Ludzkie dzieci (2006)

Children of Men
Reżyseria: Alfonso Cuarón

Akcja umieszczona jest w przyszłości. Ludzie utracili zdolność do reprodukcji, a świat, po śmierci pewnego 18-latka, najmłodszego człowieka na Ziemi, pogrąża się w chaosie. Theodore Faron zostaje opiekunem kobiety, która będzie jedną z najbardziej strzeżonych osób na planecie, ponieważ jako pierwsza od ponad 20 lat zaszła w ciążę.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Nie zachwycił mnie ten film, nie przekonał, nie wzruszył. Ludzkość jako gatunek wymierający nie robi na mnie wrażenia, zwłaszcza kiedy widzę, w jakim stanie zostawia po sobie świat (ten filmowy) i że nawet na progu wymarcia bawi się w wojnę i mordowanie.

Bardzo ciekawy pomysł i wizja przyszłości (choć nieco oderwana od rzeczywistości), niestety w pewnym momencie film pęka i staje się nudny i przewidywalny.

Punkt w górę za Michaela Caine, który bardzo naturalnie zagrał starego hipisa, i dobrze dobraną muzykę. Natomiast scenariusz mnie całkowicie nie przekonuje, może tylko enigmatyczne zakończenie.

Po wyjściu z kina świetne wrażenie, ale po pewnym czasie zmiana opinii na trochę gorszą.

skąd zmiana po czasie?

Chyba niektóre filmy tak mają. Ja ostatnio miałem to na Invictusie Eastwooda. Oglądało się świetnie bo film był bardzo wciągający i wyzwalał duże emocje (a wręcz "jechał po widzu"), ale po wyjściu z kina niewiele z tego zostało, bo ani nie był to film bardzo oryginalny, ani nie powiedział czegoś konkretnego.

Być może z Ludzkimi dziećmi Pozor miał tak samo. Ja pamiętam, że film po mnie spłynął, ale już podczas seansu nie byłem mocno zaangażowany, a niektóre sceny (szczególnie pod koniec) bardzo mnie irytowały.

Być może jest tak, że ulatują z nas szybko min. widowiska rzemieślnicze, ograniczone do wywoływania najprostszych, nieskomplikowanych emocji. Widowiska pozbawione "tego czegoś" co wynikać może np. z prawdziwej pasji która towarzyszy twórcom podczas powstawania filmu. To coś to jest jakby "włoczonymi" w kliszę ich, twórców, sercami i to coś właśnie stanowi o tym, że film w nas żyje jeszcze długo po seansie. Choć to duże uproszczenie zapewne.

jak dla mnie to punkt wyjścia w filmie jest mało wiarygodny (nie do końca rozumiem, czemu Kee uciekała). poza tym za mało jest Julianne Moore. za to scena, w której Theo szuka Kee w budynku wbija w ziemię.

Oglądało się dosyć dobrze, ale to po prostu film akcji - sci-fi to tylko dekoracje. Gdyby ich nie było, w zasadzie fabuła by się nie zmieniła.

Dziwny film. Nie trzyma się kupy. Po pierwsze. Jest na świecie masa osób, które nigdy nie będą miały dzieci. Jakoś nie rozwalamy świata i nie wyznajemy zasady hulaj dusza, kota nie ma, tylko żyjemy zgodnie ze swoimi ideałami. Po drugie. Przecież ta kobieta w ciąży nie miała dla świata żadnego znaczenia. O co tyle szumu? Gdyby światu zależało na rozmnażaniu ludzi, to przecież od tego jest in vitro. W tym filmie nie ma żadnej akcji. Nic się nie dzieje. Kończy się też nijak.

jumolugig
avrewska
verdiana
Blue2012
murrayostril
bartje
Qcharz
malamadi
olivka1966