Szalone serce (2009)

Crazy Heart
Reżyseria: Scott Cooper
Scenariusz: ,

Podupadająca gwiazda country, Bad Blake (Jeff Bridges), topi smutki w alkoholu. Spotyka na swej drodze reporterkę Jean (Maggie Gyllenhaal), która wyciąga go z dołka i daje mu szansę powrotu na szczyt. Bad Blake staje się również mentorem dla młodego piosenkarza, który zaczyna swoją drogę ku karierze. (Hsi_Nao, fdb.pl)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

"Zapaśnik" bez kłów i pazurów. Za mało wyrazisty. Zupełnie mnie "Szalone serce" nie ruszyło, może dlatego, że nie jestem fanem country (wrestlingu też nie, więc to chyba nie do końca trafiony trop). Znakomita realizacja i świetna rola Jeffa Bridgesa nie wystarczyły by film Scotta Coopera stał się czymś więcej niż ograną opowieścią o artyście próbującym odbić się od dna.

Od czasu "Sekretarki" mam sentyment do Gyllenhaal a Bridges faktycznie daje oscarowy popis (chociaż subiektywnie wolę jednak rolę Firtha z "A Single Man"). Niespecjalnie oryginalny, ale klimatyczny film z dobrą muzyką i krzepiącym przesłaniem. Nie porwał, nie zaciekawił ani nie zachwycił, ale też nie sprawił, że cierpiałam. Jednak recenzja ma być dobra, to niech lepiej napisze ją michuk, który szczodrze ocenił na 8. ;)

Dobra dobra, ja i tak wiem, że dałaś 6 tylko dlatego, że ośmieliłem się nie zachwycić Miastem życia i śmierci :>

Ależ proszę... taka małostkowość jest mi z gruntu obca. :P

Wierzę, że ten film został stworzony z myślą o mnie, w nadziei na dobrą recenzję na Filmasterze. Są w nim wszystkie składowe, których oczekuję od dobrego dramatu: podstarzały, nieco chamowaty facet z problemami i po przejściach, romantyczna miłość, która nie może po prostu skończyć się dobrze, pasja, która napędza głównego bohatera i pozwala mu przetrwać mimo przeciwności oraz gorzki, lekko sentymentalny klimat. Dziękuję i zgodnie z umową, oceniam zdecydowanie wyżej niż ten film zasługuje.

Miałam nadzieję na wzruszenia i emocje pokroju Wrestlera, a wyszło o połowe chłodniej. Wydawałoby się, że stary piernik alkoholik i jego dwie niespełnione miłości-Jean i muzyka country wystarczą by stowrzyć poruszający obraz, jednak moim zdaniem wyszło dosyć przyjemnie, jednak bez rewelacji.

A ja nie liczylem na powtorke Wrestlera, wrecz zakladalem ze bedzie to raczej nieco lzejszy film i nie zawiodlem sie dzieki temu. Wspanialy Bridges - z jego rola rownac sie moze wsrod oskarowych kandydatow tylko Colin Firth. 'A Single Man', swietna Gyllenhaal, zupelnie od czapy (jak zwykle ostatnio) Farrell i naprawde niezly debiut rezysera, ktory wczesniej zaliczyl dwa wystepy jako aktor w filmach Uwe Bolla(!). To sie nazywa transformacja!

Właściwie film, który widzieliśmy już wiele razy - przegrany facet, gorzka miłość, muzyka... "Szalone serce" nie eksploruje żadnych nieznanych terytoriów, nie szarpie widza w niespodziewaną stronę. Spokojny, stonowany, melancholijny. I nawet trochę wzruszający. Do tego trochę sympatycznego country, klimat Południowego Zachodu i ta urocza Maggie Gyllenhaal, w której można się zakochać, gdy po raz pierwszy staje w drzwiach pokoju Bad Blake'a. Fajny film, tylko tyle - albo aż.

Jeff Bridges, Jeff Bridges, Jeff Bridges... Zagrał to świetnie, o tylko utwierdziło mnie w moim braku wątpliwości, co do przyznanego mu Oscara. Nie sposób nie wyróżnić również czarującej Maggie Gyllenhaal.
Sama fabuła niby nie powala, niby nic odkrywczego, ale nie mam nic do zarzucenia. Bardzo dobrze utrzymano klimat, w dużej mierze dzięki wpadającej w ucho muzyce... Z moich uszu nie chce ona wypaść do tej pory. Myślę, że soundrack do Creazy Heart nabędę obowiązkowo.

Obejrzałem głównie dla Bridgesa. Zagrał jak to ma w zwyczaju dobrze, nie wiem czy za ten akurat film należał mu się Oskar, ale tak w ogóle to mu się należał.

Przeszkadzało mi, że pominięty został cały proces wychodzenia z alkoholizmu przez głównego bohatera. Ale jeśli przyjąć, że to film o dochodzeniu do prawdy o sobie, to zabieg uzasadniony.

Niemniej "Szalone serce" mnie rozczarowało. Za to kreacja Bridgesa lata świetlne powyżej moich oczekiwań:)

Ten film ma prawie wszystko co dobry film mieć powinien. Wyraziste postaci (Bridges świetny!), świetne dialogi, perfekcyjną realizację ze wskazaniem na nastrojowe zdjęcia i nawet przyjemną dla ucha muzykę (mimo, że to country).
Niestety po seansie, a może już w trakcie historia wydawała mi się zbyt jałowa, zbyt ograna. Zabrakło mi filmowych fajerwerków, czegoś co zapadałoby w pamięć.
Tak czy inaczej warto.

bartje
Urbino
MureQ
jakilcz
agryppa
dcd
dcd
mateuszfrankowski98
psubrat
AlkioneX
emil