Bitwa o Los Angeles (2011)

Battle: Los Angeles
Reżyseria: Jonathan Liebesman
Scenariusz:

Film opowiada o inwazji obcych na Ziemię. Główne starcie będzie miało miejsce w Los Angeles, gdzie marines muszą uratować ludzi, ukrywających się na przedmieściach, jednocześnie walcząc z atakiem najeźdźcy. Film nawiązuje do wydarzeń z 25 lutego 1942 roku, kiedy to mieszkańcy LA dostrzegli dziwny obiekt nad miastem. Działa przeciwlotnicze wystrzeliły w kierunku obiektu ponad 1500 pocisków, ale nie wiadomo czy został trafiony i czym w ogóle był…

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

1 pkt za efekty na minimalnym akceptowalnym poziomie, reszta to wielka porazka amerykanskiego komercjalnego kina

Ładne efekty, ale film oklepany, marny scenariusz, patos.

Ale to już było...można by zaśpiewać.Film irytujący m.in.przez sposób trzymania kamery i zbliżeń twarzy aktorów.Naiwna historia która jak zwykle przytrafia się biednej Ameryce i jakiegoś dotkniętego prywaną tragedią żołnierza.A no i musiała być tam jakaś bardzo odważna kobieta-tutaj żołnierka.Koniec filmu mnie ucieszył bardzo. Całe szczęście, że był to film w ramach tanich wtorków.

Pompatyczny do granic możliwości. Akcentujący amerykański patriotyzm na każdym kroku. Fabuła idealna dla średnio rozgarniętego couch potato. Raczej nie polecam.

Na ekranie ponowne zmagania amerykańskich żołnierzy z najeźdźcami z kosmosu. Przed ekranem zmagania widza z jednym z najgorszych filmów gatunku w ostatnich latach.
Wytrwać do końca seansu to nie lada wyzwanie.

Punkt więcej od Skyline za lepszą realizację, chociaż praca kamery jest irytująca,

Punkt mniej niż Skyline, bo Skyline było przynajmniej w swojej nieudolności zabawne, a to jest po prostu nudne. A swoją drogą to aż dziwne, że Hollywood wypuściło niezależnie dwa tak podobne filmy w tak krótkim odstępie czasu.

Wiadomo, że o najeździe kosmitów za dużo już wymyślić się nie da, ale efekty specjalne pierwsza klasa!

Ciekawe skąd to niby wiadomo.

To nie jest tak, że się nie da, tylko tak, że się nie ma co wysilać, skoro ludzie kompletny chłam i tak kupują i jeszcze na 8 oceniają. Ja bym się na miejscu holiłudzkich scenarzystów też nie wysilał i dalej odwalał taką manianę za grubą kasę.

Wiesz Doktorze, większość ludzi chodzi do kina żeby się rozerwać, "odmóżdżyć", popatrzeć na ładne obrazki. Chłam to pojęcie względne, jak kicz :) - wszystko zależy od oczekiwań.

Akurat inwazja kosmitów aż prosi się o wysoki budżet na efekty - na dobrego scenarzystę pewnie wtedy nie starcza :)

To z kolei rodzi pytanie, czy faktycznie trzeba mieć dobrego scenarzystę, żeby nakręcić chociaż ponadprzeciętny film w tej tematyce :)

Ja bym na każdym plakacie "odmóżdżacza" wstawiał obowiązkowo takie info: "film grozi całkowitym odmóżdżeniem".

@michuk A widziałeś ten film? Bo ja tak (do jakiejś połowy, bo dalej nie dałem rady). Bardziej sztampowego i wtórnego scenariusza dawno nie widziałem i w tym kontekście użyłem słowa "chłam". Jakbym długo myślał nad czymś idealnie wtórnym, to chyba właśnie coś takiego bym stworzył. Przy tym filmie średnio podobający mi się "Dystrykt 9" jest arcydziełem (i zresztą coraz bardziej rozumiem, skąd były te zachwyty nad nim). Nie mam nic przeciwko oryginalnej rozrywce.

