Birdman (2014)

Birdman or (The Unexpected Virtue of Ignorance)

Czarna komedia w reżyserii Alejandro Gonzáleza Iñárritu, twórcy filmów: ”Amores perros”, ”Babel” i ”21 gramów”. Tragikomiczne perypetie aktora, który niegdyś zyskał sławę jako bohater serii hollywoodzkich filmów o komiksowym superbohaterze, a teraz próbuje wystawić na Broadwayu sztukę we własnej adaptacji i reżyserii, z sobą samym w roli głównej. Jeśli chce doprowadzić do premiery, musi stawić czoło licznym przeciwnościom losu i własnemu ego, odzyskać zaufanie bliskich, odbudować zrujnowaną karierę i odnaleźć siebie. W rolach głównych: Michael Keaton, Zach Galifianakis, Edward Norton, Andrea Riseborough, Amy Ryan, Emma Stone i Naomi Watts. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Hollywoodzka gwiazda próbująca znów zajaśnieć pełnym blaskiem jest zdaje się najbardziej ograną postacią Ameryki (może trzeba zrobić wyjątek dla zbawcy Nowego Jorku/USA/świata/galaktyki) i aż dziwne, że "Birdman" jest oglądalny. Co z tego, skoro film kręci się wokół banałów na temat teatru, który jest przedstawiony jako przestrzeń autentycznego przeżycia, intelektualnego wyzwania i prawdziwego kontaktu międzyludzkiego. To wszystko przeciwstawione zostało kinu, co w wypadku Hollywood oznacza wybuchy i porno. Inaritu niby się z tego śmieje, ale w pewnym momencie "Birdman" przestaje być satyrą, a staje się kolejnym produktem prosto z taśmy Fabryki Snów. Życzę reżyserowi "Amores perros" dużej liczby Oscarów, bo ewidentnie ma na nie chrapkę.

Podobno cały film jest nagrany jednym ujęciem. To prawda, bo zwiastun trochę myli?

Film jest kręcony długimi ujęciami i zmontowany tak, żeby wyglądał jak jedno ujęcie.

Większa część filmu udaje jedno ujęcie.

Być może jestem głupi, ale ten film był strasznie nijaki, niepotrzebny nudny. Wspaniała rola Edwarda Nortona, to nie Michael Keaton zasługuje na Oscara, a Edward. Nominacji Emmy Stone też nie rozumiem. Nie podobało mi się.

Trochę przerost formy nad treścią, przekombinowany, a szkoda. Bo pomysł był dobry.
Wolę Innaritu z czasów Amores Perros

Pozostanę jednak przy bardziej latynoskich filmach Inarritu.

Inarritu poszedł w stronę groteski. Zrobił film mistrzowski i hollywoodzki, szydzący z Oscarów i Hollywood. Zdobył Oscara - zasłużenie. To najsłabszy film Inarritu.

super film

Teatr w kinie. Kino w teatrze. Superbohater w głowie. Głowa w superbohaterze.

alexis98
zur887
magdaalicja
Nola
Blue2012
bartje
kosa20
beznazwybez
NwF
NwF
GARN