your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Incepcja - narodziny kultowego klasyka?

"Incepcja" to najbardziej oczekiwana przez fanów science-fiction (a może i miłośników kina w ogóle) premiera filmowa od czasu "Avatara". Podobnie jak przy ostatniej produkcji Camerona, tak i tu całość otaczała aura tajemnicy - do samego końca nieznane były publicznie szczegóły scenariusza. Film Nolana nie zapowiadał wprawdzie rewolucji technologicznej, ale dało się odczuć powszechne pragnienie, żeby to właśnie "Incepcja" stała się kolejnym kultowym dziełem filmowej fantastyki naukowej. Po od czasu "Matriksa" żaden taki obraz niestety nie powstał.


Kolejka na "Incepcję" przed kinem Odeon na londyńskim Leicester Square

Czy się udało? Zanim odpowiem na to pytanie, zdradzę, że nie należę do oddanych fanów reżysera. Z jego filmów najbardziej zapadł mi w pamięć doskonały scenariuszowo i realizatorsko Prestiż. Mroczny rycerz był niezłym kinem akcji z genialną rolą Ledgera, ale na pewno nie zaliczyłbym go do swoich ulubionych filmów dekady. Za to Bezsenność mnie uśpiła, a wychwalane przez wielu Memento zupełnie nie zaciekawiło, mimo innowacyjnego pomysłu na odwrócenie biegu czasu. W kinie wyżej stawiam sobie ciekawe historie niż skomplikowane zagadki.

Nie chcę zdradzać w swojej recenzji szczegółów fabuły, dlatego też powiem o niej dosłownie w trzech zdaniach, skupiając się bardziej na moim odbiorze filmu oraz kwestiach technicznych.

Film opowiada o agencie Cobb (Leonardo DiCaprio), złodzieju myśli, który niczym Roman Polański uciekł ze Stanów bojąc się obarczenia odpowiedzialnością za zbrodnię. W Japonii spotyka Saito (Ken Watanabe), potężnego biznesmena, który proponuje mu "tę ostatnią misję", dzięki której zorganizuje Cobbowi bezpieczny powrót do kraju, w którym zostawił dwójkę dzieci. Misja polega na tytułowej "incepcji" czyli wszczepieniu innej osobie myśli, podczas snu. Saito chce w ten sposób pozbyć się z rynku uporczywego konkurenta.

Jeśli to Was nie odstrasza, to na "Incepcji" będziecie się świetnie bawić. Ja bawiłem się różnie, długo nie mogąc zaangażować się w historię, u której podstawy stoi pomysł tak nierealny jak infitracja snów i wspólne ich przeżywanie (co załatwia się dzięki podłączeniu się do urządzenia przypominającego laptopa schowanego w walizce podróżnej i wstrzyknięciu do krwi tajemniczej substancji). Chyba nawet sam reżyser miał trudności z wyjaśnieniem tego pomysłu, bo kwestiom technicznym poświęcił w filmie nie więcej niż kilkanaście sekund. Bardziej interesowały go konsekwencje takiej możliwości niż kwestie naukowe i zwykłe prawdopodobieństwo. Jeśli przejdziemy jednak do porządku dziennego nad faktem, że po odpowiednim treningu możemy bezpiecznie wchodzić w cudze sny, a nawet je tworzyć, zatrudniając w tym celu topowego architekta jak Ariadne (Ellen Page), to otwiera się przed nami ocean możliwości, ograniczony jedynie wyobraźnią. A że Nolan wyobraźnię ma nienajgorszą, dwuipółgodzinny seans jest prawdziwą ucztą dla zmysłów.


Cobb uczy Ariadne tajników przejmowania snów

Akcja filmu toczy się jednocześnie na czterech poziomach. Niczym u Hasa (Rękopis znaleziony w Saragossie), płynnie wchodzimy tu i wychodzimy z kolejnych warstw i podobnie jak bohaterowie, nie zawsze zdajemy sobie do końca sprawę czy aktualnie śnimy, ktoś nas śni, a może to co widzimy to tylko nudna rzeczywistość. Trzeba tu oddać Nolanowi (który jest autorem scenariusza), że całość nieźle trzyma się kupy, a sposób w jaki skonstruowana jest fabuła daje niesamowite pole do realizacyjnego popisu, wykorzystane zresztą w "Incepcji" znakomicie.
Nastrój filmu buduje potężna muzyka skomponowana przez Hansa Zimmera (moim skromnym zdaniem, jedno z topowych osiągnięć tego mistrza muzyki filmowej) oraz zaskakujący miks nowatorskich zdjęć Walliego Pfistera i efektownych (choć wyważonych -- o ile to połączenie ma sens) efektów specjalnych. Duża część scenografii zbudowana została specjalnie na potrzeby filmu i wyszło to obrazowi na dobre -- wszystko wygląda nad wyraz realnie, nawet podczas snu!

Jeśli oglądając zwiastuny mieliście za złe twórcom, że zdradzali zbyt wiele (ludzie zawieszeni w przestrzeni bez grawitacji, obrazy zaginającego się w pół Paryża) to możecie odetchnąć z ulgą. Wprawdzie wszystkie te sceny znajdziecie w różnych momentach filmu, jednak aby je zrozumieć, musicie obejrzeć całość. Świat "Incepcji" odkrywamy bowiem stopniowo i każdy kolejny obraz wynika z poprzedniego. Oglądając je na wyrywki możemy poczuć co najwyżej atmosferę filmu, ale nie ma szans zrozumieć fabuły, która jest -- jak to u Nolana -- logiczna, lecz porządnie zagmatwana.

"Incepcja" nie jest filmem bazującym na jakiejś wielkiej idei. Próbuje nas wprawdzie wykiwać, komplikując idee proste. Oglądając film mamy wrażenie, że opowiada on o sprawach wielkich, a dramat głównego bohatera staje się naszym osobistym dramatem. Doszukujemy się też metafor, bo przecież bez nich byłby to tylko kolejny blockbuster o profesjonaliście wykonującym swoje ostatnie zadanie, muszącym w międzyczasie wyzbyć się zjaw z przeszłości i uratować swoich bliskich, zaoszczędzając przy okazji szefowi sporo kasy. Tyle że moim zdaniem tu nie ma metafory. To właśnie film o profesjonaliście, który podobnie jak Alfred Borden w "Prestiżu", nie potrafi żyć nie będąc najlepszym. A fakt, że wszystko to dzieje się nie na jawie, a w kilkukrotnie zagnieżdżonym śnie, przysparza wprawdzie komplikacji, ale nie dodaje filmowi głębi.


Plakat "Incepcji" na Leicester Square

Czy "Incepcja" zostanie kultowym klasykiem? Guardian zapytał w zeszłym tygodniu czy Nolan to nowy Kubrick. Absurd tego porównania uderzył mnie mocno. Nie, Nolan to nie Kubrick. Stanley, mimo że działał w Hollywood, robił kino autorskie, skupiał się na konkretnym temacie, na konkretnym gatunku i tworzył w każdym z nich filmowe arcydzieło. Nolan to twórca hollywoodzki, który doskonale rozumie język kina, ale nie ma misji mówienia o sprawach ważnych. Nie komentuje rzeczywistości. Jeśli ma jakąś misję to jest nią kręcenie widowiskowych filmów akcji, które nie obrażają inteligencji widza. I jeśli już musi być "nowym kimś" to prędzej nowym Ridleyem Scottem, albo nawet przywołanym wcześniej, Jamesem Cameronem. Ale aby osiągnąć ten status, musi najpierw stworzyć kultowy klasyk. Ja mam obawy, że "Incepcja" to jeszcze nie ten film. Choć pierwsze reakcje widzów i niesamowita wręcz średnia ocena na IMDB (w chwili obecnej 9,3/10) daje powody przypuszczać, że mogę się mylić.

Matko, michuk, coś Ty napisał. "Mroczny" nie był przecież nakręcony w 3D! Idę się napić waleriany już po pierwszym akapicie...

Filmy Nolana są jednak nieco bardziej inteligentne niż to, co kręci Cameron.

Recenzja pozostawiła po sobie niejasną aurę rozczarowania, mimo to nadal wydaje mi się, że to będzie idealny film dla mnie. ;)

.

"Mroczny" nie był przecież nakręcony w 3D!

Krecony byl, ale w pewnym momencie Nolan widocznie zrezygnowal z tego pomyslu (potem zreszta w wielu wywiadach narzekal na 3d jako niepotrzebny bajer). Sześć sekwencji zrobili jednak w formacie IMAX (w sumie 30 minut) i film byl wyswietlany w tych kinach jako IMAX Experience (cokolwiek to znaczy). Nie wiem czy te sekwencje były w 3D czy w 2D, ale oczywistym wydawało mi się, że w 3.

Filmy Nolana są jednak nieco bardziej inteligentne niż to, co kręci Cameron.

Nieco. Ale to ta sama liga.

Recenzja pozostawiła po sobie niejasną aurę rozczarowania, mimo to nadal wydaje mi się, że to będzie idealny film dla mnie. ;)

Dobrze Ci się wydaje. Zauważyłem, że w przypadku tych nielicznych filmów, przy ocenie których się nie zgadzamy, zwykle Ty cenisz wyżej te, w których forma przytłacza treść, a ja odwrotnie.

.

Mroczny w IMAX to zdecydowanie Experience, byłam i polecam. Sceny kręcone kamerami IMAX były 2D, tylko na tym ogromnym ekranie były ostre jak żyletka. Co więcej, "Inception" też ma wersję IMAX Experience i skoro tak miło się wyrażasz o wizualiach, to chyba się na nią skuszę, jeśli będą ją u nas wyświetlać.

Zauważyłem, że w przypadku tych nielicznych filmów, przy ocenie których się nie zgadzamy, zwykle Ty cenisz wyżej te, w których forma przytłacza treść, a ja odwrotnie.

Łatwo mnie olśnić blichtrem, to chciałeś powiedzieć. A kto ocenił Avatara na 9? :P

.

Pewnie już drugi raz nie pójdziesz na "Incepcję" we Wrocławiu ? :)

Podobają mi się te kolejki przed kinem; już dawno nie widziałem takich (wyłączając festiwale oczywiście).

.

Nie, raczej sobie daruję. IMHO nie warto.

A co do kolejek -- to było pełne zaskoczenie. Bilet kupiłem we wtorek, na piątkowy pokaz. Idę sobie spokojnie na film 10 minut przed seansem, a tu taki zonk - ludzie kłębili się wokół całego Leicester Square. Tylko dzięki kulturze Anglików nie doszło do rękoczynów. A co ciekawe -- wszyscy z nich mieli już bilety. To była kolejka do wejścia do kina!

Rewelacyjne były też reakcje widowni. Przy napisach początkowych rozległy się owacje i oklaski. Tuż po ostatniej scenie pojawiło się grokie "oooouuuuuch.....", a potem standing ovation. Super!

.

Uwielbiam takie seanse! Ostatni raz żywiołową publiczność widziałam na "Była sobie dziewczyna" w Muranowie. Wyszłam z kina w doskonałym nastroju. :)

.

A ja ostatnio na Seks w wielkim mieście 2 :>

.

Mnie też jakoś kino Nolana nie przekonuje i o dziwo najbardziej z jego filmów podoba mi się ten sam, co michukowi, czyli "Prestiż". Ale na "Incepcję" się wybiorę (kiedy polska premiera?), choćby ze względu na Di Caprio, którego uważam za genialnego aktora.

.

Jeszcze 10 dni do Polskiej premiery (arcydzieła?):

IMDB : 9.3/10 39,850 głosów (3 miejsce na liście Top 250 Movies)
Rotten Tomatoes : 85% pozytywów 190/33 ze średnią 8,2

Polska recenzja znawcy s-f:

http://www.fantastyka.pl/7,1473.html

.

Dzięki za link do recenzji na fantastyce. Stwierdzenie "najinteligentniejszy blockbuster w dziejach kina" brzmi obiecująco :)

.

Mimo wszystko poczekam z otwieraniem szampana. Oceny tuż po premierze bywają przesadnie entuzjastyczne.

.

Ech, kurczę, zdemotywowałeś mnie bardziej niż 482 strony demotów (and counting!)... Ale po obejrzeniu Avatara mam już nauczkę, żeby słuchać kompanów w kwestii "nietypowych" blockbusterów. =}

.

Michuk, ale to już jest kultowy klasyk :). Po obejrzeniu filmu ludzie dowiedzieli się w końcu jak ważne jest dobrze się wyspać.

.

"To właśnie film o profesjonaliście, który podobnie jak Alfred Borden w "Prestiżu", nie potrafi żyć nie będąc najlepszym. "

Problem w tym, że Cobb faktycznie mógł być takim właśnie profesjonalistą, gdyby nie jeden, drobny szczegół - śmierć jego żony w wyniku dążenia do owego profesjonalizmu oraz powrót do dzieci jako jedyny motyw działania. Cobb nie zgodziłby się na ryzykowną incepcję u Fishera, gdyby nie dostał za nią porządaniej nagrody.

(uwaga, SPOILERY) W ogóle sądzę, że de facto w filmie nie ma rzeczywistości (pościg w Mombasie i przeciskanie się przez ścianę, pojawienie się Saito i w końcu Caine, który mówi do Cobba ponoć w rzeczywistości, by się w końcu obudził - takie rzeczy nie dzieją się na jawie), cały czas podróżujemy po różnych levelach snu Cobba, który po śmierci Mal i utracie dzieci pogrążył się w limbo, nie mogąc (nie chcąc?) się z niego wybudzić. Cobb z levelu najbliższego rzeczywistości sam robi sobie incepcję, wszczepiając sobie ideę uwolnienia się od Mal (czyli poczucia winy) i powrotu do domu do dzieci, ale naprawdę nigdy do prawdziwego świata nie wraca. To nie Fisher jest istotny, bo wszystko kręci wokół Cobba.

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook