your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

O krok od raju

Nie jestem w stanie potwierdzić istnienia miłości od pierwszego wejrzenia, The Florida Project pokazał mi jednak, czym jest miłość od pierwszego kadru. Czułem, że będzie to coś wartego uwagi już po pierwszym losowym zdjęciu promocyjnym z jakmi się zetknąłem. Wiedziałem, że będzie dobre, gdy spojrzałem na nazwisko reżysera. I wszelkie te domysły nawet w połowie nie spotkały się z moimi ostatecznymi odczuciami po seansie, który okazał się być rewelacyjnym.

Z racji tego, że przykładam sporą uwagę do kolorów w filmie, nie mógłbym być obojętny na taki nadmiar fioletu i przejaskrawionych barw. Nie w tym tkwi jednak siła tego obrazu. Tym bardziej że jaskrawa kolorystyka nie jest tu jedynie dla naszej estetycznej uczty, a stanowi celowy zabieg. Wydaje mi się, że wszelkie aspekty tego filmu, zabiegi estetyczne, niedopowiedzenia i techniki narracyjne można wyjaśnić w dwóch prostych słowach – dziecięca perspektywa.

Sean Baker ma niesamowitą smykałkę do portretowania lokacji, urzekł mnie tym aspektem w Tangerine (Mandarynka, 2015) i ponownie zdołał mnie zaskoczyć w The Florida Project. Miejsce akcji w jego filmach po prostu czuć i to jest jeden z tych reżyserskich fenomenów, które naprawdę doceniam. W zasadzie jest w tym jakiś wzór, ponieważ w czołówce moich ulubionych filmów (Lost in translation, In Bruges) lokacja odgrywa sporą rolę. W filmie Bakera znajdziemy miejsca, które w zasadzie nie powinny zrobić na nikim wrażenia, aczkolwiek nawet budka z lodami widziana oczami dziecka wydaje się być czymś więcej. Wszechobecny upał i niebo usłane chmurkami niczym tapeta na ścianie w Toy Story wzmacniają obraz i pozwalają wczuć się w świat przedstawiony.

To również film, który jest piękny w swojej naturalnej prostocie. Postacie są przerażająco realistyczne i bardzo wyraziste. Gdyby nie typowo filmowy ton całości, można by tę historię uznać za dokument. Willem Dafoe to gość, który załatwi sprawę, pomoże i ogarnie sytuację. Ilekroć pojawia się na ekranie, wprowadza taką aurę bezpieczeństwa i zdrowego rozsądku, stanowi świetną przeciwwagę do reszty tej patologii. I na dobrą sprawę wskaźnik patologii jest tutaj dość spory, aczkolwiek czasem dostajemy szczątkowe informacje o tym, co tak naprawdę się dzieje. Te niedopowiedzenia wydaje mi się współgrają z tą właśnie dziecięcą perspektywą, gdzie dzieciaki też nie do końca ogarniają co się dzieje. Strasznie mi się podobał motyw Moonee biorącej kąpiel do zagłuszającej muzyki. Z początku myślałem, że jest to jakaś jedna ze scen zapychających, czy też ukazujących upływ czasu. Okazała się nie tylko dobrym argumentem na tezę o perspektywie, ale też i inteligentną narracją samą w sobie, którą w opór szanuję.

The Florida Project ujmuje swoją żonglerką pomiędzy poważnymi problemami, a dziecięcymi i beztroskimi harcami. Jest to niesamowicie klimatyczne kino, do którego z pewnością będę wracał wielokrotnie. Nie mówiąc już o końcówce, która jest pięknym zwieńczeniem całego seansu, zostawiając widza w emocjonalnej rozsypce.

Seans obejrzałem przedpremierowo dzięki życzliwości Katowickiego kina Kosmos, prowadzonego przez Instytucję Filmową SILESIA FILM.

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook