Kotka na gorącym, blaszanym dachu (1958)

Cat on a Hot Tin Roof
Reżyseria: Richard Brooks

Fabuła „Kotki...” przedstawia pogłębiający się kryzys w rodzinie bogatego plantatora bawełny z delty Missisipi. Jego młodszy syn, Brick pogrążony w rozpaczy po samobójstwie swego najlepszego przyjaciela topi smutki w alkoholu, odwracając się od swej pełnej temperamentu żony – Maggie. Starszy syn, Cooper, liczy zaś na przejęcie plantacji po śmierci chorego na raka ojca, nieświadomego faktu, że jego dni są policzone. Konflikt kumuluje się, gdy z okazji 65. urodzin Big Daddy’ego do domu zjeżdża cała rodzina. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Świetne kino psychologiczne, dramat poharatanych więzi rodzinnych. Najlepsza rola Taylor (jedyna, jaką toleruję, nie mówiąc o docenianiu, bo mam alergię na tę panią).

Duet Newman/Taylor bez zarzutu, oboje piękni i młodzi. Do tego nieco melodramatyczny, zgrabny scenariusz. Dobre stare hollywoodzkie kino.

Dokładnie taki klimat, taką egzystencjalny orzech rozgryzałem w głowie, jaki zobaczyłem w filmie. Jaki jest sens życia? Czy w imię 5 tys. za najbliższe zlecenie mam prawo zaniedbywać bliskich, spychać ważne uczucia na drugi plan? Im bardziej banalnie to brzmi, tym bardziej jest prawdziwe.

Film przyjemny. Jest to dramat naturalnie występują emocje itd (albo i nie;)), ale ogląda się przyjemnie i miło, można się wczuć w któregoś bohatera i czuć z nim więź bliskości. Cat on a Hot Tin Roof jest filmem zrobionym na to samo kopyto co np Gone with the Wind, gdzie zachodzi bardzo duże podobieństwo między zachowaniami głównych bohaterów. Tu- Maggie, pełna temperamentu, potrzebująca podziwu, kokietująca, nie dbające o dobre mienie, o brak fałszu- tam Scarlett O'Hara. Tu Brick, udający dzielnego, nie chcący pokazać żonie, że mu na niej zależy, pełen chłodu, odpowiadający krótko i inteligentnie- tam Rhett Butler, znakomity Clark Gable. I naturalnie konkurencja z innymi, tu z bratem, tam z krewnymi dalszymi. Jak na lata przed 60-te to film udany, rzeczywiście wpasowujący się w tamtejszą publiczność amerykańską, która takiego obrazu potrzebowała. Kończąc już, ten styl filmowy ma szeroką publiczność, nadal i jako rozrywka od codzienności pozwala się przenieść w plantacje i lata 50-te..

..i nie niesie żadnych uniwersalnych treści? Wyrażenie 'na to samo kopyto' sugeruje, że to niezbyt udana robota.

Nie znajduję tam uniwersalnych treści, choć na pewno morał jak w bajce występuje- lepiej mówić prawdę niż kłamać, fałsz i obłuda towarzyszą ludziom grającym nieczysto, a żyć w kłamstwach i z kłamcami nie można, bo idzie oszaleć.. jasne że tak. Lecz na to samo kopyto nie ma tu pejoratywnego znaczenia, tylko takie że tego typu filmy niosą podobne przesłanie.. że nie różnią się wiele, tu i tu widać, że fałsz i kłamstwo do niczego dobrego nie doprowadzi. Tu i tu zrujnuje małżeństwo, czy miłość. Uniwersalna to jest problematyka władzy i kto ma rządzić plantacją po śmierci ojca rodu, tak, coś w tym uniwersalnego jest.

:-)

Muszę sobie odświeżyć Kotkę... bo nic nie pamiętam.

Nie byłabym taka pewna czy musisz... ;-) mam wrażenie, że i tak zapomnisz (jak sądzę po sobie), bo to nie jest film, który zapada w pamięć ze szczegółami. Jak już porównuję do Gone with the Wind :p, to tamten zapada w pamięć, ale jest nieco inny mimo wszystko, no i jest klasykiem. Natomiast Cat... zaliczyłabym do grupy filmów, które z pamięci uciekają
:)

Kotka.. też jest klasykiem. :-) I gra tam jedna z najpiękniejszych kobiet ever (IMHO). A ja jestem wielką fanką sztuk Tenessee Willimasa, więc większe prawdopodobieństwo, że przypadnie mi do gustu. I zdaje się, że mam to na DVD. :-)

Jest klasykiem, ale tylko chyba ze względu na Elizabeth Taylor, a nie na fabułę? Choć mogę się mylić, takie moje zdanie- a nie wiem kto decyduje o tym czy coś jest klasykiem ;) może lud. to wtedy ja mówię, że jeśli już to ze względu na nią.

