Antychryst (2009)

Antichrist
Reżyseria: Lars von Trier
Scenariusz:

Znany lekarz i jego młoda żona, badająca historię czarownic, wyjeżdżają do domu na odludziu. Odkryją tam przerażającą moc sięgającą początków świata. By przeżyć będą musieli stawić czoła swoim największym lękom. (opis dystrybutora)

Obsada:

Zwiastun:

Chaos rządzi, jak mówi jedna z nieludzkich postaci w tym filmie. Ano, rządzi. Strach się bać.

Nie polecam oglądania tego filmu nikomu - nie jest to miłe przeżycie. Trier przegiął, po tym filmie można uznać go za niezbyt zrównoważonego.

Muszę przyznać, że nie zrozumiałem do końca tego filmu. O co chodziło w Epilogu z tym sabatem czarownic? O co chodziło z butem dziecka? Tego nie wiem...
Film obejrzałem w wersji wolnej od cenzury i muszę przyznać, że niektóre sceny wywarły na mnie szok. Film zdecydowanie dla ludzi o mocnych nerwach.

"The evil that women do", czyli Antychryst też była kobietą. Film o tym, że w babie siedzi kawał diobła. Niby banał, ale Duńczyk nie oszczędza widzowi niczego. A zupełnie serio - to nie jest najlepszy film von Triera, nie jest zły ale nie najlepszy.

Spoilery wrzuciłeś. Sam film rewelacyjny.

Przepraszam, jakoś tak wyszło, ale poprawiłem - teraz lepiej?

Ok. Sam tytuł można po seansie różnie zinterpretować.

Pewnie zwróciłeś uwagę, w jaki sposób jest zapisane słowo "antychryst" na plakacie, chodzi mi o ostatnią literę;)

Film raczej ciężki i zupełnie nie sprawdza się na wieczór ze znajomymi (chyba, że chcemy sobie porządnie zniszczyć psychikę). Jednak wciąż pozostaje prawdziwym horrorem. Po jego obejrzeniu ciężko zmrużyć oczy, by nie przeszył nas dreszcz strachu. Jednocześnie będąc w kinie uświadczyłem tak niesamowitej atmosfery jak nigdy. Nikt się nie odzywał ani słowem, jedyne co przekonywało mnie w tym, że nie jestem sam w kinie, były odgłosy wciągania i wydychania powietrza. Film oglądałem z zapartym tchem.

Film wyjątkowo bolesny, pod warunkiem, że nie podejdzie się do niego jak kolejny piły - co jest paskudnym spłyceniem filmu.
Występuje wyjątkowo dużo pornografii, ale udało się Larsowi obronić i uzasadnić konwencję.
Posiada całkiem duży przekaz, doskonale nadaje się do interpretacji, tylko ciężko się go ogląda.
Ogólnie - 8/10 i nie polecam.

Właściwie nie powinienem tego filmu oceniać bo już samo to wydaje się bluźnierstwem. Czy tak wyglądałby świat, gdyby stworzył go Szatan, jak chce Roger Ebert z Chicago SunTimes? Nawet jeśli myli się zupełnie co do intencji (co zresztą nie jest najważniejsze), to podzielam jego odczucia: to kino bezkompromisowe i pozostawiające ślad. A czy wielkie - nie będę oceniać. Jedno jest pewne - każda dosłowna interpretacja tego filmu mija się z celem.

Niestety wyszłam z kina wielce zawiedziona. To ten, naprawdę ten von Trier? Owszem, plus za oryginalne zdjęcia, plus za realne efekty, plus za nieustannie obecny oniryczny, granatowo-mglisty nastrój przyrody, ale przecież nie to jest sednem filmu. Wielkie nadzieje daje piękny prolog, otrząsa z rozpaczy oglądania fanastyczny epilog, ale to co pomiędzy, czyli de facto fabuła filmu, poraża - niestety nie w stylu von Triera, ale raczej porywającego się z motyką na Księżyc reżysera kiepskiego horrou.

Fakt, film zupełnie nie w stylu von Triera... i dobrze! Bo już dość miałem roztrzęsionych ujęć i szaro-burych zdjęć. Von Trier dojrzewa, co widać było już w Dogville/Mandalay - eksperymentuje z innymi środkami wyrazu i -- moim zdaniem -- bardzo dobrze mu to wchodzi.

Oczywiście o Antychrysta można się sprzeczać długo i nadal nic z tego nie wyniknie, bo film daje możliwość wielu interpretacji, od tych najbardziej dosłownych, którą zdajesz się Ty sugerować (i wtóruje Ci znany krytyk, pan Sobolewski: http://wyborcza.pl/1,75475,6662512,Lars__rznij_uczciwie_.html) poprzez bardzo metaforyczne, jak tekst Rogera Eberta z Chicago SunTimes (http://blogs.suntimes.com/ebert/2009/05/a_devils_advocate_for_antichri.html) w którym określa on film jako alternatywną wersję "Genesis", gdzie świat stworzony został nie przez Boga lecz przez Szatana.

Jak wiele filmów wzbudza tak gorące dyskusje? IMHO samo to nadaje już Antychrystowi wartość artystyczną. A sam, po obejrzeniu filmu 2 dni temu, jeszcze go nie przełknąłem, więc powstrzymuję się od jednoznacznych (jeśli to w ogóle możliwe w tym przypadku) opinii.

Przepraszam za laga, ale zaniemogłąm w sesji wrześniowej :)

Otóż moim zdaniem mnogość interpretacji, którą sugerują niektórzy recenzenci wynika z rangi reżysera. Po prosto po tak znanym i docenianym von Trerze nie można przecież się spodziewać tak prostych i jasnych obrazów. No bo jak? Nie wypada. Nie w tym rzecz na ile sposobów film można zinterpretować, ale jaką szansę/wskazówkę do takiej interpretacji daje sam film. Teraz zróbmy eksperyment - zapomnijmy na chwilę, że mamy do czynienia z von Trierem, weźmy jakiegoś hollywoodzkiego reżysera trzeciej kategorii, weźmy jakieś nieznane nazwisko i pójdźmy do kina. Mówiący lis? Sposób na przyciągnięcie widza? Dość brutalne (aczkolwek w moim mniemaniu wcale nie ustępujące hollywoodzkim horrorom) sceny i ich realność, czemu tutaj przyklasnę. Osobiście prolog, epilog, oraz scenę z wytryskiem i zatłukiwaną wroną uważam za najlepszei szególnie zapadające w pamięć bo czymś się wyróżniające. Natomiast cała terapia, ciągi przyczynowo-skutkowe, wnioskowanie, uważam w tym filmie za nieudane, wręcz nudne.

A czy fakt ze film wzbudza gorące dyskusje nadaje mu wartość artystyczną? Hm, polemizowałabym :) Sądzę, że główny szum tyczy się raczej głośnego wyznania mediom swojej depresji, jakie zafundował nam von Trier i kontrowersjom z wiecznie tym samym trendem - mszczeniem się na kobietach, które to są z założenia złe, bo i złe doświadczenia miał von Trier właśnie z nimi. No i "thriller pornograficzny" - czyż to nie brzmi dumnie? Zwłaszcza jeśli nazwał go tak sam reżyser wzbudzając sensację zanim jeszcze film wstąpił na ekrany. :)

Lars von Trier oddala się od zakresu doświadczeń i zdolności odczuwania przeciętnego człowieka. Jego filmy są coraz cięższe, sadystyczno-masochistyczne. Przesłanie "Antychrysta" jest skrajne, że dla mnie - aż zbyt abstrakcyjne.

Co nie zmienia faktu, że film genialnie nakręcony, warstwa psychologiczna zdradza geniusz reżysera.

A jakie jest przesłanie Antychrysta? Nie ironizuję, poważnie pytam.

Takie jak w "Rękopisie znalezionym w Saragossie" i "Zagubionej autostradzie"...

Tzn sugerujesz że wszystkie trzy filmy są bez sensu? :>

Tak o Rękopisie mówił Has: "Cudowność na tym polega, że swą cudownie atrakcyjną formą służy treściom ważkim. To jest po prostu szkoła życia, przekrój społeczeństwa - aktualny w XVIII wieku - i dziś. Bohater ma zacząć myśleć i gra toczy się o to, jak będzie myślał. Wszystko ma dwie interpretacje: mistyczna, magiczna filozofia Kabalisty ściera się z humanistycznym racjonalizmem Matematyka. Wybierać musi nie tylko van Worden, wybiera widz."

Jaki to ma związek z filmem von Triera? Zaczynam się gubić...

Urokliwy cytat, zaczynam mieć ochotę na jeszcze jedną projekcję "Rekopisu"... :)

W każdym z tych filmów "wybiera widz". Te trzy tytuły łączy też temat okultyzmu.

Ja bym posunął się nawet dalej i powiedział, że wszystkie dobre filmy łączy to że "wybiera widz".

Ten stukot żołędzi spadających z dachu...

Hihi, i kolejny po Lynchu reżyser, który zaczyna robić filmy o niczym, aby każdy mógł sobie wymyślić własną interpretację. Jak dla mnie - pogrywanie sobie z widzem. Lepiej niech Lars wróci do tych naiwnych opowiastek w stylu "Breaking the waves". Zachwytów, przyznam szczerze, nie rozumiem. W podobnej tematyce polecam "Possession" Żuławskiego.

To, że nie rozumiesz, nie znaczy jeszcze że film jest o niczym. Ot, taka tylko uwaga.

Nie napisałem nigdzie, że filmu nie rozumiem. Skąd Ci to przyszło do głowy? To, że ktoś sobie dorabia jakąś ideologię, do filmu, który jest praktycznie o niczym, to już nie mój problem :)

Rozumiem, że stwierdzając arbitralnie że film jest o niczym nie przyszło Ci do głowy, że to Ty mogłeś właśnie nie zrozumieć o czym jest ten film, a nie Ci którzy się nim zachwycali?

Oczywiście, że mi przyszło do głowy takie wyjaśnienie zaistniałej sytuacji. Jednak po przeczytaniu wypowiedzi osób, które się tym filmem zachwycały doszedłem do wniosku, że bardzo dobrze zrozumiałem ten film.

No cóż, masz prawo do swojego zdania. Po prostu nie lubię takich jednoznacznych stwierdzeń "ten film jest o niczym". To że dla Ciebie jest "o niczym" nie znaczy że ja go tak odbiorę. Poza tym -- kto powiedział, że film musi być "o czymś", na jakiś konkretny temat? Dla mnie równie dobrym filmem może być taki który mocno działa na moje emocje, pobudza mnie do myślenia, albo po prostu wprawi w konkretny nastrój (czy to rozbawi czy przygnębi). Mój ulubiony film, "Dead man" Jarmuscha, też można by określić "filmem o niczym", bo przecież fabuła jest dość absurdalna. Ale sam fakt, że za każdym razem jak go oglądam, wprawia mnie on w odmienny tryb świadomości, czyni go dla mnie wielkim.
Może po prostu czego innego szukamy w kinie -- zdarza się.

Zgodność mamy dosyć dobrą, a więc raczej podobają nam się te same filmy ;d Na przyszłość będę dodawał "moim zdaniem", spoko :)

Główna fabuła jest świetna! Sytuacja „nielegalnej” terapii (?!) między małżonkami cały czas trzyma w napięciu - to przykład filmu, w którym się coś dzieje, i życzyłabym sobie takich powieści. Ale początek - seks przy "Lascia ch'io Pianga" - był ohydny, nie zdziwiłoby mnie, gdyby ludzie się w tym momencie zniechęcali. I denerwujące były też buczące wstawki przecinające fabułę. Gdyby to wyciąć, byłoby świetne kino psychologiczne. Poza tym Dafoe NIE jest lekarzem (mówi to na początku filmu).

Naprawdę nudny i pretensjonalny. Nie mając kaca nie dałbym rady obejrzeć do końca.

Sory że pytam, ale to dla mnie ważne - miałeś kaca w trakcie oglądania czy też po obejrzeniu, czy kaca nie było wcale, lecz mógłby ewentualnie wystąpić po seansie, który został jednak przerwany (z powodu kaca?). To znaczy - ja rozumiem, że ty oglądałeś ten film na kacu. Więc jeśli tak w rzeczywistości było, to czy nie uważasz, że kac mógł zakłócić Twoją percepcję i z powodu kaca film Ci się nie spodobał ?

Film nie dość, że nie był straszny, to nadzwyczaj okrutny i obrzydzający w pewnych momentach, a co gorsza – bez żadnego przesłania.

Nie mam nic przeciwko kontrowersji, ale niech ma ona chociaż jakiś sens.

Punkty za efekty.

ojesusicko dawno tak ciężkiego przypadku nie oglądałem... poza tym, że momentami wywołuje ból między nogami (auaaa!) niewiele w tym magii :)

Piękny film i o ile miałam problemy z ocenieniem go ze względu na bardzo silne obrazowanie bólu, to jednak po zastanowieniu się stwierdziłam, że bez tego ten film po prostu nie byłby tak wyrazisty, pewnie nie zrobiłby na mnie takiego wrażenia. Uważam, że historia jest niezwykła, cudowna historia suspense. Gra aktorska subtelna, scenariusz i dialogi dopracowane.Jako fanka Larsa von Triera na poczatku bałam się wyniku jego eksperymentu filmowego, ale rezultat jest udany.Symbolika bywa nachalna.

To bez znaczenia, czy to kino wielkie, czy niewielkie. To przede wszystkim kino nudne. Zrobione doskonale, jeśli chodzi o obraz, wyjątkowo obsceniczne, ale nudne. Z tego powodu nie mógłbym ocenić inaczej niż "Odyseję kosmiczną". ;P

Lars von Trier po prostu lubi robić filmy ekstremalne, czy to melodramat (Tańcząc w ciemnościach), czy kino minimalistyczne (Dogville). Czegóż innego można więc było oczekiwać po Antychryście? No cóż, nie powiem, żeby symbolika "trzech żebraków" była dla mnie jasna, a opis dystrybutora raczej nie wydaje mi się najlepszą wskazówką ;)) Ale oglądało to się nieźle i to musi wystarczyć.

Rzekłbym autentyczne arcydzieło.

Hmm... może i tak, ale nie mogę tego stwierdzić, skoro zwyczajnie nie rozumiem symboli, którymi zasypuje nas reżyser. Mówisz "arcydzieło", znaczy Ty rozumiesz. Jeśli tak, to powiedz mi w wielkim skrócie, co mają oznaczać lis, kruk i jelonek. Pytam szczerze. Nie jestem jednym z tych, którzy gdy czegoś nie rozumieją, to mówią, że było to "bez sensu". Nie wierzę, żeby sceny w filmach mogły powstawać przypadkowo, na pewno coś miały znaczyć. Widziałem, że pisałeś gdzieś, że słynne buciki też coś istotnego znaczyły. Jak mi wyjaśnisz co, to może zmienię swoją ocenę filmu na wyższą.

Hmm.. dzięki za link, ale wszystkich moich wątpliwości nie wyjaśnia. Nie powiesz mi chyba, że scena z bucikami była tylko po to, żeby pokazać, jak On niewrażliwy jest na Jej ból?! Ja ogólną ideę w miarę rozumiem, ale chodzi mi o konkrety. Na przykład: w lisiej jamie spod ziemi wygrzebuje się kruk - wyjaśnij mi proszę znaczenie tej sceny.

