your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Rzewny śpiew

Choć lubię dziwne filmy na WFF-ie, to czasem trzeba po nich odpocząć na czymś bardziej konwencjonalnym. Odpocząłem, ale klimat "Ukochanego" jest tak monotonny, że aż się znudziłem. To film tylko dla miłośników współczesnych frankofońskich melodramatów oraz musicali w jednym.

Akcja rozciąga się od lat 60. do współczesności i jest jakby mini-sagą nietypowej francuskiej rodziny. Matka (Madeleine) i córka (Vera) żyją miłością i dają się wieść przeznaczeniu w poszukiwaniu szczęścia. Wynika z tego mnóstwo miłosnych komplikacji, a w finale dowiadujemy się, że w naszym życiu są ludzie, którzy nim tak naprawdę kierują.

Uff - strasznie zachowawcza teza jak na film pełen bezpruderyjności i seksu. To swobodne podejście jest nawet zabawne - gdy dorosła Vera wchodzi do swojego mieszkania, gdzie starsi już rodzice beztrosko baraszkują w łóżku jak młodzieniaszki, i zażenowana dziewczyna bąka pod nosem "tato, majtki...", a Jaromil uśmiecha się niewinnym uśmiechem typu "i cóż wielkiego?", to jest scena charakterystyczna dla tego filmu i śmieszna.

Niestety mamy też mnóstwo melodramatyzmu. Po wierzchu wygląda to na dramaty miłosne, ale reżyser bezlitośnie "upupia" temat, nie dając się wczuć w niczyje przeżycia głębiej, niż podpowiada stereotyp. Piosenki są może i niezłe, ale leją na to melancholię w stanie tak gęstym, że prawie się krystalizuje.

Jedyną postacią, której grę doceniam, jest Paul Schneider jako perkusista Henderson. Nie dość, że przystojniak, to jeszcze człowiek z nieco ironicznym dystansem do świata i wrażliwiec, który - w przeciwieństwie do innych postaci w "Ukochanym" - nie okazuje emocji zbyt łatwo. Vera zakochuje się w nim od pierwszego wejrzenia, ale - co za pech - ten jest gejem... W niej z kolei kocha się inny chłopak, ale oczywiście wychodzi klasyczny łańcuszek - on kocha ją, a ona innego, a tamten z kolei nie bardzo wie jak na tę miłość odpowiedzieć.

Zbyt wiele wątków i czasów upraszczają te historie, dostajemy tylko panoramę uczuć, a ta jest w sumie dosyć epicka i nie dość liryczna. Sentymentalne ujęcie ludzkiego losu mnie się ani nie podoba, ani mnie nie przekonuje, a jeden Henderson w barszcz to za mało, żeby zbudować prawdziwy dramat. Gdyby nie potrzeba równowagi, pewnie bym nie poszedł na taki film, bo szkoda czasu.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook