Jaśniejsza od gwiazd (2009)

Bright Star
Reżyseria: Jane Campion
Scenariusz:

Niezwykła historia miłości jednego z największych poetów Johna Keatsa, którego legenda była inspiracją dla wielu twórców. Jane Campion – autorka obsypanego nagrodami głośnego filmu „Fortepian” zaprosiła do współpracy Bena Whishawa znanego z filmu „Pachnidło” i Abbie Cornish, który stworzyli pełne namiętności i pasji kreacje.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Przesadny ascetyzm, przenikający każdy aspekt filmu, wprowadził niepotrzebny dystans i nie pozwolił mi się wczuć w tę historię.

Z cyklu "dobry film, zupełnie mi się nie podobał". Zimna, opowiedziana bez emocji historia miłosna z gatunku "to nie może się udać, a wszystko to wina sztucznych barier stworzonych przez nas samych". Campion jakby bojąc się zmanipulować widza, wybrała najprostsze środki wyrazu, pozbawiła film muzyki i kazała nam samym odkryć głębię uczucia łączącego Keatsa z jego muzą. W przeciwieństwie do recenzenta Guardiana, mi się niestety udało. Tyle że ja zasnąłem na "Fortepianie".

dziwne: dla mnie w tym filmie emocje buzują. w zasadzie to nawet jest ich trochę za dużo. muzykę też zresztą udało mi się tam usłyszeć - ale może to echo grało? (o proszę podobno ją zrobił niejaki Mark Bradshaw)
Mnie się zdaję, że jest to film dla miłujących romantyczną poezję. Ale nie taką po polsku, no chyba że Norwid.
I mnie zaintrygował. chociaż jest pełen oczywistych oczywistości i tego co już gdzieś widziałem....

siedem.za zdjęcia,muzykę,aktorstwo abbie cornish(a także jej urodę ;>)i wywołanie we mnie chęci bliższego zapoznania się z poezją Keatsa.

7 za te genialne zdjęcia. Nie za surowo?

7 za całość,dzięki min. zdjęciom.

W jednym z festiwalowych filmów bohater-hipis na pytanie "z czego będziesz żył?" odpowiada "z miłości". Gdyby musiał wyżyć z miłości sportretowanej w filmie Campion, dokonałby żywota przed końcem seansu.

To tak zwana angielska miłość. Nam, ludziom kontynentu nie dane jest jej zrozumieć, można co najwyżej podziwiać.

Jeszcze nie zasymilowałeś? :)

Nawet się nie staram. To kosmici.

Skąd więc te opinie w zachodniej prasie?

Może tak wypada. W końcu reżyseruje jedna z nielicznych kobiet liczących się w filmowym show-biznesie. No i w dodatku biografia słynnego poety.

Ale może być też tak, że recenzentom film się po prostu podoba. Ten film nie jest obiektywnie zły. Jest bardzo dobry technicznie, klimat który tworzy jest dość unikalne. A już kwestią osobistej wrażliwości jest to czy spodoba nam się fabularnie. To co jednego nuży, innego zachwyci.

Stonowana, pozbawiona wybuchowych namiętności historia dwojga kochanków, których uczucie rodzi się pomimo klasowych różnic oraz rozbieżności kulturowych. Subtelna symbolika, która niestety nosi znamiona skrajnie subtelnej, a jako takiej, zwyczajnie nudnej. Dobrze mi się to oglądało, ale nic poza tym. O dziwo nie usnąłem.

Jane Campion wraca do formy, opowiadając historię miłości klepiącego za życia straszliwą biedę poety Johna Keatsa i bogatej dziewczyny z dobrego domu Fanny Brawne, której rodzina opiekowała się artystą. Być może ten film uderza naiwnością kostiumowego melodramatu, ale jest w historii tych dwojga jakiś taki cudowny, staromodny romantyzm, który urzeka i czaruje swoim klimatem.

Zastanawiam się jak to możliwe,że tak Nudny film zdobył taką siłę przebicia...że w ogóle został zrealizowany...
Długi,nudny,monotonny.

Toś mnie zaintrygowała Liwia! Jane Campion i 1? A miałem to obejrzeć :(

Jedynka dla tego filmu to faktycznie przegięcie. Trudno nie docenić pięknych zdjęć i ogólnie atmosfery jaką udało się Campion wytworzyć w tym filmie.

Mnie faktycznie również wynudził, ale nie przez swoje wolne tempo tylko z powodu, że zupełnie nie wyczułem tej palącej miłości między dwójką bohaterów.

Sytuacja jest prosta. Miłość ukrywa się w konwenansach. Jeśli to poczujesz, film jest świetny. Jeżeli nie, nudny.

w jakich konwenansach ?!
ta Campion zdecydowanie nudnawa, za duzo pustego poetyzowania

w jakich konwenansach ?!

No, w takich wczesno XIX-wiecznych.

Ahhahahha ;) Mi bardziej chodzi o to jak ta miłość ukrywa się w konwenansach. To ciekawe. Ja miałam wrażenie, że ona chciała właśnie zerwać z tymi KRYJĄCYMI ją konwenansami. Czegoś nie zrozumiałam ?;)

Nudny, nie angażujący film o miłości z dwojgiem umiarkowanie interesujących bohaterów, którzy budzą co prawda sympatię, ale nic więcej. Dwie ciekawe osobowości, których losy pokazano tak, że nic tylko ziewać. Dramat.

Nie na darmo michuk dał 5 a czara 10. Algorytm rekomendacji działa :)

Esme, witaj w klubie rozczarowanych.

W klubie sa fajni ludzie, wiec jakos lzej mi zniesc, ze nie jestem dosc subtelna jak na Campion ;)

"Jaśniejsza od gwiazd" pokazuje dwa fundamentalne fakty. Primo: że filmasterzy różnią się wrażliwością. Secundo: że filmasterowy algorytm jest precyzyjny jak brzytwa ;>

Esme, niestety muszę się z Tobą znowu zgodzić. Niewykorzystany potencjał postaci. Piękne zdjęcia nie wystarczyły. A pod koniec naprawdę zasnęłam. :-)

Wyczytałam, że ten film bardzo podobał się Quentinowi Tarantino, więc na pewno coś w nim jest, tylko ja tego nie widzę. :)

Mnie się podobał wizualnie. I piękne ubranka miała ta dziewczyna. :-)

Piękne zdjęcia nie wystarczają, jeśli niewykorzystany jest potencjał ciekawych postaci. Za długo i zbyt nudno. Szkoda.

Ten film trzeba poczuć, a nie jest to łatwe. Duch romantyzmu nie został przez Campion "dostosowany", dlatego współczesny widz może mieć z tą historią o miłości niespełnionego wielkiego poety problem. A mnie podobało się dużo bardziej niż te wszystkie adaptacje Jane Austen. Piękne, wysmakowane zdjęcia.

Zgodzę się ze wszystkim co napisałeś. Niestety ja nie poczułem tego ducha. A może i nawet poczułem ale nie obszedł mnie on specjalnie, a w kinie porządnie się wynudziłem. Ale zdjęcia faktycznie świetne- inne niż gdzie indziej (jak się okazuje cały czas można stworzyć unikalny klimat w kinie po pokazuje Campion czy ostatnio Coppola).

To jest trochę tak jak z tym biednym Werterem. Dziś pytamy nie o siłę jego miłości, ale czy był do końca normalny. Owa romantyczna, platoniczna czystość może dziś doprowadzić do szału, te ochy i achy, spojrzenia, muśnięcia. Tyle że chyba Campion w to wszystko wierzy. Kiedyś zirytował mnie z tego powodu "Fortepian", kompletnie niewspółczesny film. Moja teza jest taka, że nudny film nie musi być wcale zły.

Jakbym miał go obiektywnie ocenić (o ile istnieje coś takiego w ogóle jak obiektywna ocena filmu) to powiedziałbym, że jest nawet dobry. Na pewno oryginalny. Tyle, że mi się po prostu nie podobał, dokładnie właśnie z tych powodów o których piszesz. Podobnie czułem się po Fortepianie.

Ten film jest po prostu piękny. Od pierwszej do ostatniej sceny.

Dawno nie wiedziałam tak subtelnie pokazanej kipiącej namiętności, co w filmie, w którym zakochani ograniczają się do wymieniania jedynie pocałunków, jest chyba wielką sztuką. Piękny wizualnie, jakby nie z tej epoki, rytmiczny swoim poetyckim rytmem. Film jak dziewiętnastowieczny poemat, jak dziwiętnastowieczne płótno. Uwaga - trudno po tym obrazie wrócić do szarej rzeczywistości.

A nie mówiłem, że Ci się spodoba? :)

A mówiłeś! ;) Nie rozumiem tylko zarzutu "bez emocji"... Moim skromnym zdaniem, film od emocji aż pulsował.

Są dwie możliwości:
- film pokazał uczucie z dystansu, uniemożliwiając mi "wejście" w bohaterów,
- nie rozumiem tych angielskich, "zimnych" emocji,
- nie rozumiem sztuki Jane Campion.

Potrafię docenić "Bright star" za piękne zdjęcia i bardzo specyficzny klimat, który udało się wytworzyć. Za niezłą grę aktorską. Za wszystko to co "filmowe" w tym filmie. Ale niestety to nie jest mój klimat, nie moja historia i nie potrafiłem jej przeżyć. W odróżnieniu do takiego "Wrestlera" czy "Crazy Heart" na przykład.

A może po prostu nigdy nie byłem nierozumianym, cierpiącym poetą?

No właśnie, a mnie "Wrestler" właściwie nie ruszył. Choć lubię takie opowiastki o ludziach na dnie, którzy próbują nie przegrać życia...

Dołączam do klubu osób zachwyconych tym filmem. Zostałem oczarowany już pierwszą sceną i tak zostało do końca.

Witam w klubie zatem ;) Mija już prawie rok odkąd obejrzałam ten film i przyznam, że moje wrażenia wcale, a wcale nie zbladły. A co d Wrestlera podobał mi się równie bardzo, choć inaczej.

No właśnie ja tak zachowawczo dałem 8, choć odbiór był na 9, bo uznałem że to może być efekt kaca ("Szalenie delikatny jestem na kacu. To taki stan kiedy byle reklama zmusza do płaczu" ;)). Odczekam więc parę dni, a jak wrażenia nie osłabną, to podniosę.

Żal, że "Jaśniejsza od gwiazd" przepadła w Oscarach. Pewnie dlatego, że to tak bardzo "osobny" film:(

Ale po co się przejmować Oskarami? Ich wybór jest zawsze strasznie tendencyjny. Szkoda, że przepadłą w Filmasterach;)
Co do ocen, niestety mam problemy z wyrażaniem się cyfrowo więc mój prywatny system oceniania ma tylko trzy gwiazdki - dobre filmy które mnie bardzo poruszają, dobre filmy, które mnie niezbyt poruszają i złe. Może jestem za mało subtelna;)

Piękny film o ludziach szczęśliwych bo odnaleźli tzw. bratnią duszę, ale z drugiej strony nieszczęśliwi z powodów czysto obyczajowo-społecznych. We współczesnych czasach taka miłość jest chyba niemożliwa albo niewyobrażalna. A może jest tylko za bardzo myślimy o sobie zamiast myśleć w związku o drugiej osobie. Film do oglądnięcia wielkokrotnie aby znaleźć to co istotne w tej miłości.

Bardzo ładne zdjęcia przede wszystkim. Troszkę przydługi, szczególnie początek, bo każdy domyśla się, co się stanie, ale trzeba na to czekać i czekać. No i wymyślne stroje Fanny.

Iceman
NarisAtaris
MureQ
HollyGolightly79
hrabalka
pajestka
annemily
FoolCanBeKing
psubrat
SuperMarker