Czarny łabędź (2010)

Black Swan
Reżyseria: Darren Aronofsky
Scenariusz: ,

Najnowszy film jednego z najciekawszych reżyserów współczesnego kina Darrena Aronofsky’ego, twórcy Źródła, Requiem dla snu i Pi, otwierający tegoroczny festiwal w Wenecji. Fascynujący wizualnie, zaskakujący niekonwencjonalnymi rozwiązaniami thriller o zaciętej rywalizacji dwóch tancerek baletowych, z których każda zdaje się skrywać mroczną tajemnicę.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Z trzech filmów Aronofsky'ego jakie widziałem ten podobał mi się najbardziej. Z wielu filmów zanurzających widza w chorej wyobraźni bohaterów, ten najbardziej mi się podobał. Podobał mi się ten film bardziej niż "Lokator" Polańskiego. Jednak muszę odjąć jeden punkt za zbyt mocne do tego filmu nawiązanie.

Bardzo ładny, i co zaskakujące u Aronovskiego, stosunkowo lekki i zupełnie bezpretensjonalny film. Prosta, lecz nie banalna historyjka, sprawnie nakręcona i przede wszystkim zagrana. Nie wiem tylko skąd cały ten hype - nakręcanie się na ten film to gwarancja odniesienia zawodu.

No właśnie. Black Swan jest przehajpowany. Masy się nawzajem podkręcają, machina 'word of mouth' działa perfekcyjnie i wychodzi potem człowiek z kina z leksza rozczarowany, a w najlepszym razie z niedosytem. Apel więc do tych, co jeszcze nie widzieli: nie nastawiać się na arcydzieło, bo nowy film Aronofsky'ego wcale nim nie jest!

Miałem to samo z filmem Bankskiego. Jakbym po prostu poszedł na niego nastawiając się, że zobaczę coś dziwnego, to wyszedłbym z kina zadowolony że było tak śmiesznie i ciekawie. Nastawiłem się jednak na megawypas no i wyszła taka ledwo siódemka.

Łabędź mnie jednak nie zawiódł. To Aronofsky jakiego lubię.

"Nowy Aronofsky" to bardzo dobry film, ale ma swoje wzloty i upadki. Miejscami był zbyt mocny, za bardzo obrzydliwy, nie dość subtelny. Tak, tak, solidaryzuję się z Esme ;) Formalnie - arcydzieło, kreacje aktorskie - genialne. Mógł powstać obraz doskonały, tak się (przynajmniej według mnie) nie stało, ale miło obejrzeć dzieło do doskonałości dążące. Odrobinkę jestem zawiedziony, ale to i tak znakomity film.

Solidaryzujesz się z Esme, czyli na całej ocenie filmu zaważyła scena z pilniczkiem? O raju :)

Rany Doktorze, ja też będę się solidaryzował z Esme. Nie zjesz mnie?:))

Ha! :D
A Doktor upraszcza. Chodziło mi ogólnie o kilka zgranych chwytów, których zastosowanie w filmie tej klasy nie licuje z powagą sytuacji. :P

Koncentrowałaś się na pilniczku - dobrze pamiętam :)

A zastosowanie zgranych chwytów horrorowych w filmie, który nie jest horrorem, nie wydaje mi się aż takie zgrane :P

Już widzę dokąd zmierza ta dyskusja. Skoro Von Trier może serwować dopowiedziane jednorożce i nie jest to kiczowate, to Aronofsky również nobilituje triki prosto z horrorów klasy F.

A mnie się to nie podoba, bo Aronofskiego stać na dużo więcej. Cały ten film pełen jest elementów wyjętych z horrorów, tyle że twórczo, finezyjnie przepracowanych. Pilniczki i duchy w kącie pokoju sprawiają wrażenie, jakby zabrakło tej inwencji. Może i jest to świadomy skręt w stronę kampu, ale mnie to wygląda bardziej na potknięcie.

No wiesz, ja po prostu rękami i nogami staram się bronić przed stanem zwanym "being a cynical asshole", jak w najnowszym odcinku South Parku i dlatego wszystko na siłę mi się podoba ;)

"Czarny łabędź" nie jest horrorem mniej więcej w takim stopniu jak nie jest nim klasyk gatunku - "Lśnienie" Kubricka ;)

@Doktorze widziałam ten odcinek i fragmenty z oglądaniem trailerów w kinie wydały mi się niepokojąco znajome :( Nie jest dobrze. Ale uspokajam się, że wciąż jeszcze potrafię ocenić coś na więcej niż 5.

@inheracil Z formalno-upierdliwego punktu widzenia "Łabędź" jest chyba jednak thrillerem, bo nie ma supernatural elements. :)

Z formalno-upierdliwego punktu widzenia to w filmowym Lśnieniu też właściwie nie ma elementów fantastycznych, chociaż faktycznie w "Łabędziu" jest wyraźniej podkreślone, że to urojenia. Kłócić się o to nie będę, bo definicja horroru jest obrzydliwie rozmyta, a i filmy, które zalicza się do gatunku nie zawsze do niej pasują (weźmy chociażby "Piłę").

Ale uspokajam się, że wciąż jeszcze potrafię ocenić coś na więcej niż 5.

Niby tak, ale nawet jak to robisz, to skupiasz największą uwagę na gównianych pilniczkach ;)

Ja z trailerami mam to samo :) Mnie pociesza to, że jednak stare filmy wciąż nam się podobają, więc to jednak nie jest ostateczna faza ;)

Czyli nie jesteśmy cynical assholes. Tylko się starzejemy. ;)

Umiem też skoncentrować się na tych ujmujących szczegółach. Mogę zacząć gdy tylko zechcę...

bez szału.ale nie było banalne, to trzeba przyznać. jednak to jakoś nie mój styl, nie poruszył mnie tak, jakby mógł. aktorstwo brilliant.

Świetny, mocny film, fantastycznie zagrany (Portman dojrzewa! Nawet niewielka rola Ryder świetna). Muzyka dopasowana do scen. Ale zdjęcia tańca słabiutkie. Tancerki widać albo tylko od pasa w górę (aktorki), albo od pasa w dół (zapewne dublerki). Czy naprawdę nie można było znaleźć uzdolnionych aktorsko tancerek? Ach, i to nie thriller, to choroba psychiczna.

A przyznaj się lepiej gdzie to widziałaś?

W domu, a co? :)

A nic :)

nie wiem, czy wszystkie chwyty z dziedziny "horrorowej" były potrzebne, ale poza tym nie mam do czego się przyczepić. zwróciliście uwagę, jak często w tym filmie pojawiają się lustra?

jakkolwiek wkurzała mnie rozchwiana psychicznie postać Niny, to Lily bdb - choć wciąż kojarzę ją z That 70s Show :)
Konwencja filmu - genialna. Taniec, w którym słychać trzepot skrzydeł - miód.
Muzyka Mansella tym razem bardzo dyskretnie w tle.
Jeden z lepszych filmów Aronofskiego.

Jeden z lepszych horrorów jakie widziałem.

A co Cię w nim aż tak przeraziło?

Krew, potwory, ciemne pomieszczenia, szaleńcy... No jak to w horrorach.

Świetny, wielowymiarowy scenariusz plus ciekawa realizacja, choć w moim odczuciu zbyt przeszarżowana w środkach wyrazu. Tak czy inaczej zdecydowanie najlepszy z dotychczasowych film Aronofskiego i pierwszy, który mi się naprawdę podobał.

Akurat scenariusz co najwyżej dwuwymiarowy.

Pisząc wielowymiarowy miałem na myśli szereg wątków i tematów poruszanych w filmie jak studium toksyczności związku z matką, wchodzenie w sferę seksualności, dojrzewanie, proces artystycznego doskonalenia się, granice artystycznej kreacji, studium choroby psychicznej, czy ten najbardziej zewnętrzny wymiar czyli ukazanie świata baletu, niesamowitej rywalizacji między artystami itp itd.
Do tego dochodzi połączenia skrajnych i pozornie nie dających się łatwo zespolić gatunków filmowych (choć to już w dużej mierze zasługa samej realizacji)
W moim odczuciu scenariusz jest więcej niż dwuwymiarowy...

Tylko każdy z tych tematów jest co najwyżej liźnięty. Nie mówię, że to źle. Po prostu to nie scenariusz jest siłą tego filmu, tylko realizacja. Gdyby nie ona, przeszedłby raczej bez echa (i to tyczy się wszystkich filmów Aronofskiego do tej pory).

Liźnięty czy nie, stanowi integralną część scenariusza, przenika się z innymi i wg mnie ma istotny wpływ na zwiększenie puli możliwych interpretacji filmu (choć oczywiście zakończenie sugeruje nam to o czym PRZEDE WSZYSTKIM był ten film). Realizacja robi swoje, ale np. w przeciwieństwie do Zapaśnika tutaj błyskotliwa reżyseria współgra z bardziej złożonym i ciekawszym scenariuszem i osobiście nie zgadzam się z tym że gdyby nie Aronofsky film byłby nieciekawy. Mógłby być mniej emocjonujący, ale nadal była to porządna historia.

jakie gatunki masz na myśli, nie dające się łatwo zespolić?

W dużym uproszczeniu połączenie dramatu (psychologicznego, obyczajowego), dreszczowca (horroru?) , z filmem "tanecznym". Do tego pomysłowa, zaskakująca koncepcją żonglerka operowania kamerą i ujęciami. Aronofsky znowu poeksperymentował i udało mu się uzyskać bardzo ciekawy efekt.

Bardzo dobry, trzymający w napięciu przez większość czasu.

Pociągają mnie filmy opowiadające o innej Muzie (patrz: Bracia Karamazow Zelenki), roztańczony Czarny łabędź nie mógł więc zawieść. Aronofsky stworzył swoiste dzieło, rozbuchane w formie, czerpiące garściami z warsztatu horrorów, a jednocześnie niezwykle kameralne. Cały ciężar fabuły oparty jest na roli Natalie Portman, która spisała się oskarowo.

Aha, warto obejrzeć film drugi raz, aby dostrzec takie smaczki, jak obrazy z testami Rorschacha w sali ćwiczeniowej.

(+1 za fanservice z Natalie)

Film jednej aktorki. Pięknej, wystraszonej, pewnej siebie, "doskonałej",bezsilnej i nie realnej. Polecam.

Myślałem, że mnie zanudzi (no bo balet, you know what I mean) ale to co wyprawiała Natalie Portman. Ja nie wiedziałem nawet, że ona tak umie. I jeszcze Mila Kunis... Nie mówicie, że to film jednej aktorki. Bo i Portman pokazała sporo, i Kunis. I nawet Winona Ryder miała okazje błysnąć. Podobało mi się bardzo, wolałbym, żeby ten film zdobywał te wszystkie statuetki bardziej niż The Social Network :P

Ma wszystko co potrzebne, by przekonać widzów, że jest to film nadzwyczajny. Tymczasem jest bardzo prostą opowieścią, odpowiednio udziwnioną, by nie było do końca wiadome, co dzieje się naprawdę, co jest snem lub majakami. W ostatnich latach taka metoda się sprawdza.

trudno się nie zgodzić

Nie rzuca na kolana, choć fascynuje wizualnie, aktorsko i reżysersko. Wierci dziurę w psychice, ale nie na wskroś. Bliski arcydziełu poprzez kunszt formy, ale arcydziełem nie jest. Jest za to kolejnym wyrazistym portretem schizofrenicznej obsesji, pozostawiającym człowieka w stanie zawieszenia i strachu, a jednocześnie niepokojąco usatysfakcjonowanego perfekcyjnością CZARNEGO łabędzia. To sum up: Portman bezbłędna. Kolejny b. dobry film Aronofsky'ego. Z pięknymi napisami końcowymi.

Zgodzę się. Zasmucił mnie w fakt, iż w ukazywaniu studium obsesji Aronofsky nie mógł obejść się bez komputerowych piórek łabędzia, a przecież stać go na więcej, jak pokazuje chociażby "Requiem... czy "Zapaśnik" . Ładne, estetyczne ale czy niezbędne, aby pokazać niebezpieczny balans między jawą i snem, realnością a szaleństwem? Jakby po zmontowaniu filmu stwierdzono: za mało fajerwerków, dodajmy trochę efektów specjalnych. Film wciagnął, zagrał na emocjach, ale spodziewanego prania mózgu w finale nie było. Zamiast łabędzich piór - gęsia skórka.

Takiego napięcia mógłby pozazdrościć nawet Bergman. Ou my... czapka z głowy...

Świetna rola Portman. Naprawdę musiała się bardzo postarać z przygotowaniami do tej roli - efekty widać, szczególnie, że raczej nie korzystała z pomocy dublerów.

Sam film - musiałam przetrawić, poczytać... Dobry, naprawdę dobry.

Chyba pora się pogodzić, że drugiego "Źródła" Aronofsky już nie zrobi.
Film na szczęście nie tak "okropny" jak "Requiem", ale historia, choć misternie skonstruowana i w sposób mistrzowski opowiedziana, nie przypadła mi do gustu. Nie ma tu nic pozytywnego, żadnej postaci, którą mógłbym polubić.
Świetnie zagrał Cassel.

O to chyba właśnie również mój zarzut do Black Swan- główną bohaterka nie fascynowała mnie jak Rourke w Zapasniku. Jeśli coś do niej czułem to mieszankę współczucia z odrazą. Ciężko w takim wypadku o fascynację filmem. Nawet tak dobrze zrobionym jak najnowszy Aronofskiego.

Scenariusz dosyć przewidywalny, ale jakie emocje. Portman zagrała jedną z najlepszych ról żeńskich jakie kino widziało. Czajkowski byłby dumny. Rewelacja.

Trafiłeś w sedno. Chyba pierwszy film Aronosky'ego, który mimo nieskomplikowanego scenariusza i dosyć oklepanego tematu - naprawdę porusza i może się podobać. Piątka, Aron.

Bardzo dobry film ! Naprawdę świetna fabuła, scenariusz bardzo głeboko przemyślany, a rola Portman... Bardzo ciekawa kreacja...

film wciagajacy, chwilami szczegolnie pod koniec przypominal ma Braci Karamazow Zelenki... no i oczywiscie wspaniala
gra aktorska Portman...

Nie mogę powiedzieć, że to zły film; to by była przesada. Ale na pewno te wszystkie "ochy" i "achy" są niezasłużone. Na tle "Pi" i "Requiem dla snu", film jest błahy. Wtórny i odrażająco przewidywalny. Ostatnia scena trąci strasznym kiczem. Oczywiście, nie zaprzeczam Portman fantastyczna. Ale porównanie do Polańskiego "Wstrętu" czy "Lokatora" jest grubo przesadzone. Postanowiłem więc zaniżyć na przekór ocenę.

Film całkiem udany. Ciekawy pod względem wizualnym. Momentami jednak (i to nietylko dla mnie) ciężkawy w oglądaniu. Rola Natalie Portmann - rewelacja! W każdym, ale to dosłownie każdym ujęciu widzimy nie Natalie (aktorkę) ale Ninę (bohaterkę), której jak to określił mój kolega widać że "ciągle chodzi coś po głowie"

Jak już to zauważyli inni, "Czarny łabędź" jest filmem bardzo dobrym, choć ani wybitnym, ani walącym po głowie. Aronofsky funduje nam opowieść o skrajnym stresie pchającym słabe jednostki w objęcia szaleństwa. Czy powodowanie szaleństwa przez stres może wydać się naciągane? Pewnie tak, ale przecież Aronofsky nie robi filmów od wczoraj i umie swój pomysł sprzedać. Tutaj sprzyja mu zresztą nadekspresyjność baletowej oprawy, wszechobecne lustra i muzyka Czajkowskiego przetworzona przez Mansella.

Film mnie totalnie zaskoczył. Nie spodziewałem się tak mocnego i wyrazistego filmu. Zdecydowanie warto chodzić do kina bez czytania recenzji ;)
Wizualnie i fabularnie obraz niesamowity. Całośc dopełnia świetna oprawa muzyczna i kapitalna gra aktorska.

„Black Swan” – oniryczny, schizofreniczny i mroczny (światła dziennego jest w tej opowieści jak na lekarstwo) film, który zachwyca dbałością o szczegóły, pięknymi zdjęciami, wspaniałą interpretacją muzyki Czajkowskiego (Clint Mansell jak zwykle w formie), bajecznymi kostiumami i świetnym aktorstwem (perfekcyjna Natalie Portman, zniewalająca Mila Kunis, diaboliczny Vincent Cassel, genialna Barbara Hershey). Nie jest to dzieło nowatorskie, ale zdecydowanie robi wrażenie.

O kurcze, brak mi słów. Wykręcił mnie Aronofsky, zmiażdżył i wyprasował. Jaka gra aktorska! Jaki montaż! Zdjęcia! Rozwiązania scenograficzne. Wszystko z rozmachem, niepokojąco estetyczne, żywe, plastyczne, magnetyzujące. Nie mogłam się po prostu oderwać, miałam dreszcze, dawno nie oglądałam tak precyzyjnie przygotowanej filmowej konstrukcji, o takim ładunku wrażliwości i piękna. Portman niesamowita, o.k.l.a.s.k.i.!

A więc całkowita satysfakcja :)

Bardzo dobry film.

Już milion krótkich recenzji, a moje myśli nie wybiegają w dziewicze rejony, w które nikt z oglądających jeszcze by się nie zapuścił. Dość mocno tematycznie kojarzył mi się z "Pianistką" - podobna przyczyna osobowościowych powikłań obu pań. Oczywiście i tu i tam popisowe aktorstwo w rolach głównych, choć Huppert mogłaby być panią profesor dla mniej doświadczonej życiowo i zawodowo Portman. Końcowe sekwencje sceniczne aż chciałoby się oglądać na loopie.

Dla mnie ten film jest bliski arcydzieła.

"Końcowe sekwencje sceniczne aż chciałoby się oglądać na loopie."

To prawda. Brakuje mi w tym filmie czegoś podobnego do tego, co było w "Czerwonych trzewikach". 20 minutowa scena baletowa w środku filmu zaspokoiła głód wszystkich oglądajacych.

Nigdy więcej. Biedna, grzeczna baletowa księżniczka, wplątana w świat dorosłych, która nie potrafi się odnaleźć w swej seksualności. W dodatku nauczyciel, który sypia z każdą, która się rusza. Litości!
Po filmie bolą mnie jedynie paznokcie. Ilekroć ktoś wspomina o filmie od razu łapię się za dłonie krzycząc "ał".
Ale na końcu się wzruszyłam. To fakt. Ale Oskar? Nie, to przesada. Jest tyle wartościowszych filmów. Inna sprawa, że koniec zaskakujący. "To był występ jej życia" pasuje idealnie.

O zupełnym zatraceniu się w obłędzie, do którego prowadzi strach przed niespełnieniem ambicji. Łagodna, wręcz cnotliwa Nina jako 'Biały łabędź' i jej przemiana w pewnego siebie, agresywnego 'Czarnego łabędzia' - w świecie baletu pełnego morderczej pracy, presji i bólu. Nie brak tu erotyki oraz krwawych scen, ale żadne nie zrażają, za to film naprawdę trzyma w napięciu. Wybitna kreacja zapadającej w pamięć Natalii Portman + genialna muzyka.

Zasłużona ocena.
Ostatnie dwa filmy Aronofskiego są dla mnie bardzo podobne. W każdym z nich pokazuje inną stronę takich wydawać by się mogło mało interesujących widowisk jak wrestling i balet. W Zapaśniku pokazuje dramat mężczyzny uzależnionego od tego pseudosportu, a w Łabędziu pokazuje nam kobietę opętaną do bólu tańcem. Może w kolejnym filmie pokaże jakieś dziecko maniakalnie jeżdżące na hulajnodze ;)

Dobry. Kobiecy, niemęski.

Może i niemęski, ale męskim się podoba.

Świetny scenariusz, gra i montaż. Polecam.

Najlepszy Aronofsky. Film, który pasuje mi jak rzadko który. Baśń, horror, film o sztuce, film o kobiecie, jej przemianie, o śmierci. Natalie uwodzi jako biały i jako czarny łabędź. Taką dawkę piękna ciężko znieść. I żeby nie pilniczek, to byłaby dycha! (Esme - o co Ci chodziło z tym pilniczkiem?).

Również "zionący komerchą" jest powalony siłą tego obrazu i uważa, że to jego najlepszy film. Po prostu filmowy wyczyn roku.

Albowiem Umbrinie jest komercha i Komercha. Nigdy nie pojmę Twej fascynacji twórcami pokroju Camerona, który jest dla mnie kimś w rodzaju hochsztaplera, żerującego na znajomości statystyki. Zapomniałem o jednym wspomnieć - członkowie Akademii chyba poupadali na głowy, by przyznać Oscara "Królowi" zamiast "Łabędziowi". Oba te filmy dzieli przepaść!

Przypomnę, że ja też bardzo wysoko cenię Avatara. Znaczy się w oczach lapsusa też zionę komerchą :)

A co do umbrina... Jako że sobie lubię szufladkować i każdego szufladkuję jak leci, to umbrina sobie oczywiście też skatalogowałem... ale nie w segregatorze z napisem "komercha" :) Umbrin to dla mnie osoba, która bardzo wysoko ceni warsztat filmowy, czyli umiejętność prowadzenia reżyserii, gry aktorskiej, robienia zdjęć itp. Słowem umiejętność oryginalnego i sprawnego opowiadania historii. Zwolennik komerchy raczej nie byłby się w stanie równocześnie ekscytować Cameronem i Hasem :)

A Ciebie lapsus też wrzuciłem do szuflady. Tylko że takiej zupełnie osobnej i jeszcze nazwy dla niej nie wymyśliłem ;)

Ja Umbrina nie wrzucam, to był żart przy okazji premiery pierwszego filmu Ojca Dyrektora. Proszę mi tu nie imputować! ;) A co do Camerona, to chyba mam prawo do własnego zdania. Avatara nie widziałem i jakoś świat się nie zawalił ;)

Ciekawa diagnoza doktorze:).

Lapsusie ja również nie wiem dlaczego członkowie akademii pokazali Aronofskiemu Jak nie zostać zwycięzcą oscara.

Nikt mnie nie rozumie. :( Idę zatrzasnąć się w mojej szufladce, o ile Doktor powie mi, która to.
Najlepszy Aronofsky. Co za kuriozalny pomysł. Zdecydowanie wolę debiut i drugi film.

No w sprawie pilniczka to rzeczywiście nikt Cię nie rozumie.

Czy najlepszy Aronofsky to nie wiem, ale na pewno na poziomie najlepszego (czyli Requiem dla snu). "Pi" było dobre, ale nie wybitne. Ale może to kwestia mojego wykształcenia, bo jak się jest matematykiem to na dźwięk słowa "pi" nie przeżywa się wielkich ekscytacji. Ot wynik dzielenia obwodu koła przez jego średnicę. Żeby od razu cały film o tym robić? ;)

A jak ktoś zrobił cały film o macierzy, to oceniłeś na 9... ;)

Fakt, niekonsekwentny jestem. Zupełnie też nie wiem, jak "Roots" Sepultury, czyli album o pierwiastkowaniu, mogłem lubić ;) Dobrze że przynajmniej za power metalem (czyli metalem o podnoszeniu do potęgi) nigdy nie przepadałem :))

O co chodzi z tym pilniczkiem, bo dwa razy obejrzałem film i nie zauważyłem go nigdzie?

Z pilniczkiem. No, jest taka scena w szpitalu, kiedy Nina odwiedza Beth, żeby jej oddać rzeczy i wśród nich jest pilniczek.

O rany...Ten film miażdży,powala i dobija.Chyba przez parę godzin nie wyjdę z szoku,a bywały fragmenty, kiedy odwracałam się od ekranu.Natalie jest doskonała,Czajkowski jest doskonały,efekty są doskonałe,większość rzeczy w tym filmie jest doskonała,chociaż w 3/4 seansu prawie go wyłączyłam,bo mnie po prostu przeraził.Lubię Króla,ale zgadzam się - to tu powinien wpaść Oscar.Jedno zastrzeżenie - rozumiem że kręcenie z ręki jest trendy,ale ja roztrzęsionej kamery nie lubię - kręciło mi się w głowie

PS. Esme - ja Cię rozumiem - pilniczek jest okropny (a jeszcze gorsza scena w domu Niny zaraz po pilniczku - toż to prawie japoński horror) :D

Yeah, dzięki Aquilla. Chociaż jedna osoba nadaje na moich falach ;)

Nina, jest dwudziestokilkuletnią baletnicą, która nadal mieszka z matką, a jej życiowym celem jest zostanie primabaleriną.

Jak to zwykle bywa nagłe spełnienie marzeń nie kończy się dobrze, a otrzymanie upragnionej roli nakręca spiralę szaleństwa, podsyca namiętności oraz uwidacznia istniejące już problemy. A tych Ninie nie brakuje - nieustanne ćwiczenia nie pozostawiły jej wiele czasu na miłość i zaspokojenie , przyjaźń czy chociażby hobby. Czy to kiedykolwiek wróżyło dobrze?

Kiczowaty.

Pretensjonalny kicz, imitujący mądre, poważne i głębokie kino.

Świetny klimat.

Nie moje klimaty, ale film naprawdę dobry.

Efunia
duzulek
patryck
bartje
redo123
cutiexmochi
patrycja76
MRZVA
jsbach
slowcheetah