A możesz podać jakieś inne filmy z których kopiowali twórcy "Bitwy o Los Angeles"? Chętnie obejrzę i z pewnością będę się równie dobrze bawił jak przy tym filmie :)

Już nie będę mówił o tym, że ten film jest łudząco podobny do równie słabego Skyline. I że ogólna idea jest zerżnięta z Wojny światów. Powiem o tym, że scenariusz polegający na tym, że nadchodzi kataklizm i w jego obliczu dzielni amerykańscy bohaterowie ratują koty, dzieci i staruszki widziałem co najmniej kilkadziesiąt razy, a w roli kosmitów występowali m.in.: ogień, wichura, powódź, trzęsienie ziemi, pszczoły, potwory, mutanty, gigantyczne szczury, terroryści i wielu wielu innych.

Naprawdę nie ma innego pomysłu na film rozrywkowy?

Ja się dołączam do tego pytania. :] "Inwazja" mi się bardzo podobała - poszedłem na film o inwazji obcych, dostałem film o inwazji obcych. Bardzo solidny, według mnie. Osobiście, nie widziałem jeszcze podobnej produkcji, w której nacisk byłby położony na starcia sił piechoty z kosmitami, więc też chętnie obejrzę filmy, względem których "Inwazja" była wtórna.

Najwyraźniej kompletnie inaczej definiujemy słowo "oryginalny". Rozumiem, że jak powstanie film o starciu kosmitów z marynarką wojenną to będzie to dla Was oryginalny film, bo o starciu kosmitów z marynarką wojenną to jeszcze filmu nie było. Dla mnie oryginalny pomysł nie polega na podmienieniu wojsk ziemskich na wojska kosmitów i odwalaniu tej samej rąbanki, tylko na zrobieniu filmu zupełnie innego.

Jak dla mnie "oryginalność" jest w pewnej mierze względna. Jeśli ogląda się wiele filmów o inwazjach kosmitów i lubi się ten klimat, to filmy takie, jak "Dzień niepodległości" (gdzie nacisk jest położony na walki powietrzne) i "Inwazja" (gdzie nacisk jest położony na wspomnianą piechotę). Ja lubię takie filmy, sporo ich widziałem, dla mnie to duża różnica.

No tak, przy tak wąskiej specjalizacji zamiana karabinów na moździerze będzie już dla Ciebie oryginalnym pomysłem ;))

Ale serio to ja kompletnie nie rozumiem, dlaczego przyjmujesz, że inwazja obcych musi wyglądać tak jak bitwy między Ziemianami. Z takiego założenia wychodzą holiłudzcy scenarzyści, tzn. że jak będzie inwazja, to oczywiście będzie strzelanka. Tylko, że ja już na starcie odrzucam ten pomysł, bo wydaje mi się kompletnie wtórny. Ja sobie potrafię wyobrazić inwazję obcych np. tak jak "inwazję" ludzi na łąkę, którą równają z ziemią pod autostradę, przy okazji masakrując mrówki, żuczki i biedronki. Kosmici w ogóle nie muszą mieć postaci paraludzkiej, mogą być np. kulą ognia, albo gazu, albo falą dźwiękową. Mogą się teleportować zamiast poruszać wielkimi statkami. Zamiast strzelać mogą nas np. ugotować. Itp. itd.

"No tak, przy tak wąskiej specjalizacji zamiana karabinów na moździerze będzie już dla Ciebie oryginalnym pomysłem ;))"

Rozumiem, że nie widzisz różnicy między zmianą broni a zmianą teatru działań z powietrza na ziemię i stąd ta generalizacja. Cóż, nie każdy potrafi odróżnić takie szczegóły. ;]

"Ale serio to ja kompletnie nie rozumiem, dlaczego przyjmujesz, że inwazja obcych musi wyglądać tak jak bitwy między Ziemianami"

Uprasza się kolegę o czytanie ze zrozumieniem lub wskazanie, gdzie tak napisałem. :]

"Z takiego założenia wychodzą holiłudzcy scenarzyści, tzn. że jak będzie inwazja, to oczywiście będzie strzelanka."

