33 sceny z życia (2008)

33 sceny z zycia
Reżyseria: Małgorzata Szumowska
Scenariusz:

Julia jest odnoszącą sukcesy artystką, ma kochających rodziców i męża, który jest sławnym kompozytorem. Nagle wszystko się rozpada. Choroba i śmierć, widziane z bliskiej perspektywy, wyglądają inaczej, niż Julia sobie wyobrażała – są bardziej absurdalne, nonsensowne i śmieszne. Wszystko zaczyna się od śmierci psa. Potem matka Julii zapada na raka. Mąż Julii nie potrafi jej pomóc, bo większość czasu spędza za granicą, a ojciec zdaje się bardziej potrzebować pomocy niż ona. „33 sceny z życia” to film o takim momencie w życiu, w którym stajemy się dorośli. To historia o wejściu w prawdziwe życie, gdzie ból, cierpienie i wątpliwości są nie do uniknięcia. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Jakby ten film zrobili Czesi, byłby zapewne fajną tragikomedią. W wersji Szumowskiej dostaliśmy przedstawioną w sposób naturalistyczny, ale mało wiarygodną historię.

Muzyka i montaż dla cierpliwych. To przychodzi z wiekiem. Przynajmniej kiedyś przychodziło. A film traktuje dla mnie o umieraniu ludzi i uczuć bez hipokryzji. Łamie chyba też przy okazji tabu. Ale nie z zamkniętymi oczami.

Smierć i pogrzeb nieuwznioślone? Doceniam to, że reżyserka wzięła się za trudny temat. Z powodu braku spójności pozostaję jednak zdystansowana wobec entuzjastycznych recenzji prasowych. Pamiętam obrazy, ale już nie to co je łączy w historię, całość. Broni się Iza Kuna -jest bardzo przekonująca.

Film bardzo ciężki i w sumie nic poza tym. Co prawda wzbudza duże emocje, ale nie ma w nim ani odrobiny głębszej treści. Formą bardzo przypomina mi Plac Zbawiciela.

Was tez wkurzaja te 2 minutowe przerywniki na czerni? Niby za srodek artystyczny ma dzialac a tu tylko rozbija opowiesc. No dobra , mamy tu jakies eksperymenty formalne a z eksperymentami jest tak ze zazwyczaj nie wychodza. Tak czy siak dobrze ,ze zostal uznany za granica

Bardzo dobry film. I znowu prawda przerasta fikcję, chociaż Szumowska odżegnuje się od wątków autobiograficznych. Stuhr w roli dramatycznej świetny, nie wiem, dlaczego obsadzają go w samych komediach.

Chmurno-szary, ponury nastrój filmu wydaje się rosnąć odwrotnie proporcjonalnie do jakości gry i poziomu scenariusza. Do połowy widz może głośno przyklasnąć grze Małgorzaty Hajewskiej, która nad wyraz realnie i poruszająco oddaje końcowe stadium raka, niestety postać tej aktorki umiera a wraz z nią nadzieja, że jest jeszcze czego się chwycić, za co złapać żeby pociągnąć ten film do dobrego poziomu. Niestety mogę więc polecić pierwszą połowę później już wszystko ma tendencję spadkową.

Ten film nie ma znamiona uniwersalności. Mam wrażenie, że jest prywatnym rozliczeniem się z duchami przeszłości pani Szumowskiej. Co więcej, dotyczy on ludzi nie wartych uwagi.
Przywiązali się oni bardzo do swojej doczesności. Nie akceptują i nie są w stanie pojąć, że życie nie przemija, zmienia tylko swoją formę.

"Nie akceptują i nie są w stanie pojąć, że życie nie przemija, zmienia tylko swoją formę." - co masz na myśli?

Ojej, jeżeli wszyscy ludzie, którzy sądzą, że po śmierci następuje koniec (czyli nie wierzą w to, że "życie nie przemija, zmienia tylko swoją formę") są "nie warci uwagi", to na świecie mamy bardzo wielu naukowców, filozofów i zwykłych ludzie zupełnie niewartych uwagi :/

Może chodzi o to, że zmienia formę w... przykładowo, roślinną. Albo robaczą. Taka piosenka była kiedyś "ere - ere aczki - zjedzą mnie robaczki". Świetny rym, btw.

Widzę Mnich, że jesteś wtajemniczony. Zdradź mi, proszę, jaką formę przyjmuje życie po śmierci? To dla mnie bardzo ważne, bo od dłuższego czasu właśnie się nad tym zastanawiam.

Wygląda na to, że muszę się wytłumaczyć. Zasłyszałem kiedyś myśl, która jest mi bliska, że my nie posiadamy życia - nie możemy go więc stracić. My jesteśmy życiem - tą właśnie superinteligentną, świadomą energią, która z dwóch komórek potrafi stworzyć mały wszechświat - człowieka. Życie nigdy się nie zmienia, zmienia się tylko jego zawartość - krótkotrwałe formy, sytuacje, myśli. Poczucie wewnętrznej, dogłębnej tożsamości będzie zawsze takie samo. Dla przykładu - obojętnie ile przejdziesz operacji plastycznych, albo prań mózgu - to zawsze będziesz Ty. Nie jako forma - imię, wierzenia, historia czy ciało - taki czy inny wygląd, lecz coś o wiele głębszego, wiecznego i niezniszczalnego.
Życie jest czymś wykraczającym poza wszelkie kategorie, i zamienianie go w abstrakcyjny mentalny koncept, nadawanie mu sensu w kategoriach ulotnych form jest nam potrzebne tak długo, dopóki sobie nie uświadomimy, że go wcale nie potrzebujemy.

Trochę to zagmatwane. Superinteligetna, świadoma energia? Co to dokładnie oznacza? Energia w jakim sensie?

Oj, Ofermo, jak by to było proste do zrozumienia, to wszyscy by w to już od dawna wierzyli. Po prostu musisz się bardziej postarać :)

no właśnie staram się i nic :(
Bywa, że przyjmujemy jakieś myśli bezkrytycznie, bez dozy racjonalnego sceptycyzmu, bez zbadania czym one faktycznie są.
Chciałbym dowiedzieć się czy owa myśl, bliska Mnichowi, nie jest przykładem takiej właśnie biernie przyjętej koncepcji. Poza tym ten zagmatwany wywód wydał mi się frapujący na swój sposób :)

Ja tymczasem w tak uważny sposób i sceptycznie podszedłem do myśli, jakie serwuje film.

Ciężko ocenić ten film, bo trudno skoncentrować się na nim samym, nie myśląc o okolicznościach powstania. Wiemy, że ten film był dla reżyserki autoterapią, ale czym jest dla nas? Nie pomaga też wejść w historię głos Dominiki Ostałowskiej z ust Julii Jentsch (mimo świetnej gry tej ostatniej) i Roberta Więckiewicza z ust Petera Gantzlera. Brzmi to sztucznie.

Moim zdaniem Więckiewicz z do jeszcze sobie jakoś radzi. Gorzej mu idzie z re i mi ;)

Mnie w tym filmie zabrakło jednego z dwóch elementów których obecność, myślę, znacząco by podniosła jakość wrażeń z seansu.
Nie poczułem więzi z bohaterami bo byli dla mnie jacyś tacy antypatyczni, nie dostrzegłem w filmie jakiejkolwiek ciekawej refleksji.
Bohaterowie w obliczu śmierci bliskiej osoby rzucają się w irracjonalne szaleństwo będące ucieczką przed nieuchronnym stanem smutku i szoku...częste i realistyczne, ale skoro to autoterapia to sądziłem że w którymś momencie się opamiętali i postanowili doprowadzić do konfrontacji z samymi sobą, jednak nic z tego.

Zgadzam się, mnie również podkładane głosy irytowały.

Bardzo porządny dramat bardzo kojarzący mi się z 21 Gramami. Zwiastun nadchodzącej jakości w polskim kinie. Dołączam do tych, którzy nie rozumieją jak ten film mógł przegrać z Małą Moskwą.

Ciekawe porównanie z 21 gramami. Oba filmy oceniłem nisko jednak z innych powodów. 21 gramów wydało mi się grafomańskie. 33 sceny z życia nieautentyczne (bardzo możliwe, że film zabił zły dubbing) i przesadzone. Co nie zmienia faktu, że też nie rozumiem jak to lub jakikolwiek inny film mógł przegrać z fatalną Małą Moskwą.

Podobieństwa są. Np. oba tytuły zaczynają się liczbą podzielną przez 3 ;)

A poważniej, w wielkim skrócie, zgadzam się w pełni z michukiem, i co do 21 gramów, i co do 33 scen, i co do tego, że Mała Moskwa pewnie jest gorsza (choć nie oglądałem i chyba się nie przemogę).

Podobno film opowiada o radzeniu sobie ze śmiercią. No cóż, przeżyłem kilka sytuacji, w których umierali moi bliscy, ale nie przypominam sobie, bym zachowywał się w sposób podobny do zachowania głównej bohaterki. Poza tym trochę się dłużył.

Uwielbiam takie kino. Zimne, jakby wyzute z emocji, dzięki czemu piekielnie poruszające.

Na początku filmu jeszcze liczyłam czy aby na pewno były to 33 sceny, ale w końcu przestałam :-)

Nie kupiłem do końca tego filmu i trudno mi go oceniać. Chyba spodziewałem się czegoś innego. I zdecydowanie było za mało Stuhra, szczególnie przy słabej formie Julii Jentsch ( nie przekonała mnie ani trochę). Kuna jak zawsze gra zimną sukę i jak zawsze jej to wychodzi. Na pewno trzeba doceniać takie próby, ale jak dla mnie to nie jest jakoś szczególnie udana.

33 razy nuda.Może się nie znam-pewnie pomyśli tak niejedna osoba ale trudno.Owszem choroba,śmierć dotycząca naszych bliskich jest przykra, ale żeby zaraz film?Każdy z nas(chyba)ma takie doświadczenia-ja mam i naprawdę nie widzę powodu aby powstał o tym film.Jeśli już ma to być film o śmierci to wolę jak jest to o tym co tę śmierć poprzedziło:człowieczy los,życie,co robił,co zrobił.Śmierć jest jedyną"stałą"w naszym życiu i trzeba się nauczyc z tym żyć.Wyrywać jej każdy kolejny dzień,ale bez filmu

znasz sie :-)

Dzięki, kamień z serca-uff. :)

miał przestawić zachowania ludzi w skrajnych sytuacjach życiowych, a według mnie zbudował skrajność opisując właśnie te sytuacje życiowe, np. pokazując stosunek do cierpienia bliskich - oczekiwałam czegoś więcej od tego filmu, po obejrzeniu rozczarowałam się

asthmar
MRZVA
zur887
bartje
AgaL
dag
dag
MureQ
angela2700
jakilcz
PrzemyslawLes