500 dni miłości (2009)

(500) Days of Summer
Reżyseria: Marc Webb

Niezależna i zwariowana komedia romantyczna o młodej kobiecie, która nie wierzy w miłość, dopóki nie spotyka na swojej drodze chłopaka, który zrobi dosłownie wszystko, by ona go dostrzegła i pokochała. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Po tym filmie zapomniałam przez chwilę o moich skłonnościach feministycznych i miałam ochotę krzyczeć : O wy wstrętne, niezdecydowane, egoistyczne i wyrachowane kobiety!!!

Fajny filmik.

Zakładając hipotetycznie (i optymistycznie), że komedia romantyczna jest gatunkiem wymarłym, ten film byłby dobrym kandydatem na odnowiciela gatunku. Niestety nie jest, więc "500 dni miłości" to po prostu diament świecący na stosie śmieci, tak dużym, że łatwo go przegapić. Ani razu nie czułem się zażenowany. Przez dłuższy czas świetnie się bawiłem i zdecydowanie można było się wczuć w głównego bohatera. Nie ma w tym filmie nic oryginalnego. Poza tym ma same plusy. Polecam.

uwaga spoiler: w tym najgorszy jest ambaras żeby dwoje chciało naraz. Poza tym w zasadzie nie ma głupich pytań - są tylko głupie odpowiedzi.

Światem rządzi przypadek, przeznaczenie nie istnieje.
Dobrze motywuje. Pewnie nie tylko ja, momentami widziałem siebie w tym filmie.

Właśnie obejrzałem w kinie. Zdecydowanie zaskakujący i przyjemny film. Tylko ten polski tytuł... :/

Koniec świata. Muszę dać ósemkę komedii romantycznej.
Niby sztampowy zarys fabuły, niby sztampowe zestawienie postaci, niby chwyty znane i "lubiane", a mimo to oglądałem świetnie się bawiąc i właściwie przez cały seans szczerzyłem się jak głupi.
Osobiście polecam szczególnie tym, którzy już zwątpili w ten gatunek filmowy.

Czasem warto dać się przekonać do obejrzenia komedii romantycznej. Choć niby nie jest to ten typ filmu... Ale twórcom zgrabnie udaje się poruszać w jego konwencji, nieustannie biorąc go w ironiczny nawias. W efekcie połączenie lekkiego filmu o miłości z pół-melodramatem daje słodko-gorzką historię w którą można uwierzyć i dobrze się bawić, a jednocześnie zaufać z szczerość intencji twórców. A to nieczęsto się zdarza.

"Czasem warto dać się przekonać do obejrzenia komedii romantycznej." - wydaje mi się, że "czasem" to zbyt często jeśli chodzi o komedię romantyczną w ostatnich latach ;)
Co do reszty zgadzam się w 100%.
Od czasu "Holiday" (2006 rok) jest to chyba najciekawsza pozycja w tym gatunku.
Niewykluczone, że spora w tym zasługa tego, że i rezyser i scenarzyści "pięcsetki", o ile dobrze widzę, to debiutanci absolutni.

Nieco przypominająca serial "Pushing Daisies" narracja, trochę nijaka gra J. Gordona-Levitta. Całość okraszona serią skoków w przód i tył historii (nieco irytującą momentami) pokazującą wahania nastrojów Toma. Jedyny plus tej komedii romantycznej to zakończenie, które potrafiło mnie zaskoczyć.

Bardzo miło mi się oglądało. Kilka ciekawych pomysłów. Dobrze zagrany. Niestety do "przed wschodem/zachodem słońca" mimo tych wszystkich artystycznych zabiegów mu jeszcze daleko.

Komedia romantyczna, która niby jest taka, jak wszystkie inne, a jednak całkiem inna. Na dodatek już na początku filmu dowiadujemy się, że niekoniecznie będzie happy end, do jakiego jesteśmy przyzwyczajeni. Pomimo to jest to niezwykle przyjemny i ciepły film, który każdemu z czystym sercem polecam.

Przede wszystkim chciałem zaprotestować: "zwariowana komedia romantyczna"? Zwariowana komedia romantyczna to mogłoby być określenie dla "Wojen Ślubnych" albo czegoś takiego. Ten film to romansidło pełną gębą, a jeśli komedia to raczej w greckim znaczeniu - nikt nie umarł. Zabawnie bywa, ale nie jest śmiesznie. Jest raczej nostalgicznie, lub nawet depresyjnie. Nie mniej, bardzo ładny film.

Muszę przyznać, że czekałam aż na ekranie pojawi się upragnione "500". W tym filmie nie ma nic złego, on po prostu w żaden sposób nie porywa, a przede wszystkim jak na komedię, jest KOMPLETNIE nieśmieszny. Mam wrażenie, że scenariusz był absolutnie niedopracowany. W tej historii jest potencjał, jednak niewykorzystany. Są lepsze komedie romantyczne, na których może chociaż raz wybuchniecie śmiechem. Słowem jeśli chcecie: można, ale zdecydowanie nie trzeba tego oglądać.

Zgadzam się - na mnie ten film też nie zrobił większego wrażenia, a nazywanie go komedią, to już w ogóle przesada.

jak to mówi Michuk - zero żenady. I background muzyczny świetny (Smiths, Pixies, rozmowy o Bitlach, koszulka z Joy Division i The Clash) - dość oczywiste wybory, ale co z tego? Świetny film plus świetne role. Parę razy się uśmiechnąłem, ale może to nawet mieć w tagach goreblaxexploitationhorrorslashergównocośtam i co z tego :)

Całkiem niezła komedia z gatunku antyromantycznych. Aż się dziwię, że nie zagrała w niej Jennifer Aniston. Zabawna, dobrze zrealizowana i mądra, taką prostą mądrością życiową. Polecam.

Świetnie opowiedziana, bardzo dobrze zagrana, sympatyczna komedia romantyczna.

Film, który na prawdę pokochałam :) i nie dlatego, że opowiada o historii 'boy and girl" ale dlatego, że jak na komedię romantyczną wcale nie konczy się happyendem dla głównych, z pozoru zauroczonych w sobie, bohaterów. Najbardziej spodobało mi się, że historia w tym filmie jest przedstawiona trochę na opak. Nie ma schematu powszechnienie znanej komedii romentycznej. Fajny film i mimo wszystko zabawny :)

duzulek
Eurymedusa
Guma
Yuukine
olivka1966
kudlaty4
Fi5heR
Agni
AnnaSak