Blue Jasmine (2013)

Reżyseria: Woody Allen
Scenariusz:

Jasmine French przyjeżdża do San Francisco by zamieszkać tymczasowo ze swoją siostrą, Ginger. Ucieka z Nowego Jorku, gdzie do niedawna mieszkała ze swoim mężem, potentatem rynku nieruchomości i... przekrętów. Po jego upadku musi zorganizować sobie życie na nowo.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Cate Blanchett zagrała swojego pierwszego Allena i zrobiła to na tyle dobrze, że prawdopodobnie dostanie te wszystkie złote kurzołapy przyznawane przez filmowe akademie. Co z tego, skoro film jest do bólu przeciętny.

Bardziej przeciętny od "Zakochanych w Rzymie"?! ;)

Zakochani w Rzymie bywali momentami zabawni. Z dwojga złego wolę Allena komedianta.

A widzisz. Czyli że różne poczucie humoru mamy. Na "Zakochanych..." zaśmiałam się tylko raz (formalina), natomiast na "Blue Jasmine" bawiłam się naprawdę nieźle. :)

Nawet prysznicowy Caruso w ogóle Cię nie ruszył?

Podobał mi się pomysł na inscenizację. Ale z bohaterów pasował mi tylko Jerry (Woody). Trochę.

Największym zarzutem pod adresem tego filmu jest nuda wiejąca z ekranu: http://www.youtube.com/watch?v=oSsZMGlxDFw

Fajny pomysł, ale czy w 20 sekund da się opisać nieco bardziej skomplikowany film?

Na pierwszy rzut oka każdy film trudno opisać w 20 sekund. Na tym polega cała trudność i mam nadzieję atrakcyjność pomysłu :) Chciałbym na tyle opanować język i myśli, żeby przekazać coś sensownego nawet na temat skomplikowanego filmu w czasie, który sobie narzuciłem

No nie wiem. Ja i @ayya zdrowo się uśmiałyśmy. :)

A ja nie. Ale może ja taka depresyjna jestem, że nawet w komediach wyłapuję te smutne aspekty...

Biorąc pod uwagę, że rzadko mi się zdarza śmiać na komediach, zaryzykowałabym stwierdzenie, że to jednak nie jest komedia, a Twoja reakcja jest bliższa prawidłowej.

Ja się może z 2 razy zaśmiałem.

@michuk Śmiałeś się za to na "O północy w Paryżu", które mnie nie bawiło wcale. :)

Żeby nie było, nie uważam "Blue Jasmine" za komedię, ale za dramat obyczajowy z zabawnymi momentami. Humor obecny w tym filmie ma się nijak do tego z mojej ukochanej allenowskiej komedii "Bierz forsę i w nogi", ale biorąc pod uwagę, że oglądając "O północy..." i "Zakochanych..." zaśmiałam się W SUMIE 2 razy, z seansu "Blue Jasmine" wyszłam w miarę usatysfakcjonowana.

W przypadku takich filmów (a i komedii czasem też) zdarza się, że to co jednych bawi drudzy uznają za bardzo smutne. Bardzo indywidualna kwestia.

Ja się nie śmiałem, moja dziewczyna raz wybuchła śmiechem, ale nie potrafiła wyjaśnić dlaczego. To była głupawka niezwiązana z filmem :) niesamowite jak ludzie mogą różnie odbierać jeden film

Przyzwoity film z nieprzyzwoicie dobrą Cate Blanchett. Blue Jasmine nie ma głębi ale chyba nie o to chodzi u Allena?

Świetna Blanchett, niezły scenariusz. Główna bohaterka grana przez Cate z pewnością mogłaby otrzymać tytuł wywłoki roku. Mało zaszczytny ale pewnie"poleciałaby" i na to. Film bardzo przypomina sprawę Madoffa. Wnerwiający jak rzadko który obraz właśnie "za sprawą"Jasmine która nie liczy się z nikim i niczym a jest podłą osobą która nie zasługuje na współczucie. I to też jest świetnie pokazane. To kobieta-wydmuszka. W niezłych ciuchach ale tylko one mają jakąś wartość.

Ciuchy i biżuterię trudno opchnąć, więc ta wartość nie jest zbyt wielka ;)

Faktycznie. Nawet wspominała, że trudno jej byłoby opchnąć walizki LV bo są z jej inicjałami. No i z biżuterią
Van Cleef & Arpels też miała problemy{a niby to wg.niej była taka dobra inwestycja}.

Dobrze zagrana historia, która niekoniecznie wymagała sfilmowania. Za mało śmiesznie na komedię, za mało strasznie na dramat. Niby wszystko poprawne a jednak czegoś brakuje. Może pasji do kina?

Pierwsza myśl, wniosek zaraz po filmie, to że pewien typ kobiet przyciąga/trafia na pewien typ mężczyzn (i odwrotnie) - tutaj mamy to niezależnie od siostry. Ale czy to o to chodziło - wątpię.

Byłoby 5 gwiazdek, ale Blanchett bardzo mi się podobała. Cały czas wprawdzie miałam przed oczami http://filmaster.pl/osoba/vera-farmiga/, jak przebitkę, zwłaszcza jako tę wariatkę matkę Batesa, ale to tylko taki mój schiz.
Postać uważam godna współczucia i ani podła, ani płaska. Tylko że to jakieś wszystko dychotomiczne, sprzeczne ze sobą, wszystko w tym filmie, a zwłaszcza jej postać w nim. Temat nie jest lekki, budowanie historii może też nie, ale pokazanie jej już tak? Nawet melodyjki, takie barcelonowate. Właśnie ten film mogłaby BJ przypominać, VChB, gdyby nie Blanchett. Ona jedna przesuwa Allenowatość obrazu w bok i sprawia, że jest to jednak coś nieco innego niż zwykle ostatnio u Allena. Tyle że on nie musiał tego zamierzyć ;)

Poza tym, całość robi wrażenie niezobowiązującego pitu-pitu.

Perfekcyjna (niemal) Cate Blanchett i długo, długo nic. Scenariusz właściwie streścił się w trailerze.

Oglądając ostatnie filmy Allena, pomyślałam, że Allen się skończył. Jednakże Blue Jasmine zupełnie temu zaprzecza. Sarkastyczna opowieść o snobistycznych zwyczajach klasy wyższej skonfrontowana z prostotą życia przeciętnych zjadaczy hamburgera, wciąga do ostatnich minut.

Ładna wariacja na temat "Tramwaju zwanego Pożądaniem". Kawał dobrego dramatu. Cate Blanchett rzeczywiście zjawiskowa. Woody potrafi jeszcze zaskoczyć na plus.

Cate Blanchett wielką aktorką jest, ale Woody Allen wielkim reżyserem był: nie ma w tym chemii, nie ma emocji, a porównania z "Tramwajem zwanym pożądaniem" są dla filmu miażdżące. Allen wyreżyserował kiedyś "Koniec z Hollywood" film o niewidomym reżyserze, który nakręcił gniota, którym zachwycają się europejscy krytycy. To czego ten niewidomy reżyser nie mógł jednak wiedzieć, to że pomylił zachwyty z litością. Szkoda Allena, ale już nie wróci...

Oscar zasłużony. A tak jak nie lubię filmów Woody Allena tak ten mi się spodobał.

Efunia
duzulek
Guma
MRZVA
bartje
dobrawrozka
AgaL
Michalwielkiznawca
NarisAtaris
alanos