your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

XXI w. w polskim kinie - subiektywny przegląd

Czas wreszcie dokończyć listę filmów. po przełomie 1989 r. - pora na drugą połowę, czyli XXI w. Niestety tu mam luki, więc o wielu filmach nie wiem.

2000:

"Egoiści" Trelińskiego (premiera 2001) - pełny portret naszej rzeczywistości, tym razem o tych, którym się udało, którzy odnieśli sukces - ale jest on przeżarty ukrytym poczuciem nieszczęścia. Może dlatego, że sztuka kiepsko sobie radzi z pokazywaniem tego, co wyszło i ma tendencje do skupiania na tym, co jest niedobre?

"Życie jako śmiertelna choroba przenoszona drogą płciową" Zanussiego - no, tu się mistrz popisał! A raczej para - reżyser i odtwórca głównej roli. Zapasiewicz nadal niepokojący w swoim cynizmie, ale i rozbrajającej szczerości, a i Zanussi nie pozwala spokojnie patrzeć - scena z krojeniem trupa Tomasza niesamowita! Ale w przeciwieństwie do Trelińskiego ten twórca widzi jednak światełko nawet w przerażającej nagości egzystencji, której przygląda się z niezdrową fascynacją. W sumie kontynuacja starego niepokoju, ale zrealizowana współcześnie (vide - tytuł wzięty z graffiti!). Nie dla mas, ale dla pewnej warstwy ludzi myślących i wrażliwych.

Nieudane filmy: "Duże zwierzę" Stuhra i "Pół serio" spółki Konecki/Saramonowicz (premiera 2001) .

2001:

"Angelus" Majewskiego - dzieło dziwne, skrzyżowanie aury małomiasteczkowej wielkiej fantazji (jak w "Darmozjadzie polskim") z twardym śląskim klimatem (kto jeszcze takie rzeczy dziś portretuje?... Kutz?). Dla mnie niespecjalnie bliski, ale oryginalny i spójny - z całą pewnością!

"Cześć, Tereska" Glińskiego - nie dla mnie ten czarny realizm blokowiska, ale film na pewno ważny, nie tylko ze względu na medialny szum wokół odtwórczyni roli tytułowej. Moim zdaniem samo odzwierciedlanie rzeczywistości to jeszcze za mało na sztukę, nawet dramat mnie nie poruszył.

"Przedwiośnie" Żerom... - a nie, Bajona =} - cóż, średni film, ale ciekawy jak to próba przeniesienia lektury szkolnej na ekran - jednak dziwnie z krainy klasyki wyjść znów do życia, do prawdziwego świata. Cóż, że już nieistniejącego. Damięcki - słaby, nie nadawał się na oddanie awanturniczego charakteru bohatera niestety, za to zapamiętałem Gruszkę. Plus za rozmach, film próbuje objąć całe życie Baryki i różne miejsca oraz środowiska.

2002:

"Chopin. Pragnienie miłości" Barańskiego - Adamczyk fajnie sportretował kompozytora, jest nadwrażliwy i drażliwy, ale jeszcze lepsza jest Stenka jako Sand. Cóż, jako film to nie jest zbyt dobrze wyreżyserowane, ale jako barwna ilustracja i etiuda aktorska - warto zobaczyć.

"Dzień świra" Koterskiego - większość ludzi zareagowała jakby to było o nich - może dlatego mnie nie poruszył, bo ja nie czuję się tego typu sfrustrowanym humanistą (czyżby zasługa posthumanizmu, w którym się poruszam?). Film ważny i ciekawy (jak zauważył wykształcony polonista Jarek Lipszyc, cały tekst jest napisany regularnym 13-zgłoskowcem ze średniówką! - ja oczywiście nie zauważyłem), ale "dobry" to jednak za dużo powiedziane. Zwłaszcza, że Koterski nie powiedział tu ostatniego słowa...

