Bliżej (2004)

Closer
Reżyseria: Mike Nichols
Scenariusz:

Błyskotliwa, romantyczna i zarazem niebezpieczna historia miłosna o przypadkowych spotkaniach, niespodziewanych i gwałtownych namiętnościach, pociągu i zwykłych zdradach. Bliżej, stanowiący adaptację nagrodzonej sztuki teatralnej Patricka Marbera, jest historią czwórki nieznajomych, których losy przypadkowo splatają się ze sobą.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

dziwny film...o ciemnej stronie miłości, o której się głośno nie mówi.WARTO!

Dramat psychologiczny oderwany od rzeczywistości. Uczucia zmieniają się jak w telenoweli + parę mocniejszych scen, żeby nie zemdliło po dwóch kwadransach.

Świetny scenariusz, ale film nierówny, poszarpany. Jude Law jak zwykle zimny i nieprzekonujący. Tu wyjątkowo być może taki miał być nawet... ale nie pomaga to jednak w oglądaniu i przejęciu się losem bohaterów. Na trzy miłości uwierzyłem w dwie więc nie jest tragicznie. Czemu aż 7/10? Bo zostawia jakiś ślad. Dzień po obejrzeniu nadal o nim myślę. A początkowa i końcowa scena zostanie ze mną na dłużej.

Przekonująca Roberts, niezły Owen, przewrotna Portman i beznadziejny Law.
Watki miłosno-erotyczne pokręcone jak w "Modzie na sukces", gdzie każdy już był z każdym (no może poza Stephanie i Brook).
Jest kilka fajnych scen, ale filmowi daleko do pierwszych fantastycznych adaptacji Nicholsa.

Oceniłem całkiem wysoko zaraz po seansie, ale po pewnym czasie łapię się na tym, że ani tytuł, ani fabuła, ani właściwie żaden motyw filmu nie dają się zapamiętać. Już kilka razy ktoś pytał mnie o ten film, a ja nie pamiętałem że go widziałem. To chyba znaczy, że niczym się właściwie nie wyróżnia. Można sobie odpuścić. Punkt w dół.

Ja wręcz odwrotnie. Pamiętam niektóre motywy, pamiętam piosenkę przewodnią, pamiętam słowa Alice (Jane) skierowane do Dana po wypadku - "Hello, stranger". Niezapomniany wręcz tekst. Tak samo jak cała jej postać. Jedyna wzbudzająca w tym filmie sympatię.
Właściwie to lubię do tego filmu wracać. Ma w sobie coś, że "kupuję" tę historię i wydaje się całkiem wręcz namacalna (no, może poza niektórymi szczegółami, ale nic nie jest doskonałe).

Mam podobnie jak @missblair (witamy na Filmasterze, btw). Najbardziej w pamięć wbiła mi się pierwsza sekwencja na ulicy, pięknie i oryginalnie sfilmowana. Przekonałem się po tym filmie do Natalie Portman. Jej Alice to faktycznie bardzo sympatyczna osoba. Jude Law jest za to tak przerażająco nowoangielski (choć zapewne gra tu po prostu siebie), że w końcu przez to nabiera wiarygodności.
Nie jest to może czwórka aktorska na miarę "Kto się boi Wirginii Woolf", ale szczerze -- chyba żadna inna czwórka w historii kina kameralnego nie była tak dobra jak tamta z pierwszego filmu Nicholsa.

Obsesja, pożądanie, miłość ( ? ), perwersja, autodestruktywna ciekawość, prowokacja, cynizm, zdrada, kłamstwo, mściwość, kontrola, dominacja, inteligencja i… misterna układanka…w adaptacji filmowej sztuki teatralnej koncertowo wyreżyserowanej przez Mike’a Nichols’a.

Doskonały film dla tych, którzy kiedykolwiek będą próbowali zdradzić. Ku przestrodze.

Świetny aktorsko (szczególnie brawa dla Julii Roberts!), choć Clive Owen chyba źle obsadzony (trudno było uwierzyć w jego "prymitywność"), ale poza tym nieszczególny. Przede wszystkim przegadany - to co ten film przekazuje w pół godziny, Bergman potrafił oddać w jednej scenie. I w dodatku dużo bardziej przekonująco.

zgadzam się z olamus i właściwie nie mam nic więcej do dodania.

To taki film, że gdzie indziej jest lepiej, mimo że boli. Bez tej hipokryzji i włoskich kochanków na minuty.

Guma
moch
verdiana
hutencja
zur887
patryck
Angel979
dag
dag