Dogville (2003)

Reżyseria: Lars von Trier
Scenariusz:

Akcja filmu, będącego pierwszą częścią trylogii "U, S i A", rozgrywa się w małej osadzie położonej w Górach Skalistych. Jest początek lat 30-tych, czas Wielkiego Kryzysu. Do Dogville przyjeżdża Grace, która ucieka przed nasłanymi na nią gangsterami i szuka schronienia. Społeczność miasteczka, po namowach swego samozwańczego lidera, mimo ryzyka jakie się z tym wiąże, zgadza się udzielić kobiecie pomocy. W podzięce Grace ma dla nich pracować. Początkowo wszystko idealnie się układa, pracy nie jest zbyt wiele, a mieszkańcy Dogville są zadowoleni. Wkrótce jednak, mając świadomość swojej władzy nad dziewczyną, zaczynają ją wykorzystywać na wszelkie możliwe sposoby. Powoli sytuacja staje się trudna do zniesienia...

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Ciekawa quasi-teatralna forma (białe linie na podłodze udają ściany budynków), GENIALNIE wykorzystana w pewnej scenie, której słowniki powinny używać definiując hasło "hipokryzja".

Zimny, prawdziwy, przerażający.

Rewelacyjny film, który poprzez ograniczenie tła i całkowite uproszczenie scenografii, sprawia że koncentrujemy się tylko na bohaterach. Jest to całkowicie inaczej zrealizowany film, może nawet trochę surrealistyczny, ale naprawdę warty uwagi.

Swietny pomysl na scenografie.

Ogólnie dość ciekawy "teatr telewizji", świetna scenografia połączona z literacką narracją, choć zbyt minimalne przez większość czasu. Jednak przypomina mi "Wizytę starszej pani", no i wiadomo jak von Trier patrzy na świat, więc nie ma olśnienia, tylko przykre skrzywienie. Jedno cenne spostrzeżenie: ludzie wszędzie są tacy sami, a "wsi spokojna wsi wesoła" nie jest tu żadnym wyjątkiem. I dopiero w ostatniej części robi się porządny teatr.

Ciekawie zaaranżowany film, minimalistyczna, teatralna przestrzeń w której rozgrywa się historia ludzkich namiętności

Nowatorskie, ascetyczne podejście do scenografii, przemiana postaci mająca miejsce w trakcie filmu, uniwersalna problematyka - wszystko to sprawia że odbiór filmu jest bardzo dobry. I wcale nie kończy tego infantylne zakończenie.

Tendencyjny scenariusz pokazujący, że nie opłaca się pomagać ludziom, bo to nic dobrego nie przyniesie (Grace pomimo jej dobrych chęci zostaje wykorzystana),
a ten, który miał jej pomagać okazuje się słabym człowiekiem żyjącym marzeniami, a nie potrafiący zmierzyć się z prawdziwymi problemami - czyli wychodzi na to, że to naiwniak.

Fajna recenzja i fajna ocena. Nie wiadomo co fajniejsze

Bardzo fajna. Co prawda o jakimś innym filmie, ale to nie odbiera jej wartości!

Myślę, że wokół tego filmu narosło zbyt wiele nieporozumień. Trzeba z tym skończyć.

Piszesz notkę?

A powinienem?

A jak inaczej skończyć z nieporozumieniami?

Mam koncepcję na ten film, ale wielu może się nie spodobać. W swoim myśleniu o "Dogville" jadę metafizycznie, że to są relacje Chrystus, Bóg, ludzie pod wpływem Zła. Teraz boję się, że mógłbym jeszcze bardziej namieszać.

Co do Chrystusa to nie wiem. Co do kwestii rodzenia się Zła, to zgoda, o tym ten film moim zdaniem jest.

Kidman jako Chrystus - nie podoba Ci się?

A tata mafioso jako Bóg, mściwy jak cholera.

Bardzo mi się podoba. Napisz koniecznie!!!

Lapsus! Dasz radę, lapsus! Obiecuję, że specjalnie na potrzeby dyskusji pod Twoją notką zmęczę w końcu "Dogville" i poszukam w nim Chrystusa. :)

To jest bardzo dobry film i nie ma go co "męczyć", tylko trzeba obejrzeć. Choćby dla Twojego ulubionego Johna Hurta z offu.

Cśśś... jak lapsus będzie myślał, że się męczę, to będzie się czuł bardziej zobligowany. ;)

Teatralna scenografia ułatwia pokazanie bohatera zbiorowego - wspólnoty mieszkańców Dogville. Film - jako medium - stara się oddać rzeczywistość, von Trier odwołując się do teatru pozwala sobie na ukazanie przypowieści. Realizm odwróciłby uwagę od przesłania, które nie byłoby tak mocne, gdyby domy miały ściany, a pies nie był białym rysunkiem na ziemi.
Film wstrząsający, ale bez wątpienia wielkie dzieło.

To dlaczego tylko 7 skoro wielkie dzieło?

Przez tę nieszczęsną teatralność właśnie. To na pewno nowatorska scenografia, ale to też cholernie ułatwia przekazanie treści. Nie mówię, że von Trier poszedł na łatwiznę, ale jestem tradycjonalistką i uważam, że nie powinno się iść na skróty środkami wyrazu zaczerpniętymi z innych sztuk. 7 jest moją subiektywną oceną - zauważam, że to wielkie dzieło, które mnie aż tak nie zachwyciło.

A ja byłam zafascynowana tym, jak ta teatralność nie przeszkadza filmowi i jak mój umysł widza dobudowuje sobie resztę. :D

Dobudowywanie było super, ale ja wolę oglądać tearalność w teatrze:)

No dobrze. :-) Grunt, że wielkie dzieło. :P

Minimalistyczny, zaskakujący, brutalny, prawdziwy?

Obejrzałam wczoraj, za 3 podejściem wreszcie do końca- to jeden z tych filmów, które uparłam się zobaczyć. Szału nie było. Treść nawet dobra, ale forma, jak dla mnie nie do przełknięcia. Rozumiem, że film miał być eksperymentalny, nieść nowe itp.Jak dla mnie zbyt eksperymentalny, zbyt nowatorski, niepotrzebnie ujęty w ten sposób. Teatr w kinie to jednak chyba nie to.

z0rin
nikanika
umbrin
bartje
malamadi
AnnaSak
NarisAtaris
AniaVerzhbytska
Szklanka1979
MureQ