Łowca androidów (1982)

Blade Runner
Reżyseria: Ridley Scott

Los Angeles, listopad 2019 roku. Na Ziemię przybywa grupa replikantów typu Nexus 6 - humanoidalnych androidów, które po krwawym buncie na pozaziemskiej kolonii starają się dotrzeć do swojego konstruktora. Nie mają zbyt wiele czasu. Ich czas życia wynosi zaledwie cztery lata, a okres ten przedłużyć może jedynie ich stwórca.

Replikanci mają jednak zakaz przebywania na Ziemi. Kiedy jeden z nich zabija doświadczonego łowcę androidów - Holdena, policja prosi o pomoc Ricka Deckarda (Harrison Ford) - emerytowanego łowcę uważanego za mistrza w swoim fachu. Deckard staje przed największym wyzwaniem w swojej karierze. Musi zmierzyć się z czterema niezwykle silnymi i szybkimi androidami, przekonanymi o tym, że zasługują na długie życie tak samo jak ludzie.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Dick był zadowolony z tego filmu. Pięknie o nim mówi w wywiadzie-rzece z Lee, "A może nasz świat jest ich rajem?", chociaż efektu końcowego nie widział.

Co lepsze książka, czy film? Trudno ocenić. Jak odtworzyć tak wspaniałą atmosferę książki w filmie. I to robiąc tak niewiele. Jest ciemno, widzę niewiele, słyszę muzykę i czuję atmosferę miasta przyszłości. Kiedy obejrzę film po raz kolejny odkryję jego głębszy sens. Ten film jest prawdziwą perełką.

Po Odysei Kosmicznej 2001 najważniejszy amerykański film SF. Ozdoba podgatunku cyberpunk oraz potwierdzenie kunsztu Scott'a. Świetna z lekka Lynchowska obsada.

Ważna i ciekawa historia z tym całym smaczkiem cyberpunkowej przyszłości... Poszukiwanie znaczenia tożsamości połączone z atrakcyjną fabułą, bohaterami i muzyką. Choć dziś może już ciut stare.

Powiedzmy, że ta ocena jest sumą moich słabości - lubię prozę Dicka i w ogóle SF, łatwo mnie przekupić świetnymi zdjęciami i scenografią. Jeśli do tego dorzuci się Harrisona Forda w sosie lekko noir, to ma się mnie i moje recenzje w kieszeni.

Książka lepsza.

Nie zgodzę się. Książka ma inny styl i temat. Film skupia się na wybranych, najprostszych elementach, nadających się dobrze do przeniesienia na ekran i skleja je w spójną całość, jednocześnie dodając od siebie. Pierwszorzędna oprawa muzyczna i wizualna czyni z niego w moich oczach książkowy przykład, jak dokonywać adaptacji, by nie były wtórną ilustracją w stylu Władca Pierścieni.

Świetny film s-f. Który zyskał miano kultowego.

Liczyłem na coś lepszego, film jest strasznie monotonny, niektóre sceny są niepotrzebne lub za długie. Dodał bym odrobinkę akcji i zmienił reżysera bo ten się nie sprawdził przy takim scenariuszu. Oglądałem wersję reżyserską.

Dzieło doskonałe. Nocne zdjęcia świetnie współgrają z posępną futurystyczną scenografią. Smaku dodaje jeszcze bezustannie padający kwaśny deszcz i legendarna już muzyka Vangelisa. Pozycja, która podobnie jak "2001" Kubricka, intensywnie zachęca widza do refleksji nad istotą życia i jego tajemnicą.

Przede wszystkim fenomenalna scenografia (ten duszny klimat miasta przyszłości), którą na pewno potem zmałpowało kilkunastu producentów gier (filmów pewnie też). Muzyka też doskonała (Vangelis). Historia bardzo dobra, ale w końcu luźno osadzona na Dicku. Nie porwało mnie całkowicie, ale było bardzo, bardzo dobrze. Przy okazji, zdradziłby ktoś mi zakończenie drugiej wersji? Oglądałam chyba reżyserską, kończącą się wejściem do windy.

W wersji kinowej nie było tej odwracającej film do góry nogami sceny z windą . Zaraz po spotkaniu w mieszkaniu pojawia się scena, w której zwyczajnie lecą statkiem w nieznane. Nie polecam tej wersji zdecydowanie.

Zapierająca dech w piersiach opowieść o losach człowieka którego zadaniem jest eliminacja androidów. Dająca do myślenia fabuła stworzona przez Philipa Dicka została w znakomity sposób odwzorowana w filmie. Zwykle jest tak że książka - pierwowzór jest lepsza niż film powstający na jej podstawie. Ten film pokazuje że może być inaczej.

"Zapierająca dech w piersiach" i tylko 7/10? Jestem zawiedziona. ;)

Każdy ma swoją skalę :

5/10 = przyciąga uwagę
6/10 = ekscytacja
7/10 = zapiera dech w piersiach
8/10 = rzuca na kolana
9/10 = ekstaza
10/10 = orgazm

:)

Dla całej mojej rodziny absolutnie kultowy. Oceniłam na same dziesiątki, bo więcej nie mogę :)

Jak na osobę, która nie przepada za SF, ten film zostawił jednak dobre wrażenie

Raczej adaptacja niż ekranizacja, czasem to nawet lepiej. Jestem rozdarty, bo z jednej strony chciałbym filmu wierniejszego książce, z drugiej jednak pewnie gorzej by się go oglądało. Świetnie dobrani aktorzy (Ford, Hauer, Young). Jedna z najlepszych, jeżeli nie najlepsza, filmowa scenografia.

Niepowtarzalna, duszna atmosfera miasta przyszłości połączona z absolutnie idealną muzyką Vangelisa i znakomitą obsadą.
Ten film to piękny portal do innego świata. Nie potrafiłem wystawić innej oceny.

Serdecznie polecam oglądanie reżyserskiej wersji tego filmu . Pozornie różnica jest niewielka - w wersji reżyserskiej brakuje głównie narracji spoza ekranu. Powoduje to jednak, że film odbiera się inaczej - chociażby atmosfera metropolii przyszłości, w której łatwo się zagubić jest łatwiejsza do odczucia, gdy brakuje wszystkowyjasniających narratorskich "przypisów". Bez narracji zmienia się także wymowa zakończenia.

Różnica jest zasadnicza. Zakończenie składa się z kompletnie innych scen niż w wersji kinowej.

Nie miałam okazji obejrzeć wersji jedna po drugiej i porównać dokładnie, pewnie masz rację ze scenami. Jednak to, co moim zdaniem najistotniejsze, pada (lub odpowiednio - nie pada) w komentarzu.

O ile dobrze pamiętam, to zakończenie w wersji niereżyserskiej (przez brak pewnego "drobnego" epizodu) w ogóle wypacza sens powieści Dicka. Nie chcę pisać o co chodzi, bo ktoś mógł nie widzieć filmu, ale też zdecydowanie polecam wersję reżyserką.

Aaaaaaaa i już powinnam skończyć, ale coś tam naskrobię. Po pierwsze minęły wieki kiedy widziałam ten film, ale pamiętam wszystko - widziałam go wiele razy. Doborowa obsada, świetne zdjęcia, wspaniale złapany klimat tajemniczego zakazanego miejsca, mroczne klimaty, piękna muzyka i jak dla mnie jest nadal świetnie "skrojony". Pełen zachwyt.

jeden z rzadkich przypadków, kiedy adaptacja książki, mimo że odbiega znacząco od pierwowzoru, nie tylko nie wypacza, ale nawet rozwija pierwotną myśl. P.K. Dick kładzie akcenty na całkiem inne rzeczy niż film, który powstał na bazie jego powieści - inne medium, inne prawa, ale jego myśl nadal przebija się przez te wszystkie efekciarskie pościgi i strzelaniny. Poza tym jest to świetnie nakręcony film, z bardzo dobrą ścieżką dźwiękową i naprawdę imponującymi zdjęciami.

I scenografią! :)

Najlepszy film science fiction, kropka. Po prawie 30 latach efekty specjalne wciąż potrafią zachwycić, ale to niepowtarzalny klimat miasta przyszłości, i muzyka sprawiają, że "Łowcę androidów" można regularnie odświeżać i wciąż tak samo go doceniać.

Nie wiem skąd te wysokie oceny i zachwyt nad filmem. Osobiście w ogóle mnie nie zainteresował.

Film taki sobie

Film zajefajny, widziałam dziesiątki razy i za każdym razem mnie wciągał bez reszty. I całkowicie nie zgadzam sie z opiniami że film taki sobie albo w żaden sposób nie porywający. Czy aż taka mroczna wizja świata? A teraz co mamy?Też mroczno';kryzys za kryzysem, pędząca inflacja,itp. Polecam dla kontastu "Kodeks 46" ("Paragraf 46"-spotkałam sie z takim i takim tytułem) z 2003, "Gattaca-szok przyszłości"1998.Każdy inny a jakże podobny.

Nawet nie pokuszę się o obszerną recenzję. Klasyka gatunku początkowo niedoceniona teraz wyniesiona na piedestał. Zasłużenie.

Co tu dużo pisać... po prostu klasyka SF. :)

Mimo statusu filmu kultowego, strasznie się zestarzał.

duzulek
redo123
SlawomirDomanski
PanChmiiel
MRZVA
luciussulla
Hurlyburlymo
DorothyAmgjbggejck
gowertest
Mancipationc