Ich prawo. Dlatego, jak mam ochotę na holywoodzką walkę z obcymi, to idę na holywoodzką walkę z obcymi. Chyba nie spodziewałeś się po tym filmie czegokolwiek innego? Ten film już w nazwie informuje o swoim początku, rozwinięciu, zakończeniu i wszystkim, co tylko możliwe. "Inwazja: Bitwa o LA"... To już tytuł "Skyline" był bardziej zawoalowany. ;]

"Tylko, że ja już na starcie odrzucam ten pomysł, bo wydaje mi się kompletnie wtórny."

Ale... Ale... To czemu na takie filmy chodzisz? To Twoje święte prawo - odrzucić taką koncepcje, ponieważ Ci się nie podoba, i na taki film nie iść. Ale jak się pójdzie i się nie jest zadowolonym, to nie znaczy, że film jest chłamem - jak mógł Ci się podobać, skoro na wstępie odrzucasz jego podstawowe założenie. Willing Suspension of Disbelief jest we mnie mocne, niczym Moc w Luke'u Skywalkarze - dlatego dobrze się bawię na takich produkcjach.'

"Ja sobie potrafię wyobrazić inwazję obcych np. tak jak "inwazję" ludzi na łąkę, którą równają z ziemią pod autostradę, przy okazji masakrując mrówki, żuczki i biedronki. "

Em... co mam powiedzieć? Brawo, że masz bujną wyobraźnię? :] Sęk w tym, że chyba bardzo wiele osób potrafi sobie to wyobrazić - problem pojawia się dopiero na etapie przekonywania Holywoodziej wytwórni, że to się sprzeda i warto to nakręcić. Jeśli Spielberg powie kiedyś "wiecie co, czytałem ostatnio książkę takiego polaka, Zajdla. Nosiła tytuł "Wyjście z cienia", jest genialna i chciałbym ją zekranizować", to wtedy doczekamy się świeżego filmu o obcych. Skoro już zeszliśmy na ten temat - tak naprawdę niezwiązany z pierwotnym - to dodam, że bardzo bym się z takiego obrotu spraw ucieszył. Ale do filmów, w których obcy strzelają do ludzi, a ludzie szukają ich słabego punktu, a później polewają wodą i wygrywają, też nic nie mam.

Ależ ja nie mam nic przeciwko takim filmom, niech sobie będą. Mnie po prostu mało interesują (bynajmniej do kina na niego nie poszedłem, tylko widziałem u kumpla). Cała ta dyskusja została sprowokowana jednym zdaniem, zawartym w krótkiej recenzji kolegi imrahila, a mianowicie: "Wiadomo, że o najeździe kosmitów za dużo już wymyślić się nie da." Skoro zgadzasz się ze mną, że to bzdura, to nie widzę między nami zasadniczego sporu w opiniach. Oczywiście gusty mamy wyraźnie inne - bo Ciebie filmy wojenne kręcą bardziej, a mnie mniej, ale to już szczegół.

Aha, dzięki za sprostowanie - a raczej za wskazanie tego tego zdania, o którym kompletnie zapomniałem - ponieważ w swoim poście odnosiłem się tylko do Twojej wypowiedzi, a nie do mini-recenzji, która faktycznie była źródłem tych wypowiedzi.

I tak, zgadzam się, że wymyślić można dużo, wręcz bardzo dużo.

Nie widziałem, ale mogę powiedzieć parę słów na ten temat.
Robisz podstawowy błąd, że ludzie chcą oglądać coś oryginalnego. Ludzie lubią piosenki które już raz słyszeli. Tak samo z filmami. To tylko kilku film buffów na Filmasterze ma spaczony mózg i w kinie np chce myśleć.

