Coco Chanel (2009)

Coco avant Chanel
Reżyseria: Anne Fontaine

Fascynujący portret legendarnej Coco Chanel, wizjonerki, rewolucyjnej dyktatorki mody, istnej "diablicy o ludzkich pragnieniach". To ona pozwoliła kobietom nosić krótkie fryzury, sztuczną biżuterię oraz spodnie. Stworzyła wzór ekstremalnej elegancji z nieśmiertelną małą czarną na czele oraz najbardziej uwodzicielski zapach na świecie - Chanel Nr 5. Szokujące przeżycia pozornie chłodnej i żądnej sukcesu kobiety, której najgłębiej skrywaną potrzebą okazała się potrzeba prawdziwej miłości.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Ponad połowa filmu to pobyt Coco w zamku Balsana, jej flirt z Boyem itp. Dopiero ostatnie, ja wiem, 10 minut filmu, pokazuje rozwój jej kariery, a i tego raptem kawałek. Dramatyczność sceny, podczas której (spoiler) Coco widzi rozbity samochód Boya (koniec spoilera) szlag trafił, gdy zobaczyłem, że Audrey ma odrosty. Wszystko rozumiem, ale na takie pozornie nieistotne szczegóły też powinno się zwrócić uwagę, szczególnie, że to nie jest produkcja niskobudżetowa. Do tego brak historii zapachu nr 5

Takie było założenie filmu - pokazać Chanel przed jej wielką karierą. Oryginalny tytuł francuski brzmi, w dosłownym tłumaczeniu, "Coco przed Chanel", czyli jej początki, zanim została sławna. Takie pokazanie tła, na którym rozwinęła się wielka postać. I to jest moim zdaniem bardzo dobrze zrobione. Szkoda, że w polskim tłumaczeniu tytułu tego niuansu nie zachowano - obyłoby się bez zawodzenia oczekiwań widzów.

Ładne, estetyczne doznanie. Audrey czarująca. Scenografie dopracowane. Niewiele więcej. Nie przeszkadzało mi wycięcie z biografii Coco akurat wątku mniej związanego z jej karierą, to dojrzewanie do rozgłosu, jej droga na szczyt, odwaga i samozaparcie też były interesujące, ale całość jest całkiem przeciętna.

Przeciętna? Jesteś bardzo łaskawa dla tego filmu, a przecież on krzyczy o "more more" ;) Nudne to jak flaki z olejem i o niczym, nie ma tu ani dojrzewania do rozgłosu, ani drogi na szczyt, moim zdaniem. Film pokazuje jedynie przypadkowość wyboru kariery panienki, która umie się zainstalować w dobrym łóżku. Nie wiem czy Coco na to zasługuje, bo nie znam jej biografii i dzięki temu filmowi - też jej nie poznałam.

Hahahha ;) Bezlitosna jesteś. A ja mam słabość do Audrey. Chyba po obejrzeniu tych wszystkich wywiadów z nią na youtube ;P Mądra, bezpretensjonalna, inteligentna, ma klasę. W filmie ten moment, kiedy jej bohaterka pakuje walizki i po prostu wprasza się do domu kochanka jest chyba jednym z lepszych. Stawia wszystko na jedną kartę. Jestem w stanie usprawiedliwić wybór, ze względu na odwagę. No i fakt, że wypatroszyła kobiety z gorsetów, chwała jej i sława ;)

Absolutnie się zgadzam z przedmówcami :) Mam jednak wrażenie, że wybór tematu był nieprzypadkowy -- kobieta, z którą film oglądałem, była absolutnie zakochana w takiej Coco, jaką widzieliśmy -- śmiałej, odważnej, bez skrupułów, ale mimo wszystko zrównoważonej, choć ekscentrycznej. Gdyby spojrzeć na ten obraz w oderwaniu od dalszej kariery Chanel, to mamy tu historię kobiety, która zawalczyła o swoją indywidualną drogę i odniosła zwycięstwo, choć okupione pewnym kosztem. Widzimy ją zanim doszła do tego momentu, w którym i tak było jej już wszystko wolno. Te pierwsze życiowe decyzje były najtrudniejsze i najbardziej zaważyły na dalszych jej losach, wtedy mogła jeszcze wszystko przegrać... Jako biograficzna opowieść -- dotyczy najważniejszego momentu...
Ale owszem, nudnawy, choć ładny.

Tatou w roli Coco Chanel to pomyłka, ale może to moje wyobrażenia o Chanel mijają się z rzeczywistością? Infantylność w roli Amelii była urocza, tu – irytująca.

Efunia
zur887
matadu
AgaL
Szklanka1979
jkmrs
olak3213
MureQ
PiotrKowalski
PrzemyslawLes