2001: Odyseja kosmiczna (1968)

2001: A Space Odyssey
Reżyseria: Stanley Kubrick

Naukowcy odkrywają na Księżycu tajemniczy czarny monolit, prawdopodobnie zakopany tam celowo. Wysyła on sygnał w stronę Jowisza - wkrótce w tym kierunku wyrusza wyprawa badawcza złożona z astronautów oraz superinteligentnego komputera zwanego HAL 9000, który posiada pełną kontrolę nad statkiem. Niedługo potem HAL morduje zahibernowanych członków załogi i zagraża życiu pozostałych. Kapitan David Bowman (Dullea) rozpoczyna walkę ze sztuczną inteligencją.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Pamiętam jak oglądałem ten film mając 16 lat. Zrobił na mnie kolosalne wrażenie. Monolit , muzyka , kadrowanie , oświetlenie , wszystko było monumentalne. Ktoś powie że gra aktorska była niemrawa i nijaka. I będzie miał rację ponieważ taka jest specyfika tego filmu. Aktorstwo jest rutynowe. Nie ma barwnych osobowości. Ale takie też są filmy Kubricka. Nie skupiają się na opowiadaniu o ludziach lecz posiadają niepowtarzalny nastrój i są majstersztykiem realizacji.

Muszę koniecznie obejrzeć ten film ponownie.

Czysta postać geniuszu kina Kubricka. Dodatkowo niedościgniony wzór w wielu dziedzinach np. efekty specjalne, adaptacja, muzyka, montaż, przełomowość, kompletność.

Film oglądałem kilka razy, ale i tak nie do końca go zrozumiałem. Pewne wątki dobre, jak monolit czy metafizyczny pojedynek człowieka z komputerem, dający więcej dreszczy niż pojedynek rewolwerowców. "Doktorze Chandra..."

Toż to klasyka kina Science Fiction w pełnym tego słowa znaczeniu. Kto uważa się za fana Scifi, a Odyseji nie widział, ten powinien się wstydzić!

Dzieło monumentalne, trudne w odbiorze ze względu na wolne tempo, które trzeba zaakceptować aby można było oglądać z przyjemnością.

Ludzie w latach 70 tych najpierw lezli sie ujarac a potem szli do kina na odyseje kosmiczna. Przepiekne zdjecia (zloty podzial w kazdym kadrze) efekty specjalne (modele statkow trzymaja sie do dzisiaj) i najwiekszy montazowy skok czasowy:) Kamien milowy w historii kina

Stanlek Kubrick robił filmy zbyt wyrafinowane dla mnie. Minus za zakończenie.

Sceny ze stacjami kosmicznymi, statkami itp. piękne, ale ile można je oglądać? I w ogóle o co chodzi? Jest niby jakaś fabuła, ale kupy to się ona za bardzo nie trzyma. Cały czas się zastanawiam, co dalej z astronautami, którzy usłyszeli piszczenie na księżycu? Dlaczego Hal zwariował? Nie rozumiem w ogóle końcówki. Jedyne co film ratuje to muzyka i właśnie prześliczne ujęcia kosmosu (których niestety było za dużo i dłużyły się niemiłosiernie).

(!) SPOILER Uważam, że HAL nie zwariował, tylko był świadomy tego, że statek dąży tam, gdzie nastąpi kolejny skok w ewolucji. I mordował astronautów, ponieważ uważał, że to on ma prawo z niego skorzystać, nie ludzie. To takie moje przemyślenia. Jeśli ktoś uważa inaczej, niech da znać. :)

Ok, może tak być. Ale o co chodzi z ostatnią sceną, gdzie (!) SPOILER jakieś dziecko lata po orbicie KONIEC SPOILERA? Bo tego kompletnie nie załapałem. Na wiki przeczytałem jakąś interpretację, ale nie przekonuje mnie kompletnie.

Ja z książki zrozumiałam, że:
SPOILER
główny bohater niejako "w nagrodę" za dotarcie do celu zostaje ustanowionym strażnikiem(?), a może czymś w rodzaju bóstwa(?) Ziemi. W ostatniej scenie chroni planetę przed meteorem. A czemu dziecko? A czemu by nie :D . To chyba jakieś bardzo głębokie przesłanie Clarke'a, ale nie do końca to pojęłam
END OF SPOILER

SPOILER
Może dziecko bo ziemia jest w okresie dzieciństwa i główny bohater będzie się rozwijać razem z nią? Tak mi do głowy przyszło
KONIEC SPOILERA

(!) SPOILER Wg mnie to był wyewoluowany Dave....

Czytał ktoś książkę? Bo ja filmu nie widziałam, ale w książce jest to z tego co pamiętam dość dobrze wytłumaczone.

Hal ma za wszelką cenę unikać błędów - tak jest zaprogramowany. Czynnik ludzki stwarza błędy. Trzeba usunąć źródło błędów. Ergo: trzeba usunąć ludzi. To był po prostu drobny błąd programisty ;)

Zakończenie też było troszkę wytłumaczone, chociaż nadal było enigmatycznie.

Swoją drogą polecam powieść.

Powieść miałam kiedyś w ręku, ale w koncu jej chyba nie przeczytałam. A powinnam, bo to jednak klasyk. To wyjaśnienie wygląda nieźle, choć jest jakieś takie... mało metafizyczne. :)

Ale nie jestem pewna, czy interpretować film w tych kategoriach, na ile pamiętam "Lśnienie", Kubrick zaadaptował je dość swobodnie. Być może tak samo jest z Clarke.

Radzę Wam przeczytać także "Odyseję kosmiczną 2010", "2061" i "3001" - tam są opisane dalsze losy Dave'a i HAL-a. Okazuje się, że ostatecznie nie wszystko skończyło się tak źle :)

Hmmm... Widziałam chyba ekranizację "Odysei 2010". Bez nerwu zrobiona, zupełnie jej nie zapamiętałam. Chyba muszę rzeczywiście zabrać się za książki.

No książka jest świetna. Jest sporo na temat tego niesamowitego monolitu, który pojawia się w każdym epizodzie filmu "Odyseja kosmiczna 2001". Wiadomo m.in. dlaczego po dotknięciu monolitu małpolud w kolejnej scenie ma kij w ręku, a wcześniej by na to nie wpadł.

warto obejrzec Odyseje dla samego HAL'a.

Film nie jest on dla wszystkich, trudny w odbiorze, niektore sceny sa przydlugawe.

Efekty specjalne kiedyś zapierały dech w piersiach, ale teraz nieco się postarzały. Natomiast muzyka i zdjęcia są po prostu GENIALNE - Strauss jak zawsze brzmi wyśmienicie, a obrazki w stylu długopisu leniwie obracającego się w powietrzu w przejściu statku kosmicznego są wyjątkowo klimatyczne. O fabule nie będę się wypowiadać, bo czytałam książkę i historia nie była dla mnie zaskoczeniem. Nie wiem, jak ludzie nieobeznani z powieścią odbierają ten film, ale podejrzewam, że mogą się mocno pogubić.

Lepiej się go ogląda nie znając fabuły.

Ale końcówka z tego co widzę po komentarzach na różnych serwisach ogłupia

Co do powieści to jej autor miał świetne pomysły, ale wielu wytyka mu brak talentu pisarskiego z czym się zgadzam. Dla mnie film lepszy niż książka. Lektura ksiązki była przyjemnym doznaniem, ale film wbił mnie w fotel.

Nie ogłupia tylko skłania do zastanowienia się. Dawno temu gdy grano go w kinach, pewien hipis krzyknął nawet na sali, podczas końcówki : "Widzę Boga!". Chyba każdy rozumie ją inaczej, a książkę ewentualnie można przeczytać długo po seansie, aby nie popsuć tego efektu "niewiedzy".

Perfekcyjnie wykonany, wspaniałe, długie ujęcia kosmosu, widok Ziemi w połączeniu z muzyką Straussa jest niesamowity. Wyjątkowo mało zestarzały się wnętrza stacji, bardzo dobra scenografia. Gdyby miał wyraźniejsze zakończenie i nieco szybsze tempo byłaby wyższa ocena.

Od czasu jak obejrzałam ten film, gdy tylko słyszę walc "Nad pięknym modrym Dunajem", stają mi przed oczami dryfujące z gracją statki kosmiczne. :)

A ja muszę powiedzieć, że gdy usłyszałam podczas seansu pierwsze nuty tego walca, pomyślałam "O, matko, co to za lista przebojów?". Zupełnie do mnie nie trafił ten dobór muzyki, wręcz zepsuł mi odbiór reszty filmu.

Ech, to bardzo indywidualna sprawa. Nie jest to może najbardziej niszowy walc na świecie, ale tak doskonale pasował mi do tych ujęć, że nawet mi nie przyszło do głowy, żeby się o to gniewać. :)

To wolne tempo daje mu niebywały urok. Zresztą w kosmosie czas wolno leci. Końcówka jest taka jak być powinna, bo przecież nic istotnego nie wiemy o wszechświecie, nas samych i zapewne nigdy się nie dowiemy. I dobrze, bo byłoby nudno bez tej tajemnicy.

ciężki, ciężki i jeszcze cięższy w odbiorze... może go nie rozumiem, może nie czuję klimatu, ale dla mnie zbyt rozwlekły, z dość niezrozumiałymi (pewnie metaforycznymi wstawkami), jak scena lotu w psychodelicznych kolorach i takiej samej muzyce

może zrobiłby na mnie wrażenie te 40 lat temu, teraz nie da rady

Za sci-fi nigdy nie przepadałam, ale ten film zrobił na mnie ogromne wrażenie. Zanim obejrzałam "Odyseję" trochę o niej słyszałam,były to tylko pozytywne opinie. Nie podejrzewałam jednak, że w 68 roku można było zrobić takie wizualne arcydzieło. Oczywiście fabuła również zasługuje na pochwałę. A wszystko doskonale jest dopełnione muzyką.

No ale o co chodzi? Film z typu oglądam ale nie rozumiem. Za każdym razem chcę się dowiedzieć ale jakoś nie daję rady - widać ma ciasny umysł.

Nie mniej jednak dzieło Artura C. Clarca zasługuje na najlepszą ocenę. Rok 68 - film zrealizowany z wielkim rozmachem, z takim niesamowitym spojrzeniem w przyszłość.

Obejrzałem, ale chyba dopóki nie zobaczę go jeszcze tak ze trzy razy, to nie będę w stanie go rzeczowo ocenić.
Wiem jedno: efekty specjalne rządzą!

Piękny

Niejedną synapsę straciłem podczas seansów tego filmu. Bezpowrotnie.

Z pierwszego obejrzenia pamiętam tylko wspaniałe ujęcia i przynudzającą fabułę, przez którą w pewnym momencie na dłuższą chwilę się zdrzemnąłem. Ale po ponownym obejrzeniu... No nie wiem co powiedzieć, strasznie jestem tym filmem zaintrygowany, nawet jeżeli moja interpretacja jest nieco odmienna od tej zazwyczaj przytaczanej. Cóż, chyba naprawdę do pewnych filmów trzeba dojrzeć.

masa śmiechu

helen
MRZVA
Danielito
RobinHa
jumolugig
Chlebo
milali
zann123x
irenakoltun
janseraphim