Cosmopolis (2012)

Reżyseria: David Cronenberg

Świat niedalekiej przyszłości. Z pozoru wszystko wygląda podobnie, ale... Życie jest szybsze i bardziej szalone. Fortuny są większe, ale bardziej kruche. Emocje są silniejsze, ale mniej trwałe. Seks jest mocniejszy, ale bardziej niebezpieczny. W przyszłości wszystko jest bardziej... Może dlatego, że zbliża się koniec. Erick Packer, 28-letni miliarder, giełdowy geniusz, bezwzględny manipulator, opuszcza swój superluksusowy apartament na Manhattanie, by przemierzyć ogarnięte chaosem miasto. Będzie to podróż, która na zawsze odmieni jego uporządkowane, pozbawione emocji życie. Z wnętrza swej pancernej limuzyny Erick doświadczy świata, z jakim dotąd nie zetknął się twarzą w twarz. (Opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Jako traktat filozoficzny o widmie kapitalizmu, intryguje na pewno bardziej niż prostackie "Kapitalizm, moja miłość", czy "Doktryna szoku". Jako film, jest dziełem spójnym i konsekwentnym, ze starannie przemyślaną zimną atmosferą, ale, przez przeładowanie dialogami, niestety nieco nużącym. Mimo wszystko, to najlepszy film Cronenberga od 10 lat.

Hm.. te 2 filmy, o których piszesz to nie są żadne traktaty filozoficzne. I na pewno nie są prostackie. Mocno stawiają nadal dość niepopularne tezy na temat kapitalizmu, który ma swoją otoczkę ideologiczną ciężką jak widać do rozbicia.

Być może stawiają niepopularne tezy, może nawet są to tezy słuszne... ale robią to w sposób prostacki. Tyle że Moore wg mnie jest prostacki celowo, a Winterbottom nie do końca wiedział co ma zrobić z książką Klein, więc poszedł na łatwiznę i zrobił propagandę.

Chyba nie rozumiem w takim razie znaczenia tego słowa. To nie jest żadna propaganda. Klein podobnie pisze. Nie są to żadne filozoficznie wysublimowane wywody, tylko pokazanie kilku spraw w pewnym świetle. Moore rąbie między oczy, co myśli o tym, co się dzieje w jego kraju; jego prowokacje są również mało subtelne. Bo chce dotrzeć nie tylko (a może właśnie nie do...) intelektualistów, tylko prostych ludzi. Nie podoba mi się to słowo "prostackie" dewaluujące ich pracę. Ech, snobistyczny filmaster, idę na alterkino. :P

Ach, do prostych ludzi najłatwiej dociera się, waląc po emocjach. I obaj panowie właśnie to robią, zatrudniając płaczących ludzi (Moore) albo agresywny montaż i wyraziste animacje (Winterbottom).

Klein pisze podobnie, tylko że ma dużo więcej miejsca na uzasadnienie swojej tezy, przytoczenie liczb itd. A film trwa półtorej godziny. Więc się upraszcza, czyli po prostu atakuje widza przemówieniami M. Thatcher zmontowanymi z dramatycznymi liczbami.

Może to i dobrze przemyślany i rzetelnie, skrupulatnie zrealizowany, teatralny dramat poddający analizie schyłek kapitalistycznego świata. Ale to również słaby Cronenberg. Ketchupu prawie nie ma, seksu niewiele, absurdalnej przemocy tylko trochę. Cronenberg poszedł w filozofię i to w dodatku mętną. Smaczku dodaje motto Herberta i gorzałka Sobieski. Finał z Giamattim doskonały. Za to punkt wyżej. Ale mało tu Cronenberga w Cronenbergu. Rozczarowuje.

Estetyka spoko, ale przegadany. Film ma gadać obrazem.

AgaL
AniaVerzhbytska
helen
MureQ
PrzemyslawLes
qwerty123
PedroPT
midnight94
inheracil
AlkioneX