your movie guide

Twój progres

0%

Oceniłeś 0/15 filmów. Oceń 15 więcej & sprawdź co obejrzeć dziś wieczorem!

Wszystko: The Movie

W Ready Player One jest tyle odniesień, do wszystkiego, wszędzie, kiedykolwiek, że po prostu nie ma opcji, aby nie wyłapać czegoś znanego. I właściwie to była moja największa obawa, że ta intertekstualność zasłoni wszystko i będzie bez większych emocji. I naprawdę w myślach zaklinałem, aby ten film był właśnie tym - zgonię go za natłok nerdostwa, wbiję na wtórność i ciachnę sobie kartę na odbębnioną zmianę. Oczywiście jak na złość okazało się, że nie jest do końca tak, albowiem ogólnie jest tu sporo fajnych rzeczy. Zaskakująco cały ten natłok nostalgii nie drażnił mnie aż tak, ponieważ świat przedstawiony jest (powiedzmy) pod tym względem wyjaśniony i biorąc to przez pryzmat medium, jakim jest kino - wychodzi całkiem interesująco. Najnowsze dzieło Spielberga miało potencjał na to, aby stać się kolejnym kamieniem milowym popkultury, ponieważ materiał źródłowy jest wręcz pod to idealny. Nie do końca jednak wyszło.

Myślałem długo nad tym, dlaczego ten film był tylko niezły, a nie był wybitny i które elementy sprawiły, że można go śmiało wykluczyć w wyścigu do bycia kultowym za kilka lat. Konkluzja, do której doszedłem, jest niezwykle prosta - największą ironią Ready Player One jest hołdowanie filmowych (między innymi) dzieł, których zalet nie dał rady skopiować u siebie. Na pierwszy plan wychodzi brak charyzmatycznych bohaterów. Porównując przykładowo do Back to the Future - . Michael J. Fox jako Marty McFly jest kimś, kogo nie da się nie lubić. Dajcie mi bardziej ikoniczne duo niż Marty i Dr Brown, chętnie poczekam. To nie jest tak, że te filmy kreowały innowacyjną fabułę, czy też nie wiadomo jakie efekty specjalne (chociaż były imponujące na tamte czasy i na pewno wpłynęły na ogólną opinię widza). W Ready Player One zabrakło wydaje mi się prostoty. Nie kochamy tych kultowych dzieł dlatego, że mają wyginającą umysł fabułę. Kochamy je dlatego, że były proste i z racji tego, że były proste, bazowały na charyzmie bohaterów i kreatywności rozwiązań.


OASIS jak na miejsce, w którym jedyne co nas ogranicza, to nasza kreatywność - doznałem mało kreatywności. I skoro recenzowany tytuł tak bardzo lubi bawić się w gry wideo, wyjaśnię to na przykładzie gier wideo. Wyobraźcie sobie jakiś mod do gry, który stał się całą grą. To się chyba nazywa wykorzystywaniem "assets", czyli po prostu zrobionych elementów gry, aby stworzyć nową grę. Po części trochę właśnie tym jest Ready Player One. Gdyby w ostatniej walce nie walczył znany i lubiany przez wszystkich [spoiler], bijący się ze [spoilerem], uznałbym to za normalną trzecio-aktową potyczkę w średnim kinie akcji. I właściwie na tej zasadzie działa większość aspektów tej produkcji - jeśli usuniemy wyżej wspomniane "pop kulturowe assetsy", będzie to kolejny, przeciętny blockbuster, o którym zapomnimy po miesiącu.

Jestem też trochę zawiedziony tym, że nie poszli całkowicie w 80s (uwzględnienie Blue Monday się nie liczy). Jeśli chodzi o uwielbienie estetyki 80s, muzyki, neonów, różu, filmów, kiczu, new retro wave, wszystkiego - jestem największym nerdem, jakiego znam. Po prostu tym żyję i uznaję to za najwyższość. To już jest oczywiście moje subiektywne gdybanie, ale mimo wszystko wciskają to wszędzie, w każdym materiale promocyjnym, czemu więc nie iść na całość i stworzyć jeden wielki neonowy spust?

Pomówmy o zaletach, bo w sumie dałem to 6/10, to wypada wyjaśnić temat. Niektóre sekwencje się udały. Oczywiście nie są rewelacyjne pod względem choreografii, większość to niezrozumiały i chaotyczny bełkot, aczkolwiek ten wyścig, którego pewno kojarzycie ze zwiastunów - to im wyszło. Ten ryk silników, te dziwne tory, te przeszkody - jest w tym wszystkim wysoki współczynnik rozrywki. Drugi etap jakby tej ich przygody, też uznaję za wizualne dopracowanie. Nie rozdrabniając się w detale - chodziło o jeden z bardziej znanych filmów jednego z bardziej znanych reżyserów i właściwie cały ten segment był częścią ich "levela". Oczywiście, było to przerobione na potrzeby fabuły i zasad gry, mimo wszystko w kinie sobie pomyślałem - yeah shit, actually its damn good.

Aspektem, który ostatecznie kładzie Ready Player One i blokuje go przed byciem świetnym, jest wyżej wspomniany brak prostoty i charyzmatycznych postaci. Star Wars to też niby soap opera, jasne, ale wprowadzenie do tego dziwnego i kompletnie odmiennego świata w pierwszym filmie (IV) było niezwykle zręczne. Tutaj dostajemy sporo ekspozycji na temat tego, jak ten świat działa, nie dostajemy jej jednak na tyle, aby w pełni go zrozumieć. W efekcie cała ta narracyjna paplanina jest mało angażująca.

I już nawet pomijając te zawiłości świata przedstawionego, ponieważ głównym motorem napędowym były trzy zadania, więc poniekąd można się skupić tylko na nich i olać resztę. Po prostu nie ma komu kibicować. Parzival jest po prostu mało charyzmatyczny i jeszcze wdał się w mało wiarygodny romans, gdzie jego przyjaciele to jednowymiarowe kłody. Mogło być wybitnie, wyszło zadowalająco.

Seans obejrzałem dzięki życzliwości Cinema City

Zaloguj się aby skomentować lub połącz przez Dołącz przez Facebook