W linku który mi wysłałeś są głównie ogólniki, choć kilka spostrzeżeń (z kobiecej perspektywy :)) jest na pewno interesujących.

SPOILERY. Ona, On i Eden to chyba wszystko jasne. Sarna=smutek, lis=ból, kruk=rozpacz. Buty miały uniemożliwić dziecku ucieczkę, tak samo jak koło mężowi. Co do narządów płciowych, to żona obwiniała się, że poprzez popęd zginęło dziecko. Kobieta widziała jak dziecko wchodzi na stół, ale nie zrezygnowała z kontynuowania aktu.

Kwestia narządów płciowych była dla mnie akurat od początku najbardziej jasna. Natomiast dalej nie wiem czemu sarna to smutek, lis to ból, a kruk to rozpacz. I czemu żołędzie :) Estetycznie to wszystko było interesujące, ale skąd pochodzi ta symbolika? Ja chyba z jakiegoś innego kręgu kulturowego pochodzę. Na lekcjach religii mnie o tym nie uczyli ;))

Wszelkie próby znalezienia w tym filmie jakiegoś głębszego sensu są moim zdaniem nadinterpretacją. Ale co ja mogę wiedzieć o odbiorze takich trudnych filmów, nie ukończyłem przecież filmoznawstwa tudzież polonistyki...

Bardzo niepokojące przynajmniej do pewnego momentu. Potem jest już po bandzie... ale i bardziej dosłownie, mniej ciekawie...
"Człowiek największy lęk odczuwa przed samym sobą" - to może chcieć przekazać von Trier.(?)
Do połowy dałbym "Antychrystowi" dziewiątkę... Duzo metafizyki - podoba mi się.

Absolutne dzieło. Pełne symboliki, genialnego aktorstwa, zdjęć i reżyserii mistrza.

Odnoszę wrażenie, że autor sam zagubił się we własnych sennych majakach. W praktyce - przerost formy nad treścią.

Wszystko jest na miejscu. Wszystko(?) ma swoje wytłumaczenie. Nie wiem, w którym miejscu Trier się pogubil.

moje własne skojarzenie - opowieśc tego filmu jest jak czytanie z Biblii ...

kunsztowna symbolika, która gdy już człowiek już ją strawi, obezwładnia tym w jak dyskretny/nienachalny sposób przedstawia idee, którą chciał reżyser przekazać ...
nawet gadający lis przestaje być kiepskim elementem scenariusza :)

może przesadzam... wersetom Biblii nic się nie równa... ale żaden reżyser nie był chyba tak blisko

ok... gorączka po obejrzeniu filmu minęła ... może przesadziłem, że żaden reżyser ... itd. itp... jednak Trier wejszedł był na górną półkę bez wątpienia

To napisz może w takim razie, o czym ten film Twoim zdaniem jest. Bo ja mam raczej mętlik w głowie, szczególnie po przeczytaniu kiedyś, że to film feministyczny, pokazujący, jak źle traktowane są kobiety przez mężczyzn...

przede wszystkim - nie uzurpuje sobie prawa do wyrokowania definitywnego - o czym ten film byl - jestem otwarty na inne interpretacje - .... mam umysl scisly - wiec licze sie z tym, ze i moja intepretacja jest nadto scisnieta, albo nietrafiona

jak mozna sie bylo spodziewac - tytul filmu w polaczeniu z nazwiskiem rezysera nie zaoowcuje kolejnym filmem o tym jak po skompletowaniu 9 amuletow, i rzuceniu kilku zaklec w otoczeniu plonacego pentagramu i zgaji nawiedzonych okultystow narodzi sie antychryst

jak to u Triera bywa - byla to prowokacja do dyskusji

dyskusji o czym ?

z grubsza rzecz biorac o tym, czy wina za cale zlo spoczywa na czlowieku za to, ze siegnal po owoc z drzewa poznania (nadgnile drzewo w edenie - inne niz wszystkie - nadgnile bo moze to co czego jest symbolem jest nadgnile ) ? czy sama natura jest zla, a to co stworzyl Bog chaotyczne ... o ile wogole tworzyl (ten temat chyba wogole nie jest omawiany)...