"Edi" Trzaskalskiego - to jeden z polskich filmów, które coś zapowiadają, jakiś przełom, inna sprawa, czy do niego rzeczywiście dochodzi. Świeżo po obejrzeniu go jeszcze raz uważam, że wprawdzie został zrobiony trochę za bardzo emocjonalnie i trąci zbędnym patosem, to jednak jako historia znakomity i pięknie sfilmowany, a najważniejsza jest postać Ediego, kogoś w rodzaju współczesnej dalekiej wariacji wokół Hioba. Coraz bardziej wydaje mi się, że to jednak mądry, godny uwagi człowiek. A i Gołębiewski zabłysnął po latach - szkoda, że potem nie znalazło się nic wyjątkowego do jego stylu. Muzyka zacna - Wojciech Lemański bardzo ładnie oddał zarówno smutek, jak i niezłomne ukochanie życia!

"Pianista" Polańskiego - pół na pół polski i niepolski film, ale trzeba go było zobaczyć. Najbardziej wciągnęła mnie nie tyle postać, co fantastyczne oddanie scenografią przedwojennej i wojennej Warszawy. Duże wydarzenie filmowe i spore przeżycie dla mnie jako rodowitego warszawiaka.

Z tego roku wciąż czeka mnie obejrzenie "Golasów" Świętnickiego - pomysł tak niezwykły (nadzy ludzie odtwarzający zgrzebny biurowy światek), że aż trzeba sprawdzić co z niego wyszło!

2003:

Uff, ta lista chyba nigdy się nie skończy!...

"Baśń o ludziach stąd" Sikory - mój ulubiony lider kabaretowy zrobił (offowy) film pełnometrażowy. Niestety, słaby. Ale dla wielu się załapał jako kultowy.

"Ciało" duetu Konecki/Saramonowicz - ten film wymyka się mojej percepcji. Z jednej strony do perfekcji opanowana technika współczesnego slapsticku, nie mogłem się powstrzymać od śmiechu i rżałem jak koń w trakcie seansu, ale kiedy się skończył, to poczułem, że właściwie nie ma czego wspominać... Niepotrzebnie "luzackie", ale tak naprawdę głupawe dialogi. Komedia się udała nadzwyczajnie, film - słabo.

"Dotknij mnie" Jadowskiej (i podobno Stankiewicz - kto to?) - nielubiany przeze mnie rodzaj filmów ponurych, gdzie ludzie żyją małymi nadziejami i wielkimi rozczarowaniami. Ale Jadowska stała się dzięki niemu znana, więc może coś w sobie ma.

"Nienasycenie" Grodeckiego - Witkacy jest mi obcy, więc nie mnie oceniać ten film, ale jeśli już go widziałem, to mogę tylko wyrazić niechęć. Pazura próbował się w nim wyrwać do świata Prawdziwej Sztuki, ale nie wyszło.

"Pornografia" Kolskiego - nudny wyszedł. Nic z niego nie wyniosłem. A tak się napinał z Majchrzakiem...

"Przemiany" Barczyka - będę musiał zobaczyć jeszcze raz cały, ale coś w nim jest. Jak w przypadku "Patrzę na ciebie Marysiu" reżyser ma ciągoty do dużego natężenia emocji i filmu psychologicznego, ale chyba ma ku temu talent.

"Symetria" Niewolskiego - porządny warsztat filmowy cieszy oko, i mowa nie tylko o zdjęciach. Bohater nieoczywisty, stylistyka daleka od więziennego realizmu, no i ambicja, żeby coś powiedzieć o ludzkiej naturze szerzej. Niemniej trochę to za zimna wiwisekcja i jako dzieło nie wchłonąłem go całkiem. Trudno się z kimś tam utożsamić.

"Warszawa" Gajewskiego - tak, to jest to! altmanowskie przeplatanie się kilku historii i pięknie odrealnione miasto. Obeszli mnie wszyscy bohaterowie. Brak sztucznego optymizmu, a jednak ciepło tchnie z ekranu i poezja. Dla mnie piękny film.

