustalenie kto powinien faktycznie otrzymać przesyłkę okazuje się sporym wyzwaniem. Wraz z bohaterem ruszamy w podróż, w której nie tylko poznamy wiele osób z życia (a raczej z obrazów) Van Gogha, ale także będziemy próbowali ustalić co tak naprawdę spotkało słynnego malarza.

I tutaj kolejny dowód na to, że jest to pełnoprawny film: mamy głównego bohatera, podczas filmu możemy się wczuć w jego emocje, mieć te same wątpliwości co on, a nawet widzieć jego pewną przemianę. Pozostałe postacie nie są aż tak rozbudowane, ale również potrafią wzbudzić nasze zainteresowanie swoimi przeżyciami.

Najmocniejszym elementem scenariusza jest według mnie śledztwo dotyczące śmierci Van Gogha, a także tego jakim był człowiekiem. Kolejne minuty filmu przynoszą nam wiele sprzecznych informacji o jego osobie: czy był wielkim artystą, czy raczej szalonym dziwakiem, a może po prostu bardzo wrażliwym człowiekiem? Nigdy też nie wiemy, tak jak i główny bohater, czy przepytywane osoby aby na pewno mówią prawdę. Może jednak mają jakiś interes w tym by nas oszukać? Dzięki temu oglądanej historii towarzyszy tajemnica, co na pewno zwiększa nasze zainteresowanie fabułą. Zaryzykuję nawet stwierdzenie, że czasami zupełnie zapominamy o technice wykonania filmu, a skupiamy się całkowicie na słowach. I czekamy na rozwikłanie zagadki.

Aktorzy zostali dopasowani wyglądem do postaci z obrazów Van Gogha. Głównie mamy do czynienia z obsadą zagraniczną, na ekranie pojawiają się między innymi: Douglas Booth („I nie było już nikogo”), Jerome Flynn (Bronn z „Gry o Tron”), Aidan Turner („Poldark”) czy Saoirse Ronan (gwiazda tegorocznej „Lady Bird”). Jest też duży, polski akcent - Robert Gulaczyk w roli tytułowego Vincenta. Oczywiście odegrane przez nich sceny zostały potem kadr po kadrze zamienione na obrazy namalowane prawdziwymi farbami. Nie ocenię głosów oryginalnej obsady, bo byłem w kinie na wersji z polskim dubbingiem. Nie przeszkadzało mi to jednak w żaden sposób w odbiorze historii. Trzeba też wspomnieć, że za muzykę, która dobrze współgra z klimatem filmu, odpowiadał słynny Clint Mansell - znany przede wszystkim ze współpracy z Darrenem Aronofskym przy takich filmach jak „Requiem dla snu” czy „Źródło”.

Podsumowując, dzięki tak przyjętej konwencji filmu możemy poznać Vincenta Van Gogha z zupełnie dwóch różnych perspektyw: z opinii jakie miał o nim świat oraz z jego dzieł malarskich, które cały czas towarzyszą nam na ekranie. Film ten jest wielkim hołdem dla sztuki, ale też dzięki integralnym elementom świata filmowego potrafi zainteresować swoją fabułą. Na koniec nawet trochę się żałuje, że ta historia nie została opowiedziana nieco dłużej i że trzeba już opuścić magiczny świat „Twojego Vincenta” i wrócić do tego naszego - malowanego często dosyć szarą rzeczywistością.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook