Chrzest (2010)

Reżyseria: Marcin Wrona

Michał ma to, o czym marzył: piękną żonę Magdę, nowonarodzonego synka, niezłą pracę. Sprowadza Janka – przyjaciela z dawnych lat, aby został ojcem chrzestnym dziecka. To tylko początek planu Michała, który prosi przyjaciela, by zainteresował się jego żoną. Początkowo plan spełnia się, ale Michałowi coraz trudniej się z nim pogodzić. Michał wie, że jego głęboko skrywana przeszłość nieuchronnie upomni się niego, a Janek będzie musiał podjąć decyzję, której skutków nigdy nie zapomni. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

"Dom zły" dla nowobogackich. Piękne nowoczesne mieszkania, drogie samochody, a w drogich domach i samochodach taki sam fałsz, kombinatorstwo i obłuda jak wśród biedaków w latach 70-tych. "Chrzest" to kolejny w ostatnim czasie dobry, mocny polski film. Zupełnie nie dziwi obecność na najważniejszych światowych festiwalach, bo to przemyślane, dobrze zrealizowane i uniwersalne (mimo wielu "polskości") kino. Szkoda, że nie wygrał Gdyni bo jest ciekawszy od "Różyczki" i "Matki Teresy od kotów".

Chętnie obejrzę też dlatego, że główni bohaterowie otrzymali w Gdyni nagrody ex aequo za pierwszoplanową rolę męską. Co do "Różyczki" to jakoś też nie pozostała mi w głowie, w przeciwieństwie do przepięknie nakręconej "Wenecji".

Kreacje aktorskie bardzo wiarygodne, nie mam specjalnie zarzutów. Bardzo też podobały mi się zdjęcia -- świetnie dobrana kolorystyka, takie wyblakłe kolory stworzyły klimat świetnie obrazujący pułapkę w jaką wszedł główny bohater w pogoni za szczęściem.

Od początku jest jasne, że to co zbudował główny bohater jest kruche i musi się rozsypać.Tym bardziej fakt, że cały film trzymał widza w napięciu pomieszanym z niepewnością zasłuchuje na uwagę -- reżyser stanął tu na wysokości zadania.

Lepszy od "Matki Teresy od kotów"? Apetyt rośnie...

Chrzest zalicza się do wąskiej grupy polskich nie-komedii, które można obejrzeć bez bólu zębów. Technicznie i aktorsko bez zarzutu, ale nie dostrzegłem głębi, którą desperacko chciał wydobyć z historii reżyser.

Film "Chrzest", jest dosyć konsekwentny, zarówno w kwestii fabuły, jak i przedstawienia postaci. Męska historia o mężczyznach, ale nie tylko dla mężczyzn.

Ciekawy, z dobrym tempem i z zakończeniem, które stawia pytania. Dobrze zagrany, choć Natalia Rybicka troszkę mi tam nie pasowała, wydawała się zbyt młoda względem reszty bohaterów. Z półki polskich filmów - drugi w tym roku po "Matce Teresie od kotów", który mogę polecić.

Historia przyjaźni dwóch facetów z gangsterską przeszłością. W paru miejscach opowieść naciągana, ale da się oglądać bez zgrzytania zębami. Co więcej - akcja skutecznie wciąga. A w zakończenie nie chce się wierzyć gdyby nie fakt, że scenariusz budowany był na ramie autentycznych wydarzeń.

Bratysławski Festiwal jest kolejnym po Toronto, Warszawie, San Sebastian, Reykjaviku, na którym można było zobaczyć najnowsze dzieło Marcina Wrony. Jak mówi producent filmu, firma
Odeon: "Chrzest" został dostrzeżony przez filmową branżę. Możemy uchylić rąbka tajemnicy i powiedzieć, że otrzymaliśmy z Hollywood kilka propozycji zrealizowania tam remake'u.

Kolejny film Wrony i kolejne mieszane uczucia. Wydaje mi się, że Wrona ma potencjał, ale go (jeszcze?) nie wykorzystuje. Brak mi w tym filmie jakiegoś bigla (jeśli to ma być kryminał? sensacja?) albo pogłębienia postaci (jeśli to ma być obyczajówka, psychologiczny). Ale nie jest źle.

Podobno drugi film zawsze kręci się najtrudniej. Chrzest jest niestety dobitnym potwierdzeniem tej zasady.
Poza kilkoma scenami i prowadzeniem aktorów jest rozczarowująco przeciętny.
Mam nadzieję, że trzeci film Wrony powstanie na bazie porządnego scenariusza i dostarczy widzom niezapomnianych emocji.

Kino gangsterskiego niepokoju. Mocne, tylko szkoda, że wtórne. Wrona opowiada niemal tę samą historię, co w o rok wcześniejszej "Mojej krwi".

Mocne, poruszające kino gangsterskie z Polski w dodatku bardzo dobrze zrealizowane technicznie? A jednak!

Nie spodziewałem się, że to będzie tak dobry obraz (wciąż zastanawiam się nad ósemką). Marcinowi Wronie udało się zrobić miejski film, a to w Polce nie jest takie znowu częste. Film jednocześnie uniwersalny i silnie związany z naszym krajem. Miło, że gangsterzy wreszcie przestali być romantycznymi bohaterami (chyba Mario Puzo ze swoim "Ojcem chrzestnym" zapoczątkował ten trend, który przeniósł się do kina). Mam nadzieję, że telewizja całkiem nie skusi tego reżysera.

Powiew świeżości w polskim kinie. Dobry dramat

ciekawe kreacje dwóch głównych bohaterów i jedna ważna cecha - film nie kończy się za późno ani nie serwuje rozmemłanego zakończenia. przyzwoite kino.

Polskie kino. Zaczyna sie od: duzej ilosc przeklenstw podlanych wodka (koniecznie w ikonicznej, bardzo polskiej butelce sugerujacej wyborowa) wyprodukowanych z duza iloscia sliny przez dwoch osobnikow plci meskiej, a wszystko to na tle zachodzacego slonca (symolika, sie wie, sie rozumie). A potem jest dramat.
Sama nie wiem, czy powyzsze zdania stwierdzaja fakty, czy tez sa gleboko sarkastyczne.

Złe aktorstwo, zły scenariusz, złe dialogi, banał i klisza, mielizna intelektualna, bezrefleksyjny szowinizm i maczyzm, a przede wszystkim treściowa ambicja znacznie przewyższająca możliwości - a z drugiej strony sprawna realizacja, dobre kadry, solidna technika. Oto "Chrzest" w pigułce.

moch
bartje
Szklanka1979
Sigma
jakilcz
Lamia
lamijka
nevamarja
FoolCanBeKing
VacoVolare