Anioły i demony (2009)

Angels & Demons
Reżyseria: Ron Howard

Światowej sławy historyk i badacz symboli - profesor uniwersytetu Harvarda Robert Langdon trafia na trop wielowiekowego bractwa znanego pod nazwą Iluminaci – najbardziej wpływowej organizacji podziemnej w historii ludzkości - którego odwiecznym wrogiem jest Kościół Katolicki. Zegar na ustawionej przez Iluminatów bombie zaczyna już tykać. Mając na to niezbite dowody i chcąc zapobiec katastrofie Langdon udaje się do Rzymu, gdzie zagadkę pomaga mu rozwiązać Vittoria Vetra, piękna i tajemnicza włoska badaczka pracująca dla instytutu CERN. Rozpoczyna się zapierająca dech w piersiach podróż, wiodąca przez krypty wiecznego miasta, tajemnicze katakumby Watykanu, opuszczone katedry, aż do najbardziej tajemniczego na świecie grobowca. Langdon i Vetra będą podążać śladami liczącej sobie 400 lat organizacji Iluminatów, a ich działania mogą okazać się jedyną szansa Watykanu na przetrwanie. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

właśnie wróciłem z "Aniołów i Demonów", krótko- mało adekwatny tytuł do treści filmu, stanowczo lepszy był "Kod Da Vinci". Chociaż końcówka naprawdę zaskakująca!

Średni film akcji. Całkiem ładne zdjęcia, świetna muzyka, mało realistyczne momenty (w większości w książce to samo).

Robert Langdon powraca jako ostatnia deska ratunku. Da się obejrzeć.

Najlepszą rzeczą w tym filmie jest to, że nie jest aż tak denny jak "Da Vinci Code".

Momentami trzyma w napieciu, duzo spiskow (co jest zaleta) no i pod koniec komando-papierz :D

Zaskoczenie. Bardzo dobry, wciągający, cudowne zdjęcia, powalająca muzyka. Dużo lepszy od Kodu Da Vinci. Zakończenie mnie rozwaliło - mimo, że było niepotrzebnie mocno przeciągnięte. Ale koniec końców naprawdę dobry film.

Dobry film. trzyma w napięciu do końca. Ale na raz

Film oczywiście słaby, choć i tak lepszy od książki, można obejrzeć na odmóżdżenie. O iluminatach lepiej poczytać w cyklu „Iluminatus” Shea i Wilsona. :)

Zalety w kolejności: ładne, choć pocztówkowe, zdjęcia i trochę efektownego PR dla fizyki cząstek elementarnych. Scenariusz jest kuriozalny, czyniąc A&D; doskonałym wyborem na projekcję pod wplywem. Zakladom i przerzucaniu się błyskotliwymi uwagami nie było końca. Ewan McGregor jak zwykle bezpłciowy, więc dopiero na końcu spłynęła na mnie iluminacja pod wezwaniem "ja go skądś znam". Podsumowując - film okolicznościowy, trzeźwym wstęp wzbroniony.

Oj, pamiętam bolesny seans Kodu (po 30 minutach wymiękłem). Anioły sobie darowałem i widzę, że słusznie.

Kurcze, co do Ewana, to mnie oświeciło jak przeczytałem co napisałaś. Faktycznie ten facet wypada zwykle strasznie bezpłciowo.
Widziałem go ostatnio w dennym Facecie co się na kozy gapi i był tam totalnie nijaki...

"Kod" był nudny jak flaki z olejem i "Anioły" od niego wiele nie odbiegają. Obejrzałam ten film dla fragmentów kręconych w CERNie - nie były długie, potem można było odłożyć mózg na półkę. :)

[spojler]

poza tym obsadzenie Ewana w roli księdza było złym wybiegiem. Cały czas czekałam, aż zrobi coś wielkiego, bo jakoś tak nie chciało mi się wierzyć, żeby zdecydował się zagrać aż tak nieznaczącą rolę. No i się pod koniec doczekałam:)

Racja, obsadzenie Ewana w roli, która wygląda na drugoplanową, to trochę rozwalanie niespodzianki. :) Ale scenariusz i tak był do bani, a tak przynajmniej kamerlinga zagrał przyzwoity aktor.

Film zrobiony z tak małą dbałością o szczegóły, pełen frazesów i nieprawdopodobnych zwrotów akcji, że nawet jeśli jest w nim coś dobrego, to i tak nie warto. Chyba że się lubi Dana Browna/ Toma Hanksa.

psubrat
avrewska
Blue2012
zur887
xoxxos
bartje
beznazwybez
AgaL
johny123frytki
Angel979