O, przepraszam bardzo, ja tylko zareagowałem na zdanie "wiadomo, że o najeździe kosmitów za dużo już wymyślić się nie da". Ja tego nie wiem :-P

A żeby się przekonać, że da się wymyślić ciekawszy scenariusz o inwazji kosmitów na Ziemię, to wystarczy po prostu więcej literatury SF poczytać. Pierwszy przykład z brzegu. Było np. takie opowiadanie (kompletnie nie pamiętam tytułu, ani szczegółów i mogłem sporo pokręcić), w którym kosmici podburzyli zdalnie armie kilku krajów do walki między sobą. Jak się okazało sprowokowali światową wojnę tylko dla rozrywki - wszystko to było transmitowane przez ich telewizję na własną planetę na zasadzie igrzysk olimpijskich.

Nie kojarzę żadnego dobrego filmu o inwazji kosmitów ( może poza Bliskimi spotkaniami, bo mam do nich wielki sentyment, ale tam była raczej wizyta niż inwazja obcych) . Są takie?

Big Bang? Dobre bo polskie. Nawet ktoś reckę skrobnął :)

Ale inwazja, to napaść zbrojna, a więc muszą być strzały i wybuchy.

Aha. To nie.

Ja kojarzę. Inwazja porywaczy ciał jest całkiem niezła. I "The Thing", chociaż to może nie do końca pasuje, bo nie wiadomo czy to była inwazja.

I Doktor ma rację. Jest masa miejsca na oryginalność lub przynajmniej pomysłowość.

O właśnie miałem wspomnieć o Inwazji porywaczy ciał, jako o oryginalnym pomyśle. W ogóle w latach 50-60, na fali zimnowojennej psychozy powstało sporo ciekawych filmów SF, właśnie o inwazji kosmitów (którzy zwykle symbolizowali czerwonych). Ciekawym pomysłem było też np. "Dzień w którym stanęła Ziemia" (który zdaje się ostatnio nieszczęśliwie zremakowano).

@umbrin Podstawowy błąd w myśleniu polega na tym, że jak jest inwazja, to musi być strzelanka. Tak jest na Ziemi, ale przecież kosmici to zupełnie inna cywilizacja, która nie musi poruszać się statkami kosmicznymi, wyglądać jak ludzie i strzelać jak ludzie. Może kosmici wykorzystają stary pomysł Archimedesa - znajdą punkt oparcia i poruszą Ziemię, przenosząc ją trochę dalej od Słońca, żebyśmy zamarzli, a potem z powrotem na swoje miejsce, już od ludzi wolną ;)

Widziałem obydwie "Inwazje porywaczy ciał" (remake dużo lepszy o dziwo!) i są całkiem ok. "Dzień w którym... " z lat 50 też da się obejrzeć. "The thing", o którym wspomniała Esme jest raczej rewelacyjnym horrorem.
Mimo to i tak brakuje jakiegoś wyjątkowo wybitnego filmu w tym temacie, nie koniecznie z wybuchami jak napisał Doktor.

Tych wersji "Inwazji porywaczy ciał" to było chyba więcej niż dwie.
A co do fajnego filmu o inwazji, to ja tam lubię "Marsjanie atakują", choć grozy za bardzo w nim nie ma ;)

W Marsjanach gra nawet Jerzy Skolimowski w roli Doktora Zeiglera :)

Z oryginalnych przychodzi mi jeszcze do głowy "They live!" Carpentera. Nie mówię, że dobry - po prostu niecodzienny. ;]

Sposób realizacji przypominał mi "District 9", ale daleko mu do tej klasy.

Ładny wizualnie. Więcej plusów nie stwierdziłam.

To mój osobisty kandydat do Filmastera dla najgorszego filmu.

Ja nawet zgłaszałem w ubiegłym roku tę kandydaturę, ale nikt mnie wtedy nie wsparł.

Sprawa zatem nieaktualna? Trudno. Wspieram po niewczasie.

Montago
Blue2012
GARN
nutinka
Gromodzierzca
stivo
AnnaSak
MureQ
asia1298
Ambrotos