Kret (1970)

El Topo
Reżyseria: Alejandro Jodorowsky

Wizjonerski, metafizyczny niby-western szamana kina z Chile - Alejandro Jodorowskiego, z nim samym w roli głównej.

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Nazywanie tego filmu westernem to jak powiedzenie, że "Od zmierzchu do świtu" to film grozy. Jodorowsky jest niepowtarzalny. I to nic, że jest szamanem i hochsztaplerem. I tak dostanie osiem gwiazdek :)

Film dla wyznawców, jedni się zakochają inni wynudzą. Bardzo natchnione, wyjątkowo symboliczne dzieło (do tego stopnia, że robiło się to męczące). Nie moje klimaty, Jodorowsky idzie na listę omijanych przeze mnie twórców.

Trudno oceniać coś tak absurdalnego. Jodorowsky ciągle kręci tę samą bajkę, która w groteskowy i przejaskrawiony, dość powierzchowny jednak sposób próbuje podburzyć fundamenty. Albo to się lubi, albo nie.

Jedno nie ulega wątpliwości - ten film rzeczywiście polaryzuje widownię: dla jednych mistyk i wizjoner, dla drugich hochsztapler (to zresztą najczęstsze określenia osoby Jodorowskiego). Jestem zdecydowanie w tym drugim obozie: dla mnie jego filmy są tandetną i pretensjonalną filmową projekcją szaleńczych wizji jego umysłu po zarzuceniu kwasu, podlane newagowymi sosem, jednocześnie na zimno skalkulowane w kierunku awangardy.
Oglądając wczoraj "Kreta" zatęskniłam za "eleganckim", "drobnomieszczańskim" surrealizmem Benuela... Z Benuelem czuję się bezpiecznie: za groteskowymi postaciami, onirycznym klimatem, przemocą tli się jednak ciepło i czułość w stosunku do ludzkiego gatunku. Jodorowski jest nieprzewidywalny: jego filmy są bezlitosne i zimne, szaleńcza orgia mordu, krwi i gwałtu (czasami wręcz miałam wrażenie, że znalazłam się w głowie Charlesa Mansona). Do tego nudne.
W rezultacie daję 3 gwiazdki: za wiele obiecującą pierwszą scenę i aby uniknąć linczu przez filmasterową społeczność

emil
NarisAtaris
AniaVerzhbytska
asia1298
jakilcz
dcd
dcd
mateuszfrankowski98
agryppa
occulkot