"Zmruż oczy" Jakimowskiego - film o wyjściu poza rozkręconą już na dobre rzeczywistość polskiego dużego miasta. Prowincja nie jest tu jak u Leszczyńskiego środowiskiem naturalnym, ale azylem, wybranym sposobem życia. Ten film się nie tyle ogląda, co raczej kontempluje.

"Żurek" Brylskiego - rozczarowanie roku, tyle słyszałem dobrego o roli Figury, a tu tylko po prostu inna niż jej zwykłe emploi, ale sam film wyszedł słaby.

2004:

"Bar pod młynkiem" Kondratiuka - mniej udane niż jego filmy z poprzedniej dekady, bo mniej realizmu magicznego się w nim unosi, a więcej codzienności i portretów ludzi, ale ironiczno-zabawny i sympatyczny klimat utrzymuje się niezmiennie.

"Mój Nikifor" - nie spodziewam się wiele, ale obejrzeć kiedyś by trzeba. Na pewno ważny, wielu ludziom się podobał.

"Nigdy w życiu!" Zatorskiego - nie jestem fanem komedii romantycznych, ale Stenka cudownie zagrała Judytę, to nie jest postać głupia, jeśli śmieszna, to ze względu na babskie, ludzkie słabostki. Miło tez było zobaczyć Frycza, Kowalewskiego z Lipińską (rany Julek, pan Sułek z panią Elizą! Oni by raczej nie mieli dzieci i inaczej się do siebie odnosili, ale żart przedni!) czy Żmijewskiego. W każdym razie - nie bijcie - bardzo dobry film! Wspominam z sympatią.

"Ono" Szumowskiej - Kędzierzawska, Jadowska, Szumowska... jakieś są do siebie podobne, robią kino kobiece, poetyckie, ale to bardzo smutna poezja, minimalistyczna, niemal po męsku szorstka i zadziwiająco bliska ziemi. "Ono" do ponownego obejrzenia, bo zdaje się wystaje ponad tę ponurość i jest coś niezwykłego w rozmowach z "tym", kogo jeszcze nie ma na świecie.

"Pręgi" Piekorz - sięgnięcie po oryginalną prozę to już pół sukcesu. Mimo tematu ciężkiego dzieciństwa i ran psychicznych, jakie po nim zostają, nie wyszedł zwykły protest-song, ale jednak coś bardziej subtelnego. Ale jednak i film dobry to nie jest, za dużo się zatrzymuje nad wnętrzem, a kręcąca się taśma filmowa źle znosi zatrzymanie i wejrzenie wgłąb. Dobra Grochowska (skąd ona ma taką ironiczną, chociaż śliczną, twarz?), ale najciekawsze w filmie jest aktorstwo Żebrowskiego - nie jest pewnym siebie Wiedźminem, potrafił pokazać człowieka pękniętego, w którym próba bycia twardym wyrosła na poczuciu bezsilności. Fascynująco to zagrał.

"Vinci" Machulskiego - fajny pomysł na przekręt i zabawna rola Więckiewicza jako sympatycznego cwaniaka wysokiej klasy to za mało, ale jako kino rozrywkowe da się obejrzeć bez bólu. Niewiele jednak po nim zostaje.

2005:

"Komornik" Falka - film niby poprawny warsztatowo, niby nieźle zagrany przez Chyrę, ale zawinił chyba scenariusz - jest nieprawdopodobny, nie udało się uzasadnić przemiany bohatera. A to był rdzeń tej historii, więc uwaliło całość.

"Persona non grata" Zanussiego - zniżka formy po świetnym "Życiu jako śmiertelnej chorobie...". Historia raczej "telewizyjna", mimo dramatu, który się niby w filmie odbywa. Dla mnie przekaz jest nieczytelny, nie wiem po co ten film został nakręcony.

"Skazany na bluesa" Kidawy-Błońskiego - fenomenalna rola Kota jako Ryśka Riedla i dla niego warto to obejrzeć, także dla Fraszyńskiej w drugoplanowej roli "Goli". Coś dla fanów muzyki, dla kinomana gratka niewielka.