zona przedstawia swiat niejako przesadow (starego testamentu) i tym przesadom ulega, a maz ja z nich wyciaga...

dzieje sie to poprzez konfrontacja psychoterapeutyczna - co w kontekscie dyskusji o tych fundamentalnych sprawach - odbywa sie poprzez powrot do Edenu by walczyc z lekiem ("Fear of Exposure")

nawet opinia mlodego lekarza mowila o tym, ze to nie zwykla choroba przez ktora przechodzi zona...

maz twierdzil ze to bzdura - sam niejako stoi obok - nie zajmuje pozycji przeciwnej do wersji o drzewie poznania... on jakby niczego nieswiadomy wychodzi z pozycji psychologii, a sam las mowi do niego i pokazuje mu, to poprzez kleszcze / lisa i inne brutalne sceny z natury, gdy skrecal gdzie w bok - ze to jednak chaos, ze to natura wszystkich rzeczy jest przyczyna - i ze to nie czlowiek - tylko ona jest winna... las "nawracal" meza obrazami ... i doslownie w scenie z lisem :)

sam las to chyba analogia do lasu z Boskiej Komedii symbolizujacego stan duszy zagubionej w chaosie

co dalej ? moze koncowa scena zabojstwa to przypieczetowanie stawianej tezy o winie natury ... nie wiem...

po uporaniu sie z przesadem, po tym jak chaos tryumfuje otoczony jest mnoga grupa bezimiennych... tak jakby wszystkich zniewolonych stereotypem (bo to same kobiety byly)... uwolnil ich spod brzemienia z polusmiechem na twarzy ?

moze niczym antychryst uwalniajacy ludzi spod brzemienia narzuconego przez Boga ?

tak sobie mysle, ze film w sumie zadnej tezy nie stawia.... chociazby tytul moze wskazywac, ze film po prostu przestawia istote dzialania antychrysta / szatana

jezeli mowilem o rzeczach oczywistych - to przepraszam... jezeli powyzsze to stek bzdur - to tez przepraszam - i czekam na ew. dyskusje

Jasne, że nikt sobie nie uzurpuje praw do trafnej interpretacji. Pytałem, bo byłem ciekawy, szczególnie że sam miałem poważne wątpliwości do czego Trier zmierza.

Przyznam, że nie zastanawiałem się nad filmem zbyt głęboko, bo miałem wrażenie, że von Trier stara się mnie za wszelką scenę niepotrzebnie zaszokować. O ile jednak w niektórych filmach szokujące sceny miały pewne uzasadnienie (np. w Idiotach), to przyznam, że nie do końca zrozumiałem po co takie natężenie okrucieństwa i pornografii w tym filmie. Czy były naprawdę potrzebne do przekazania myśli (jakakolwiek by ona nie była)?

Jak wspominałem, czytałem gdzieś interpretację feministyczną. W jej ujęciu tytuł jest ironiczny. Antychrystem jest kobieta, ale nie dlatego że jest nim naprawdę, lecz dlatego że w tej roli (zła wcielonego) widzą ją mężczyźni i Biblia. Ciekawą interpretację (i dyskusję) znajdziesz też na Ofilmie.

po.... film dla kogo?

Katastrofa. Żaden horror. Ot tanie, chore, tandetne porno w pełnej krasie.

Jaki horror? Przecież to dramat jest.

Kolega chyba nie widział w życiu pornosa (nie mówiąc już o "chorych" pornosach). Przypomnę, że pornosy powinny (z definicji) podniecać; naprawdę myślisz, że Antychryst mógł pełnić taką funkcję?

Dla mnie to chyba film dekady. Nazwałbym ten film trudnym horrorem.

patrycja76
Konfucjusz70
adamp
umbrin
murrayostril
Farary
bartje
JUMAN
Refurbished
Aligator007