Dziura (1998)

Dong
Reżyseria: Ming-liang Tsai

Tsai Ming-Liang często opowiada, że chyba każde jego mieszkanie było zalewane przez wodę - być może stąd tak częste powroty tego motywu w jego filmu. W Dziurze nieustanny deszcz i wszechobecna woda mają wymiar apokaliptyczny. Apokaliptyczność ta symbolizuje zarówno przełom milenijny, jak i tajemniczy wirus opanowujący Tajwan. W zniszczonym, betonowym domu, w samym środku epidemii, żyją w sąsiednich mieszkaniach mężczyzna i kobieta. Dzieli ich podłoga/sufit, a potem łączy wybita w niej/nim dziura. Hsiao-kang zaczyna niemo uczestniczyć w samotnej egzystencji dziewczyny, a jej samotność zlewa się w jedno z sączącą się zewsząd wodą. Z tego smutku wyrasta bliskość, bo też tym razem Tsai daje bohaterom szansę, a widzom nadzieję.

Typowa dla Tsaia melancholia zostaje tu jednak przełamana. Mroczny realizm zmienia się w coś zupełnie innego. W przygnębiającej scenerii zniszczenia reżyser umieszcza oderwane od narracji barwne numery musicalowe. Piosenki Grace Chang, święcącej triumfy w latach 50., to nie tylko komentarz do relacji między bohaterami, ale też szczególny hołd złożony chińskiej piosenkarce. (ENH)

Obsada:

Pełna obsada

Tradycyjne u Tsaia elementy: woda i samotność. Wizja mocno apokaliptyczna, jednak tym razem z odrobiną nadziei.

Ale ni w ząb nie rozumiem, w jakim sensie film ten jest podobny do "Tlenu". Skojarzył się przez tag "musical"? Marne to podobieństwo..

Wciąż uważam "Kapryśną chmurę" za jeden z bardziej przecenianych filmów, ale "Dziura" to zupełnie inna bajka. Wcale się nie nudziłem podczas oglądania tej fantazji o epidemii uzupełnionej romansem. Oczko wyżej za piosenki Grace Chang. Po prostu dobre kino.

psubrat
kajettanus
doktorpueblo
inheracil
lamijka
Sigma
sunanoonna
ScuMmy
Rhobaak
3um
3um