Do obejrzenia zaległe: "Parę osób, mały czas" Barańskiego.

2006:

"Hi Way" Borusińskiego - nie warto było czekać na ten film, wyśmienici kabareciarze nie sprawdzili się w długim metrażu. Może gdybym polubił te postacie...

"Jasminum" Kolskiego - film nawiązujący do nurtu "Zmruż oczy", o pięknie świata w rzeczach małych, pobocznych, nawet w podupadłym klasztorze, ale ani Gajos nie podskoczył do swoich szczytowych osiągnięć, ani klimat nie wydał mi się autentyczny. Trochę nuda.

"Olek" Kulikowskiego - offowa alternatywa zaatakowała! Film przejmujący, bliski teatrowi telewizji, ale jednak nie tak sztuczny. Jedno z moich ulubionych odkryć.

"Wszyscy jesteśmy Chrystusami" Koterskiego - dzieło wybitne, przeskoczenie "Dnia świra" i ukoronowanie (koroną cierniową!) serii o Miauczyńskim (vel. Koterskim, bo to ma podobno silny związek autobiograficzny). Reżyser nie robił komedii o nieudaczniku, nie pokazał go nawet jako frustrata, ale zupełnie poważnie pokazał upadek człowieka i jego rozpacz, próbę wyrwania się z tego pijanego kręgu. Wszystkie symbole grubo ciosane oczywiście, ale tu nie trzeba było się chwytać realizmu, to jest pejzaż wewnętrzny, bardzo mocny. Tu już mógłbym powiedzieć, że to także o mnie. No i wątek drugiego człowieka - syna, partnera, ofiary... Koniec piękny i nieprzesadzony. To tylko nadzieja, a nie hurraoptymizm. Film trochę wali po nerach. Daleka droga od np. 'Porno"!

2007:

"Korowód" Stuhra - dojrzały twórca zszedł na drugi plan, dając zagrać młodym - i popełnił błąd, bo nikt tak jak on sam jako aktor nie potrafi oddać jego własnych rozterek. Nawet jego syn. Co nie znaczy, że źle się sprawili, fajne debiuty i ciekawe postacie, ale nie dorastające do filozofii moralności Stuhra. Zaskakująco powalająca drugoplanowa rola Frycza, który jako czarny charakter znów zdobywa szczyty wiarygodności i zaangażowania uwagi widza. Ale scenariusz też nie za dobry, za mało wystaje prawdziwych problemów spoza firany młodości.

2008:

Nie dość, że nie widziałem nic pełnometrażowego polskiego z tego roku, to jeszcze nie bardzo tęsknię za tym...

"33 sceny z życia" - Szumowska nie jest z mojej bajki, "Jeszcze nie wieczór" Bławuta - dość ciekawy pomysł, ale nie wiem czy coś poza tym, "Mała Moskwa" Krzystka to nawet nie mój temat, "Nieruchomy poruszyciel" Barczyka chyba pretensjonalnie wyszedł...

2009:

"Rewers" Lankosza - sensowna rzecz, świetnie zrealizowana (poza wstawkami współczesnymi). Wszyscy jeszcze dobrze to pamiętają, ale na pewno trzeba powiedzieć, że to coś ciekawego.

"Wojna polsko-ruska" Żuławskiego - bardzo interesująca ekranizacja i dobry, lekko eksperymentalny film, ale zaakceptowany przez główny nurt. Jesteśmy ciekawi co dalej!

Z tego roku jeszcze może "Tatarak" bym obejrzał, ale nic na siłę, bo nie jestem pewien jakie to jest artystycznie.

To tyle o pełnometrażowych produkcjach minionego i poprzedniego dziesięciolecia w polskim kinie. Może warto przejrzeć inne gatunki - krótki metraż, animacje?... Jak starczy czasu, to czemu nie!

P.S.: do 2009 muszę jeszcze dodać obejrzane wczoraj przypadkiem "Wszystko co kocham" Borcucha - bardzo ciekawa klimatyczna produkcja, moim zdaniem najlepsza z wymienionej trójki.

