Mechaniczna pomarańcza (1971)

A Clockwork Orange
Reżyseria: Stanley Kubrick

Ekranizacja futurystycznej powieści A. Burgessa opowiada o amoralnym punku, który poddany zostaje praniu mózgu i zmienia się w porządnego obywatela, by w finale znów stać się tym, kim był na początku. Kubrick zrealizował porywającą przypowieść moralną opartą na niezapomnianych obrazach, niezwykłych zbitkach muzycznych i fascynującej nowomowie, którą posługują się Alex i jego kumple.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

O wiele bardziej "efekciarskie" i błazeńskie niż książka, a przez to robiące niestety zdecydowanie mniejsze wrażenie.

Klasyka kina SF, kamień milowy w karierze Kubricka. Cudowna opowieść z charakterystycznymi motywami muzycznymi.

Polecam miłośnikom Kubricka!

Kubrick w sosie lekko anarchistycznym. Słownictwo zaczerpnięte z Burgessa - bezcenne. Ludwig van na swoim miejscu. Nie jest to przyjemne kino, ale na pewno wartościowe.

Ja przez Burgessa w oryginale nie przebrnąłem. Zatrzymałem się gdzieś na 40 stronie i dalej nijak nie idzie :)

Przekład na polski dokonany przez Roberta Stillera jest doskonały, śmiało można czytać. Trafiłam też kiedyś na oryginał i turlałam się ze śmiechu tylko patrząc, jak te anglo-rusycyzmy wyglądają w druku. Spokojnie można porzucić fabułę i czytać tylko ze względu na język. :)

Ano, ale dzieki temu ze to rusycyzmy (a moze i polonizmy) to cos w ogole daje sie z tego zrozumiec. Bo jak taki biedny nie-Slowianin ma sie skapnac co to znaczy np. 'vesch'.

Jest to jedna z nielicznych okazji, kiedy ludzie z zachodniej Europy mają w plecy w stosunku do nas. :)

Ja czytałam tłumaczenie na polski w wersji z rusycyzmami (jest też druga, z anglicyzmami) i, szczerze mówiąc, często korzystałam z zamieszczonego na końcu ksiażki słowniczka ^_^. Nie uczyłam się rosyjskiego, a oczywiście żeby rusycyzmy brzmiały w polskim egzotycznie trzeba było wybrać takie mniej przypominacjące nasze słowa. Wersji z anglicyzmami czytałam jakiś malutki fragmencik, ale była prosta do zrozumienia, bo okazało się, że w tym kierunku akurat nasz język poszedł i dziś wcale nie brzmi to tak bardzo egzotycznie. Nawiasem mówiąc słyszałam, że w angielskim języku ulicy zaczęły się pojawiać polonizmy - może za parę lat i Anglicy nie będą mieli problemu ze zrozumieniem swojej wersji? ^_^

Ach, może ta jest ta różnica - ja uczyłam się trochę rosyjskiego a czytałam wersję R. Co prawda słowniczek się przydał, ale np. "rebionki" już były dla mnie w miarę jasne. Wersji A już nie zmęczyłam, może kiedyś...
Boję się, że skoro michuk, który zna polski i angielski, zniechęcił się do "Pomarańczy", to obojętnie jak bardzo angielski nasiąknie polonizmami - i tak będzie to książka dla hardkorów. :)

Trudno opisać słowami ten genialny film. Przemoc połączona jest tu ze specyficznym humorem. Perfekcyjne kadry i hipnotyzującą muzykę dopełnia wybitne aktorstwo. Dzieło epokowe.

Ciekawy film, i jak go sobie przypominam to mi się sceny i fabuła podoba, ale jak go oglądałem to mnie strasznie nudził.

To tak jakbys napisal, ze nudziles sie jak Cie torturowali ;>
Na pewno mowimy o tym samym filmie?

Właściwie to mieści mi się w głowie, że ktoś mógłby się znudzić na "Mechanicznej". Wymagałoby to lat spędzonych na oglądaniu "Piły" i jej derywatów, ale trening czyni mistrza. :P

Jeden z moich ulubioych filmów, chociaż patrząc na doń z perspektywy czasu zauważam parę niedoskonałości. Jedna decyzna mnie cieszy- ominięcie książkowego prologu.

Za długi, zbyt psychodeliczny, męczący i smutny. Ten film mnie tak dobił, że nie chcę już więcej o nim słyszeć.

"Mechaniczna pomarańcza" - kompendium stylu Stanleya Kubricka - http://www.charlie.pl/index.php?pg=czytelnia&nr;=63

Kubrick w mistrzowski sposób łączy muzykę i obraz, widać to już w jego poprzednim filmie. W "Mechanicznej pomarańczy" tworzy to przedziwny balet przemocy, skontrastowany później z akcją "leczenia". Kontrast jest podstawą konstrukcji tego filmu, sceny pełne okrucieństwa przeplatane są wyważonymi. To wszystko w genialnej oprawie wizualnej. Widz otrzymuje film specyficzny, w dziwnej stylistyce i dość nieprzyjemny, ale nie pozwalający zapomnieć, że jest to prawdziwe dzieło sztuki filmowej.

Alex to jednostka dla zdrowego społeczeństwa stracona. Problemem Aleksa jest nieprzeciętna inteligencja i najwyraźniej specyficzny styl życia. Sam z siebie jest moralnie zepsuty - chłopak chce niszczyć, być brutalnym wobec innych - brak na to wyraźniej przyczyny. Ktoś w końcu chce to zmienić. Po dwuletnim przebywaniu w więzieniu, gdzie odgrywał hipokratyczną rolę pomocnika księża, udając głęboką próbę przemiany, zostaje skierowany do specjalnego eksperymentu. Lekarze farmakologicznie wywołują u niego mdłości na widok bicia, śmierci, seksu etc. Chłopak wydaje się wyleczony, przynajmniej według pomysłodawcy. Jednak szybko okazuję się, że Alex to jednostka po prostu bezbronna. Teraz sam staje się ofiarą. Czy jest w tym jakiś rodzaj sprawiedliwości, skoro to on kiedyś był oprawcą innych? Czy można manipulować moralnością ludzką, nawet jeśli miało się dobre intencje?
Wygląda na to, że nie, gdyż człowiek zbyt wiele traci z siebie.

Niewiarygodne jak ten film siada w drugiej części i jest przegadany.

duzulek
spacewitch
Konfucjusz70
patrycja76
Whodunitjpl
Carbuncleqs
Hobohemiaao
Danielito
wyleczchrapanie
nutinka