"Kotka na gorącym blaszanym dachu" to film uważany za klasykę kina nie tylko ze względu na Elisabeth Taylor, która zagrała w nim jedną ze swoich najlepszych ról, ale również ze względu na Tenessee Williamsa, który był autorem sztuki, na której oparto scenariusz. W mojej opinii także rola zagrana przez Paula Newmana decyduje o zaliczeniu tego filmu do klasyki. Słowo "klasyka" może być wieloznaczne i mylące, ale w powszechnej opinii za film klasyczny przyjmuje się uznawać taki, który jest w jakimś sensie pionierski, dobrze zagrany i zrealizowany, a jednocześnie zyskuje pozytywne opinie zaróno krytyków, jak i widzów. Sztuka Tenesse Williamsa zdobyła nagrodę Pulitzera, ale jej przeniesienie na ekran zostało okupione zawoalowaniem wątku homoseksualnego (mimo tego jest on nadal czytelny). Nikt wcześniej nie przedstawiał w taki sposób rodzinnej psychodramy ani w teatrze, ani w filmie. Odnośnie zgodności opinii krytyków i widzów, to takie porównania prowadzi od 1998 roku portal Rotten Tomatoes, na którym jeszcze niecały rok temu film ten miał wyłącznie pozytywne opinie.

Wg mnie wątek homoseksualny nie jest czytelny w przeniesieniu na ekran, wszystko wskazuje, że on ją kocha i ona go pociąga, wącha z namiętnością jej suknię, a na końcu się kochają... Ale rzeczywiście, przeczytałam m.in. nt spektaklu o tym tytule i tam jest wątek homoseksualny (lecz doprawdy w tym filmie na pewno można dostrzec przeciwne symptomy!). Natomiast rodzinna "psychodrama" była naturalnie przedstawiana wcześniej (chyba że mówimy tylko o wątku homoseksualnym, to tego pewna nie jestem, ale że wcześniej nie zauważyłam, że w ogóle taki jest, to nie patrzyłam na ten dramat rodzinny pod tym kątem). Choćby w przytoczonym przeze mnie wcześniej "Przeminęło z wiatrem...", żal serce ściska, kiedy umiera im córeczka, Rhett odwraca się od Scarlett, ona też rozpacza, ale przed nim chce być twarda, później nie, to serce rozdziera! Też ma chyba same dobre opinie. Przynajmniej skoro ludzie "Kotkę..." oceniają tylko pozytywnie, to dlaczego "Przeminęło.." mieliby inaczej. "Purpurowa ziemia" z Gregorym Peckiem też jest taką... "psychodramą". Także do czasu tego filmu były jakieś, a Gregory Peck jest osobą, która jest kojarzona z "klasykami".

No żesz @!#*&! Nie łaska było oznaczyć ten komentarz jako spoiler?! Planowałam wreszcie obejrzeć ten film, a tu masz - na kokpicie pojawiło się zakończenie. Oby Ci ktoś kiedyś zepsuł seans tak, jak Ty zepsułaś mnie.

Przepraszam Cię. Lecz nie ma możliwości oznaczenia odpowiedzi jako spoilera, kiedy odpowiada się na jakiś komentarz. A to była dyskusja, dlatego musiałam użyć tego jako argumentu. Nie chciałam Ci zepsuć seansu!

Ok. Aczkolwiek jest taka możliwość. Znacznik < spoiler > tekst < / spoiler > Tylko bez tych spacji. A jeśli już nie znacznik, to lepiej by było umieszczać wywody dotyczące zakończenia po 500 znaku, a w każdym razie nie w pierwszych 3 zdaniach. Początek komentarza człowiek czyta odruchowo.

Nie bardzo rozumiem odniesienie do filmu z Gregory Peckiem (może powinienem odświeżyć sobie jego filmografię), ale nie kojarzę "Purpurowej ziemi" z rodzinną psychodramą. Natomiast podtrzymuję opinię, że nie można porównywać dwóch filmów z dwóch różnych epok i adresowanych do dwóch różnych kręgów odbiorców. Czym innym jest proces rozpadu małżeństwa spowodowany homoseksualizmem jednego z małżonków, a czym innym żałoba rodziców spowodowana śmiercią małego dziecka, której efektem nie jest istotna zmiana wzajemnych relacji małżonków. Tę drugą sytuację trudno uznać za rodzinną psychodramę. Obawiam się, że trudno nam będzie znaleźć płaszczyznę porozumienia, gdyż mam wrażenie, że nie masz wśród swoich znajomych zbyt wielu rodziców, którzy stracili dziecko, ani osób o orientacji homoseksualnej, ani rozpadających się małżeństw.
PS. "Kotka na gorącym blaszanym dachu" i "Przeminęło z wiatrem" mają na portalu Rotten Tomatoes identyczne oceny widzów, ale krytycy wyżej oceniają "Kotkę..."

Akurat mam takich ludzi wśród swoich znajomych, całkiem nie pojedynczych, ale co to miało do rzeczy? Bo kompletnie nie zrozumiałam nawiązania. I dlaczego cały czas uważasz, że te dwa filmy są z różnych epok? Możesz mi wskazać jakieś źródło, które mnie wyprowadzi z błędu, że tak nie jest? Wg mnie zdecydowanie to jest jedna epoka, a filmy podobne (nie pod względem fabuły, ale właśnie podobnego nurtu). I jak to nie jest psychodrama rodzinna na przykładzie Scarlett, Rhetta i ich córeczki? Już nawet bez niej im się mocno nie układa przez różne przeszkody, ale ten incydent dopełnia tylko to, że jest to rodzinny dramat, nawet psychologiczny. I uważam oba procesy za rodzinne dramaty, gdzie i tu i tu występuje istotna zmiana wzajemnych relacji między partnerami.

1."Przeminęło z wiatrem" i "Kotka na gorącym blaszanym dachu" należą do różnych epok w historii kina.
Pierwszy z nich został nakręcony w 1939 roku i jest epicką opowieścią z czasów wojny secesyjnej. Fabuła oparta jest na różnych formach nieszczęśliwej miłości, ale żadna z tych form nie jest oparta na prawdziwych emocjach, lecz na mieszance zauroczenia, pożądania czy wyrafinowania. Film przedstawia świat wyidealizowany, którego struktura uległa zniszczeniu wskutek działań Jankesów wobec dzielnych kawalerów i rycerzy Południa oraz dam ich serca. Interpretacja jest jednoznaczna, nie pobudza do myślenia, ma charakter lekkostrawnej papki. Film jest pełen uproszczeń nie tylko w fabule, ale również w warstwie technicznej.
Drugi z tych filmów pochodzi z 1958 roku (różnica prawie 20 lat) i mówi o czasach współczesnych. Przedstawia realny świat ówczesnego amerykańskiego Południa bez upiększeń, zakłamań i tendencyjności. Porusza tematy kontrowersyjne i niepopularne.Emocje są nie tylko autentyczne, ale mają wiele różnych odcieni. Ich interpretacja nie jest prosta. Widz może je odbierać wieloznacznie i jest zmuszany do zastanowienia.
Można zgodzić się z uproszczeniem, że oba filmy należą do tego samego nurtu kina prezentującego Południe, chociaż w mojej opinii jest to teza mocno naciągana. Niemniej taki nurt nie stanowi epoki kina.
2. Dobrze, że masz wśród znajomych ludzi, którzy wykraczają poza socjologiczne kryteria szczęśliwej rodziny. Cieszy mnie, że oglądasz filmy ambitne ("Kotka...", "Pianistka") - nawet, jeśli przyznajesz, że nie rozumiesz tych filmów ani ich wymowy. Te fakty sugerują, że najprawdopodobniej za 10-20 lat spojrzysz na "Kotkę..."z innej perspektywy.

Mein Gott!!! Tych dwóch filmów nie da się porównać. To filmy nie tylko z zupełnie innej epoki kina, ale też skierowane do zupełnie innej publiczności
Czy uważasz, że przyjemne i miłe jest oglądanie tragedii Maggie cierpiącej z powodu homoseksualizmu męża, a jej reakcje obronne stawiasz na równi z feministycznym buntem manipulującej mężczyznami Scarlett O'Hary?

Wg mnie są podobne. Nie miałam na myśli buntu feministycznego Scarlett, tylko jej zachowanie w stosunku do zimnego i cynicznego Rhetta. Też błaga go o wybaczenie, też go pragnie, a oni obaj zachowują zimną krew, mimo że w środku targają nimi sprzeczne emocje, bo obaj kochają swe kobiety, tu Brick który wącha sukienkę Maggie i jest zrozpaczony z tęsknoty, a jednak musi pokazać swoją męskość i brak uległości (o zgrozo!) a tam Rhett, który cały czas kocha Scarlett, ale nie chce jej o tym mówić, w ogóle nie chce jej pokazać, że ją kocha i obydwoje się mijają, co ich gubi... oj, biedni są... A ten film przecież ogląda się z humorem. Nie jest to tragedia, oczywiście dla Maggie tak, jej własna, choć nadal pochlebia jej to, że faceci za nią patrzą i ją podziwiają, tylko że tęskni. Ale nie nazywałabym tego tak mocno jak Ty. A czy Brick był homoseksualistą??

Film bardzo teatralny, z mnóstwem dialogów, którego akcja toczy się na trzech poziomach dużego domu na amerykańskim Południu. Bogaty, starszy biznesmen - self-made man, którego stan zdrowia jest powodem.. nie zawsze troski, a częściej interesownego zainteresowania dzieci i ich rodzin (szczególnie synowych) oraz jego wiecznie pijany syn (piękny Paul Newman), była gwiazda futbolu, teraz złamany, żyjący w źle funkcjonującym małżeństwie ze śliczną Maggie (Liz Taylor), ogromnie kochającą męża. Nieporozumienia, skrytość, nieumiejętność pokazywania uczuć, a może nawet nieumiejętność ich odczuwania (?), poczucie życia w fałszu, hipokryzji, niespełnienie najbardziej ludzkich pragnień, przytłoczenie...

Efunia
Konfucjusz70
AniaVerzhbytska
HollyGolightly79
jakilcz
Lamia
pannadrama
dcd
dcd
aetachiarr
bujka