Mimo że nasze gusty się dość często rozmijają, to podziwiam katorżniczą pracę, którą wykonałeś!

.

E, bez przesady, jaką katorżniczą! =} Naprawdę mnie zainspirowałeś i leciałem jak na skrzydłach, ledwie dotykając tytułów, byle widać było większa panoramę tego okresu w polskim kinie. Dziś zresztą i tak nic bardziej konstruktywnego bym nie zrobił...

.

Długa lista. Nie tak wiele tych luk moim zdaniem ;). Parę groszy dorzucam.

2000: Duże zwierzę i Pół serio "nieudane" ?. Dodałbym też nieambitną komedię "Chłopaki nie płaczą" ;)

2001: "Tam i z powrotem" da się obejrzeć na pewno

2004: "Wesele" - koniecznie

2005: "Motór" niskobudżetowe, niezłe kino

2006: "Bezmiar sprawiedliwości" można; "Południe-Północ" warto; "Plac Zbawiciela" obowiązkowo, nie wypada nie znać

2007: "Pora umierać" kameralny obraz, który na pewno warto zobaczyć; "Rezerwat" dobra komedia,; "Wszystko będzie dobrze" można ; "Sztuczki" chyba raczej trzeba; "Katyń" mimo różnych opinii zobaczyć wypada, "Testosteron" komercyjne, ale da się obejrzeć

2008: "Boisko bezdomnych" nawet, nawet; "Mała Moskwa" można obejrzeć

2009: "Generał Nil" można zobaczyć; "Dom zły" trzeba

.

Duże zwierzę to mój ulubiony film Stuhra. Nie wiem co w nim nieudanego, może @kocio rozwiniesz?
@umbrin ładnie dopowiedział listę, nie mam chyba swoich propozycji.

.

To już wiadomo skąd "Duże zwierzę" wzięło się na liście nagród. Z tego co ja pamiętam, to nic nie pamiętam, oprócz tego, że Stuhr przechadzał się po miasteczku z wielbłądem ;) A mówiąc poważniej, dla mnie był w tym filmie pomysł o pewnym potencjale, ale zabrakło w sumie scenariusza chyba. Ale od razu dodam, że nie jestem fanem żadnego filmu w reżyserii Stuhra. Dla mnie jako reżyser się nie sprawdza.

.

Scenariusz był Kieślowskiego. Ale nie wątpię, że K.K. zrobiłby z tego zupełnie inny film.

.

@michuk
No tak, ale czy Kieślowski napisał cały scenariusz, czy tylko zarys pomysłu?
Ponadto taka historia za komuny miałaby zupełnie inny wymiar, mogłaby wręcz być odbierana jako prowokacja wymierzona w komunistyczny system (którego jedną z naczelnych zasad było "nie wychylać się").

.

No to ja reprezentuję trzecią drogę =} - lubię niektóre filmy Stuhra i cenię je sobie, ale "Duże zwierzę" faktycznie miało fajny punkt wyjścia i tezę (o zwyczajności nonkonformizmu), jednak strasznie nudzi - dlatego w nagrodę za recenzję wybrałem "Dystrykt 9".

Ja go nazywam najbardziej czeskim polskim filmem jaki znam. Ale z czeskiej kinematografii to ja wolę "Czeski Sen", a nie takie bardzo szare kino, w którym dramat jest symboliczny (w sensie ilości, a nie symboliki =} ).

.

Ja się bardzo starałem (i dalej staram) nie napisać dobrej notki, bo jakbym musiał wybierać między "Dystryktem 9" i "Dużym zwierzem", to miałbym duuuży problem. I bynajmniej nie nadmiaru bogactwa ;)

.

Też miałem duży problem - zdaje się tydzień wcześniej było coś fajnego, ale ponieważ piszę notki jak coś akurat obejrzę i mam czas, to się nie załapałem (zresztą nagroda była miłą niespodzianką - nie liczyłem na to).

