Na skraju jutra (2014)

Edge of Tomorrow
Reżyseria: Doug Liman

Akcja filmu rozgrywa się w niedalekiej przyszłości, w której rasa obcych, zwanych Mimikami (Mimics), przypuściła na Ziemię bezlitosny atak i rozpanoszyła niczym pszczeli rój, obracając w ruinę całe miasta i zostawiając za sobą miliony ludzkich ofiar. Żadna armia na świecie nie może dorównać szybkością, okrucieństwem czy pozorną zdolnością przewidywania przyszłości uzbrojonym po zęby wojownikom z kosmosu, jak również ich dowódcom, którzy wydają rozkazy telepatycznie. Jednak nadszedł czas, kiedy armie całego świata połączyły swoje siły, by stanąć do decydującej walki na śmierć i życie przeciwko napastnikom z kosmosu. Podpułkownik Bill Cage (Cruise), żołnierz, który jeszcze nigdy nie znalazł się w ogniu walki, zostaje bezceremonialnie zdegradowany i rzucony – bez odpowiedniego szkolenia i sprzętu – w sam środek, jak się później okazuje, czegoś więcej niż tylko misji samobójczej. Cage ginie podczas swojej pierwszej misji,zabijając jednego z obcych samców Alfa. Jednak, dziwnym zbiegiem okoliczności, budzi się do życia rankiem w dniu swojej śmierci i jest zmuszony walczyć i umierać... bez końca. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Byłem i bardzo mi się podobało. Genialna gra aktorów. Polecam wszystkim.

Szybko muszę ocenić, bo mam wrażenie, że za parę dni nie będę go już pamiętać - i za to minus gwiazdka. Porządne kino rozrywkowe, tylko za mdłe jak na coś, co ma edge w tytule. Bohater sprawia wrażenie, jakby codzienna krwawa śmierć (własna i cudza) nie zostawiała żadnych śladów w jego psychice, zresztą krwi jak na lekarstwo, bo to przecież PG-13 i umieranie musi być szybkie i estetyczne. Cieszy mnie charakterna obecność Żelaznej Rity, cieszy sprawność w snuciu fabuły, niewielki (bo mainstreamowy) mindfuck związany z Dniem Świstaka. Komputerowo generowani kosmici zestarzeją się zapewne już jutro, ale na dzień dzisiejszy można się chwilę pobawić.

Po prostu trzeba czekać na Interstellar, aby coś ciekawszego w tym gatunku zobaczyć w końcu.

Główny bohater kąpie się w krwi smoka (no dobrze, w odpowiedniku), by, tak jak Zygfryd, przejąć część jego mocy. Mapa terenów zajętych przez obcych przypomina te z II wojny, a i miejsce na bitwę pod Verdun się znalazło. Dawno nie widziałem filmu, który by miał wgrany tak silny, ale sprytnie maskowany, strach przed Niemcami. Oglądalne, ale nic nie urywa.

Ile to już razy bohater ostatniej akcji XXI wieku, czyli pan Cruise biegał z bronią i ubijał?. Wiele. Może już za wiele. Film, zły nie jest, ale gdzie mu tam do Raportu mniejszości, czy Zakładnika. Tam więcej grał, niż ubijał i to dawało lepszy efekt. Nuda.
Panie Cameron, szybciej z tym Avatarem 2, bo twoje egzoszkielety są lepsze.

na początku pozytywne zaskoczenie. z czasem te ciągłe "powtórki" stały się bardzo męczące. nie rozczarowujące zakończenie.

Tak, to jest mainstreamowe sci-fi. Ale całkiem dobre. Gdyby nie zrujnowane zakończenie, gwiazdkę więcej. Świetny motyw restartowania.

andrzej_dzik
Montago
JuliaWesolowska
KrzysztofPaszun
Blue2012
bartje
peterpp2200
beznazwybez
GARN
Habdank