Pewnego razu na Dzikim Zachodzie (1968)

C'era una volta il West
Reżyseria: Sergio Leone

Dziki zachód w pełnym tego słowa znaczeniu. Twardzi mężczyźni, duże pieniądze, piękna kobieta i rewolwery. A wokół rozpalona ziemia i żar lejący się z nieba.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

Fantastico!

Pierwsze 40 minut jest chyba najlepsze z całego filmu:). Samo otwarcie 15 minutowe jest uważane przez wielu za najlepsze w historii kina. A kolejna scena na farmie z wyłaniającymi się płaszczami i to gitarowe uderzenie to potęga.

Perfekcyjnie nakręcony spaghetti-western Leone. Od początku ma się wrażenie, że obcuje się z arcydziełem i to zostaje do końca. Wybitna muzyka, świetne zdjęcia i doskonałe aktorstwo, a do tego Claudia Cardinale - czego chcieć więcej?

Perfekcyjna dbałość o szczegóły, porywające postacie i dialogi wraz ze świetnie 'rwaną' narracją, mającą w zamierzeniu odzwierciedlać hausty powietrza brane przez umierającego czyni 'Pewnego razu...' jednym z najbardziej pamiętnych filmów w historii.

Zawsze mnie zastanawiało, czy w Ameryce są jeszcze takie bezkresne, magiczne prerie, czy wszystko już zabudowano autostradami i supermarketami.
A sam film? Nie jestem ekspertem od westernów, ale obraz mi się bardzo podobał. Muzyka genialna, a na to zawsze zwracam uwagę. Kolejna udana rekomendacja.

Długie, powiewające prochowce i długie, wspaniałe ujęcia. Doskonała muzyka, doskonały scenariusz, jeszcze do tego rzadko spotykany poziom aktorski wszystkich głównych ról. Wielkie kino. 9/10 z tendencją zwyżkową.

Hipnotyzująca muzyka Morricone połączona z rewelacyjnymi zdjęciami i wybitnym aktorstwem. Wszystko co w tym gatunku najlepsze, dostajemy w tym monumentalnym obrazie. Spojrzenia Fondy i Bronsona bezcenne. Najwybitniejszy western.

Prawie tak dobry, jak Dobry, Zły i Brzydki :)

Hmm... Czyste 10, bez żadnych uchybień.
Kolejna dobra rekomendacja. :)

Nie mam wątpliwości, że lepszy western już nigdy nie powstanie. Jedna z najlepiej odnowionych pozycji na dvd poza tym.

Dla mnie tak odrobinkę wysuwa się do przodu "Dobry, Zły i Brzydki". W każdym razie jednak z oglądaniem obu filmów należy poczekać, aż obejrzy się wszystkie inne westerny, które się chciało w żyicu obaczyć. ^_^

"Dobry, zły..." to arcydzieło, ale bliżej mu jednak do kina przygodowego i ma mimo wszystko nieco gorsza stronę wizualną. Dawno temu to western w pełnym tego słowa znaczeniu.

Ja też wątpliwści tych nie mam. Cudo.

Niby wszystko gra, ale jakoś mnie nie wciągnął. Tak czy inaczej cieszę się z zaliczenia seansu, bo teraz wiem przynajmniej z czego namiętnie czerpie Tarantino i kojarzyć będę kultowe sceny i takie tam różne filmowe duperelki-elemelki...

Biedny Quentin. Chociaż nie wiem jak bardzo by się starał to nigdy nie nakręci lepszego filmu. To pomnik nie do przeskoczenia przez nikogo. Ostateczne słowo w gatunku western zostało postawione w 1968 roku i będzie trwało po wieki. To smutne, bo kino powinno gnać do przodu, ale w tym przypadku nie można już nic zrobić.

Właśnie chciałem skrobnąć jakąś krótką opinię o tym arcydziele, ale widzę, że już nie muszę, bo to, co chciałem przekazać, już zostało napisane ;)

Ajdaho
tropicielkoni
dvdmaniak
fallout77
janseraphim
beznazwybez
luckaminski
milali
sfuzo
RaDzik