Mogłem jeszcze wykorzystać dofinansowanie do zakupów, ale i tak nie kupuję filmów i nie mam upatrzonego tytułu, który muszę mieć, więc nie było sensu, no i odwiedzić znów "Muranów", ale tam tylko "Tlen" (który już widziałem), "Las" (który mnie nie pociąga) i okazyjnie jakieś inne seansy, które też są dla mnie za ambitne.

.

Mnie dla odmiany bardzo dopowiadała oszczędna poetyka "Dużego zwierzęcia". "Nuda", w sensie długich, statycznych ujęć, pokazania monotonnego życia małęgo miasteczka, tworzyła nastrój kontemlacji, pozwalała się wczuć w prostą a jednocześnie nieco baśniową historię.

.

Mnie tam jeszcze jedno przeszkadzało: dwoje wybitnych aktorów musiało na pierwszym planie bez mrugnięcia okiem udawać, że są naturszczykami. To im zupełnie nie wyszło, i ja się nawet nie dziwię, bo to trudne zadanie.

Dlatego często-gęsto wolę filmy z nieznanymi aktorami, bo pozwala mi to bardziej zanurzyć się w opowieść. Może tu też by to pomogło, choć może być i tak, że to jest historia dziś mało adekwatna - bycie innym niż inni jest dziś zasadą równie powszechną, jak wtedy nie wychylanie się, jak to napisał doktor_pueblo.

.

Hm, z tej listy niechcący - naprawdę przeglądałem pobieżnie - przeoczyłem "Plac Zbawiciela", i masz rację - wstyd mi że jeszcze nie widziałem. =} Reszta już bez takiego imperatywu - "Sztuczki" może (jak w TV pokażą, to chętnie), "Wesele" i "Dom zły" jak będę miał nastrój na eksperymenty z kinematografią "nieprzyjemną" (Shaw wydał swoje dramaty jako "Sztuki przyjemne i nieprzyjemne"). Zresztą "Plac Zbawiciela" też czeka na podobną gotowość, to nie było przeoczenie kinowe.

.

Addendum do listy za 2009: "Wszystko co kocham" zdecydowanie najlepsze! Zapomniałem o nim, bo jeszcze leci w kinach i premierę miał już w tym roku, ale skoro przyjąłem za FP rok produkcji, to trzeba tam dodać.

.

Zazdroszczę Ci, że masz tyle wolnego czasu.

Dziwny opis Ediego, przecież gdyby w tym filmie nie mógłbyś się dopatrzeć patosu film stałby się nudy jak flaki z olejem.

.

Bez przesady - 2,3,4 godziny? Tyle mi zajmuje przeciętnie każda recenzja.

A w Edim jest przecież też i pochwała prostoty, i odpowiedzialności za swoje życie (ostatnie zdania w filmie to właśnie dialog "Edi, a co my w tym mieście mamy za życie?" - "Własne"), patos tam się wdziera kilka razy - mój najmniej ulubiony fragment to ten o Wigilii, która jest zawsze wtedy, kiedy chcesz. To mi się wydał bardziej dydaktyzm twórców niż immanentna cecha bohatera. W innych momentach to nie był patos, co dramat, ale to jest zupełnie w porządku.

.

Mi jeden kwadrans. :P

Łokej zgadzam się z Tobą, takie sceny są irytujące, ale trzeba to przeżyć bo w innym wypadku film musiałby być legendą aby osiągnąć nieskazitelnie zajebisty poziom.

.

Mi jeden kwadrans. :P

To niestety widać.

.

ojej, skradłeś mi kwestię ;)

.

@michuk przypominam, że to nie jest miejsce na wygłaszanie opinii na temat innych użytkowników.

@Oferma Myślałem, że jesteś bardziej altern(kre)atywny. ;)

.

Brak Braciszka ze świetną rolą Artura Barcisia jest conajmniej dziwny...

.

Po prostu nawet nie słyszałem o tym filmie.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook