Starcie tytanów (2010)

Clash of the Titans
Reżyseria: Louis Leterrier

Perseusz (Sam Worthington), urodzony jako bóg, ale wychowany jak człowiek, nie jest w stanie uratować swojej rodziny przed Hadesem (Ralph Fiennes) - mściwym bogiem świata zmarłych. Nie mając nic do stracenia mężczyzna zgłasza się na ochotnika, by poprowadzić wyprawę do zakazanego świata Hadesa i pokonać go, zanim ten odbierze moc Zeusowi (Liam Neeson) i sprowadzi na ziemię chaos. Wraz z grupą śmiałych wojowników wyrusza w ryzykowną podróż, podczas której będzie walczyć z groźnymi demonami i strasznymi bestiami. Przeżyje tylko wtedy, jeśli uwierzy w swoją boską moc, przeciwstawi się swojemu przeznaczeniu i zacznie pisać swój własny los.
Remake filmowej wersji z 1981 roku. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Świetna obsada, bardzo fotogeniczny okres historyczny, świetne CGI - jest tu prawie wszystko, co konieczne do ekranizacji mitów greckich. Prawie, bo film cierpi na wszelkie grzechy filmów z Hollywood: okropny scenariusz dorzucony na odczepkę, gwałcący idiotycznie i bez powodu materiał źródłowy, amerykanizacja i uwspółcześnienie charakterów bohaterów. 3D bardziej przeszkadza niż pomaga - polecam obejrzec w klasycznym kinie, albo, najlepiej, wcale.

tragedia brak mi słów...

Taki sobie jeden wielki trailer - byle więcej akcji. Ogląda się miło jeżeli jesteśmy nastawieni na efekty, bo fabuła hollywoodzka - pocięta strasznie - skakanie od sceny walki do kolejnej sceny walki, ale za to te zrealizowane całkiem, całkiem.

Mogę napisać właściwie to samo co turin. Zmarnowany potencjał. Chociaż mnie się całkiem przyjemnie oglądało efekty. ;)

Trochę się wynudziłem na tym filmie. Efektowny, ale nie rekompensuje to słabego scenariusza i drętwej gry aktorów. Takie natężenie walki również potrafi znudzić...

Przerost formy nad treścią, ale w końcu takiego filmu nie ogląda się dla treści;)

Chyba podniosę średnia dla tego filmu, ale całe experience było w sumie dodatnie, więc trudno. Bardzo fajne CGI, porządny montaż a niespecjalnie inteligentny scenariusz to zaleta, gdy nie siedzi się w kinie i można dogadywać do woli. A, i dżin był fajny - nie wiem skąd się wziął w filmie opartym na greckiej mitologii, ale za to twardy z niego zawodnik. Pod brodami nie rozpoznałam ani Fiennesa, ani Neesona. Bez wygórowanych oczekiwań całkiem fajna zabawa.

Kiepski scenariusz, słabe aktorstwo, niesamowita wręcz trywializacja mitu i bardzo luźne podejście do niego (dżiny). Zeus w roli dobrotliwego opiekuna ludzkości? To mogli wymyślić tylko Amerykanie. Jedyny plus to Gemma Arterton.

Kurcze, obejrzałem z przyjemnością bajuchę w hollywoodzkim stylu.

zur887
Blue2012
GARN
Michalwielkiznawca
Fi5heR
Agni
lapsus
liongotie
MureQ
asia1298