your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

O Nieśmiertelnych

Wychowałam się na Xenie (wojowniczej księżniczce), Herkulesie (Kevinie Sorbo) oraz Młodym Herkulesie (Ryanie Goslingu) więc wiem, że w tematach mitologicznych nie należy za wiele spodziewać się po Amerykanach. Dlatego też wydaje mi się, że realizatorom „Immortals” udało się coś wyjątkowego: sprawili, że zawiodłam się na filmie, po którym i tak zbyt wiele się nie spodziewałam.

Zacznę jednak od plusów tej produkcji (co nie powinno zająć mi i tak zbyt wiele czasu) i od pozytywnego ocenienia pracy trzech grup zawodowych: po pierwsze bardzo dobre w filmie są efekty specjalne i 3D: krew i inne tkanki bryzgają we wszystkie strony, sekwencja końcowa (która niestety jednocześnie pozostawia pole do sequelu) jest dość nowatorsko zrobiona.

Drugą grupą zawodową, której chciałabym pogratulować, są osobiści trenerzy: nie chyba ma aktora, który nie wyglądałby świetnie bez koszuli, a że większość bohaterów nie uznaje tej przereklamowanej części odzieży, jest na co popatrzeć – oczywiście o ile ktoś lubi gołe, nasmarowane oliwką klaty. Trzecią grupą zawodową, która dobrze wykonała swoje obowiązki, są osoby zajmujące się reklamą: plakaty i zwiastun są naprawdę przyciągające i obiecują więcej, niż film jest w stanie dać.

Niestety nie jestem w stanie jednoznacznie ocenić takich elementów, jak reżyseria czy aktorstwo, gdyż wszystko to rozbija się o brak podstawowej rzeczy, jaką jest scenariusz. Cała naciągana zresztą historia wydaje się być pretekstem do jak największej liczby walk, bitew czy zwykłych pokazów zbędnej brutalności. Krew leje się gęsto, „trupią rachubę” (mam takie głupie spaczenie, staram się liczyć liczbę trupów w filmach) straciłam po kwadransie. Bohaterowie odcinają sobie języki, mają też miażdżone jądra młotem, kaleczone drutami twarze, a czasem też lądują w żelaznym byku,

Tarsem Singh, reżyser „Immortals”, w jednym z wywiadów powiedział, że chciał połączyć w swoim filmie renesansowe malarstwo i współczesny film akcji, tak aby w jednym filmie znalazło się miejsce i dla Caravaggia, i dla „Podziemnego kręgu”. Być może to zafiksowanie na renesansie i na scenach walki sprawiło, że zapomniano o dość ciekawym elemencie, jakim jest sama historia. Greckie mity są pełne intrygujących opowieści, postaci, bitew i krwi oraz nagłych zwrotów akcji i naprawdę nie rozumiem, dlaczego film aż tak swobodnie poczyna sobie z mitologią grecką. Jest tam co prawda jakiś Tezeusz, który jednak nie jest synem króla Egeusza, a dzieckiem gwałtu na matce-wieśniaczce. Główny zły – Hyperion – chyba tylko imię dzieli z jednym z tytanów, synem Chronosa i Gai. Nie ma też żadnej Ariadny i jej kłębka, jest za to Fedra, która jest wieszczką. Bogowie olimpijscy są za to tak mdli, że ich losy nie ruszają, co najwyżej budzą zdziwienie, do jakiego stopnia można szargać mitologię. Aż dziw, że taki scenariusz wyszedł spod piór dwóch Greków (Vlasa i Charleya Parlapanidesów). No ale widocznie babcia za mało opowiadała im greckich mitów na dobranoc.

I w sumie to najbardziej – bardziej nawet niż moich trzydziestu złotych – jest mi żal Henry’ego Cavilla i Freidy Pinto: wydawało mi się, że każde z nich rozwija swoją karierę filmową w interesującym kierunku, oboje mają na koncie ciekawe role, pojawili się np. u Woody’ego Allena. Czy naprawdę aż tak gigantyczna trójwymiarowa bzdura musiała znaleźć się w ich życiorysach?

Mogę link do wywiadu (jeżeli jest gdzieś w sieci)? Zainteresował mnie zwłaszcza Caravaggio, dlatego że nie był malarzem renesansowym ;) Raczej kontrrenesansowym (chyba już można mówić o baroku, chociaż ten styl rozkwitnie po jego śmierci) i jeżeli zdjęcia tego filmu chociaż w maleńkim stopniu oddają mistrzostwo z jakim ten artysta posługiwał się światłocieniem to idę na "Immortals", historia mi nie będzie potrzebna :)

.

Cytat o "Immortals" jest tutaj: http://www.empireonline.com/news/feed.asp?NID=24060 , na dole jest link do całego wywiadu, w którym jednak jest niewiele więcej.

Rzeczywiście w filmie widać zabawy Tarsema ze światłem i kolorami, dość ciekawie to wyszło (jest to wg mnie jeden z nielicznych plusów filmu). Przedsmak jest zresztą w zwiastunie, więc możesz zobaczyć, czy tak to sobie wyobrażałeś:)

.

Jeżeli jest tak jak w zwiastunie, to "Caravaggio meets Fight Club" jest chyba jedynie hasłem marketingowym.

.

Są kolory? Są. Bohaterowie naparzają się? Naparzają. Nie wiem więc o co Ci chodzi;)

A tak serio, to naprawdę poczekaj na ten film jak będzie na ipli, torrentach czy w tv. Szkoda kasy.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook