your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Rzeczy, które robisz w tv będąc martwym.

Artykuł zawiera spoilery!

Kto wie, pewnie niektórzy naprawdę umierają w poczuciu szczęścia i spełnienia, z Amazing Grace na ustach. Wystarczy jedno spojrzenie na Waltera White’a, żeby zrozumieć, że nie jest to ten przypadek. Każda zmarszczka na twarzy Bryana Cranstona wyraża lata rozczarowania samym sobą, zmęczenia i zmieniania tematu, kiedy ktoś spyta o zawód.

Bohater „Breaking Bad”. Właśnie kończy pięćdziesiąt lat. Jest nauczycielem chemii w ogólniaku, a po lekcjach dorabia w myjni. Walter nie zrobił kariery, co samo w sobie potrafi być frustrujące, a w jego przypadku wygląda to jeszcze gorzej. White’owi nie udało się bowiem w kraju największych możliwości i szalonych aspiracji, kiedy okazja goniła okazje, a sukces był na wyciągnięcie ręki. Wszyscy wierzyli w jego talent, znajomi zbijali fortuny, firma, którą kiedyś współtworzył okazała się żyłą złota. Był tak blisko, ale coś poszło źle. Walter stracił całą parę. Trzyma się etatu w szkole, myjni, kanapy w swoim przytulnym, lecz pozbawionym odrobiny wyrazu domu. Ciuła.

Gdyby mieszkał gdzie indziej, może łatwiej by mu wybaczono. Dzieci i rodzice szanowaliby jego trudny i użyteczny zawód. Doceniono by to, że tworzą ze Skyler udaną rodzinę. Wsparcie, jakie dają synowi z porażeniem mózgowym. A może pogarda dotknęłaby go wszędzie? Fakt pozostaje faktem: Walter rozmienił się na drobne, nie wykorzystał nawet kilku procent swoich zdolności. A teraz jest jednym z tych nudnych, podstarzałych wujków, których można albo lekceważyć, albo się nad nimi litować, ale na pewno nie chce się koło nich siedzieć na przyjęciu. Powinien go właśnie dopaść kryzys wieku średniego, lecz zamiast tego Walter dostaje raka. Dociera do niego, że to już naprawdę koniec. Biedny pan White.

Biedny pan White ma całe mnóstwo kłopotów, od ciężarnej żony, po niespłaconą hipotekę. Marne ubezpieczenie. Świadomość, że zostawi po sobie tylko długi. I rzecz dla Waltera najgorsza: wiedza, że jest tym, kim jest. Biednym panem Whitem. Nieudacznikiem i tchórzem. Twórcy filmu są zbyt inteligentni, by karmić nas łzawymi metaforami, ale trudno przecież nie przyznać racji Susan Sontag. Rak, w naszej kulturze, nie jest zwykła chorobą, niezawinionym pechem. Kolorowe pisma przerobiły go na już dawno na symbol kary. Za tłamszenie w sobie uczuć. Smutne nastoje. Niedostatki ekstrawertyzmu. Raka dostają ci, którzy wszystko w sobie tłumią i nie umieją się porządnie zabawić. Ludzie jak Walter. Tak zaczyna się historia drogi na sam szczyt półświatka. Rak wyżera bohaterowi płuca, ale w zamian daje mu młodego, dobrze zorientowanego w branży księcia i pół narkotykowego królestwa.

Doskonała, brawurowo opowiedziana przez Vinca Gilligana historia nie pozwala się łatwo sklasyfikować. Oglądamy odcinek za odcinkiem, śledzimy każdy szczegół historii życia i śmierci Waltera i ciągle trudno się zdecydować, czy jest to historia upadku, czy wręcz przeciwnie. Bez wątpienia w pewnym momencie przestaje chodzić o pieniądze na leczenie i zabezpieczenie bytu rodzinie. Byli wspólnicy, dziś milionerzy chcą opłacić kuracje przyjaciela. Ale White nie chce. Od prezentów i litości woli przejście na stronę zła. I cenę jaka będzie musiał za to zapłacić, bo przecież od pierwszych odcinków przeczuwamy, do czego zmierza ta historia. Karą za grzech jest śmierć – jak uczy pismo. Terry Pratchet zaś dopowiada coś, co musiało też przyjść do głowy skromnemu nauczycielowi chemii, gdy słyszał słowa diagnozy: że taka sama jest nagroda za cnotę.

Żywy Walter, zahukany i lękliwy zmienia się w bezwzględnego gracza. Lepiej z nim nie zadzierać, nawet jeśli ma się za sobą meksykański kartel. Łagodna twarz Bryana Cranstona przechodzi taką metamorfozę, że jedno staje się absolutnie pewne: nikomu już nie przyjdzie do głowy nazwanie go „biednym panem Whitem”.

Ja też nie mogę się doczekać drugiej połowy ostatniego sezonu :)

.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook