Essential Killing (2010)

Reżyseria: Jerzy Skolimowski

Mocny, przejmujący, trzymający w napięciu od pierwszej do ostatniej sceny – nowy film Jerzego Skolimowskiego, okrzyknięty największym zagranicznym sukcesem polskiego kina od czasów Kieślowskiego. Zdobywca trzech nagród na Międzynarodowym Festiwalu Filmowym w Wenecji. Bohater filmu, Mohammed, złapany przez amerykańskich żołnierzy w Afganistanie, zostaje wywieziony do tajnej bazy w Europie Środkowej. Udaje mu się uciec z transportu. By przeżyć, nie cofnie się przed najokrutniejszą zbrodnią. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastuny:

Zostałem oszołomiony i zdruzgotany. Im dalej w las (dosłownie) tym napięcie rośnie. Jak na film w którym główny bohater nie wypowiada nawet słowa, to niesamowity wyczyn. Genialny wizualnie i technicznie (świetny dźwięk!), wielowymiarowy, skłaniający do dyskusji... długo by tak można. Dokładnie tak powinno wyglądać współczesne kino! Jak ochłonę pomyślę nad dziesiątką.

Widocznie nie bez powodu Jerzy Skolimowski ma w wieloletnim dorobku pięć nominacji do Złotej Palmy w Cannes za swoje filmy.

Straszny wstyd ale Essential Killing to był mój pierwszy film tego reżysera. Koniecznie muszę nadrobić zaległości!

Fiu fiu!
Pisałem już wcześniej, że wierzę w ten film, bo z pierwszych opisów wyglądał bardzo ciekawie, a tu jeszcze sam Ojciec Dyrektor klęknął i to na oba kolana. Wizyta w kinie obowiązkowa!

Pamiętaj że to ten sam Ojciec co się zachwycał Tetro :)

Cóż, moje zaufanie do Twojego gustu jestem w stanie określić precyzyjną liczbą: 78,7% :)

Nawet Tetro warto było obejrzeć... dla Vincenta Gallo. :-)

uwielbiam filmy w których główny bohater traci z 15 litrów krwii, tarantino się cieszy.
dobry przykład na to, że film z przesłaniem może być kompletną szmirą...

Oj... napisz trochę więcej -- co tak bardzo złego jest w tym filmie?

Zdjęcia złe? Dźwięk? Historia nieprawdopodobna? Źle zagrana?

Pytam bo dla mnie to najlepszy film tego roku i praktycznie zgadzam się z notką Esme: Recenzja Essential Killing.

Szczegółowa ocena po prawej. W zasadzie nie ma co polemizować, to jak najbardziej subiektywna ocena. Odnośnie prawdopodobieństwa... cóż, fanom Tarantino pewnie nie przeszkadza, że człowiek, który wykrwawił się w zasadzie kilkukrotnie ucina sobie radosną drzemkę na mrozie. W sumie nie wiadomo, czy śmiać się czy płakać. Na pewno po pierwszych dwóch kwadransach warto uciąć sobie drzemkę, bądź też wybrać się do okolicznego pubu na jedno, wszystko już bowiem wówczas wiadomo, filmidło zaczyna się ciągnąć jak flaki z olejem, a bohater wydala z siebie kolejne hektolitry krwi...

O faktycznie, komentowałem z Planety i nie widziałem szczegółowych ocen.

Główny bohater charakteryzował się na pewno ogromną, wręcz irracjonalną wolą przetrwania. W takim przypadkach adrenalina pozwala chyba na nieco więcej niż w przypadku standardowej wędrówki po lesie. Nie znam się na medycynie - nie wiem czy faktycznie powinien był dawno nie żyć, ale to akurat dla mnie nieistotny szczegół.

Historia ma charakter ogólny, symboliczny -- wiadomo od początku, że nie skończy się dobrze i to też nie jest ważne. Istotna jest sama droga jaką protagonista przebywa. W miarę normalny człowiek w nieprzyjaznym dla siebie środowisku (to też ciekawe jak subiektywna jest ta przyjazność natury) staje się prawie zwierzęciem, mordującym by przeżyć. I co ciekawe, kibicujemy mu w tym, trochę z obrzydzeniem (napaść na chłopkę na rowerze), trochę z przerażeniem. Kibicujemy bo wiemy, że na jego miejscu albo zachowalibyśmy się tak samo albo wybrali śmierć na mrozie.

Do tego dochodzi cały aspekt polityczny, ledwo muśnięty, ale to muśnięcie jest jednak znaczne. Przeczytaj spoilery +

A do tego dochodzi klimat, coś co sprawia że w napięciu przeżywałem każdą minutę tego filmu i ani razu nie czułem się znużony. Dla mnie to kino prawie perfekcyjne. Piękne i drażniące, poetyckie (porównanie do Truposza nie jest zupełnie bezsensowne).

No ale Ty się nudziłeś. Może oczekiwałeś standardowego kina sensacyjnego? Takiego które się bardziej śledzi ciekawym kolejnego zwrotu akcji? Ale czemu w takim razie iść na Skolimowskiego?

Czemu iść na Skolimowskiego? Bo go chwalą. Oczywiście, trzeba poznać, żeby się sparzyć. Czterech nocy z Anną nie widziałem, bo w odpowiednim momencie trafiłem na właściwe recenzje, a na Essential killing poszedłem z biegu, nie wiedząc kto zacz. Wcale nie oczekiwałem klasycznej sensacji - nie przepadam za tym gatunkiem. Ale dobry film wojenny jest lepszy niż przeciętny "film z przesłaniem".

Mam wrażenie, że wszystko co się pisze na Filmasterze dobrego o tym filmie, to tylko przemyślenia i wnioski z analizy wyrobionych widzów. Sam obraz jest, powiedzmy sobie szczerze: nudny, niedopracowany pod względem scenariusza, niezbyt ambitny jeśli chodzi o to "daleko posunięte przesłanie" i tylko kwestią tego, czy widz polubi terrorystę czy nie, jest ocena w odbiorze sensu całego filmu. Ja nie polubiłem Afgańczyka - choć doceniam pomysł, żeby pokazać jak normalny facet staje się najpierw religijnym ekstremistą, a w efekcie łańcucha zdarzeń krwiożerczym, wściekłym zwierzęciem, w dodatku pokazać to tak sprawnie, bez dłużyzn (w przeciwieństwie do całej reszty) - to jednak bez przesady.

Misja pokojowa, czy wojenna, polega przede wszystkim na tym, by wyłapać najgroźniejszych wrogów i ich zlikwidować, by pozostawić po sobie spokojne społeczeństwo i bezpieczną ludność cywilną. W filmie jest wyraźnie powiedziane, że bohater jest jednym z "elity" afgańskich terrorystów, może nie Asem, ale pada stwierdzenie, że "waletem trefl" - czyli jednak ważnym celem. I mordercą - co widzieliśmy. Nie mam dla niego ciepłych uczuć, ani sympatii. Być może miałbym, zanim został terrorystą, bo twarz ma inteligentną i sympatyczną.

I może to nie jego wina, że poszedł na świętą wojnę - bo kultura, bo kobieta, bo społeczeństwo, bo sytuacja polityczna. Wszytko jedno - my widzimy dzikie zwierze, zaszczute, krwawiące i kąsające na oślep. Uśpić, albo zabić - inaczej zwierzę się męczy.

Mam wrażenie, że wszystko co się pisze na Filmasterze dobrego o tym filmie, to tylko przemyślenia i wnioski z analizy wyrobionych widzów.

W sensie analizujemy to co napisali wyrobieni widzowie? A może to my jesteśmy wyrobieni. Polska język trudna język -- to coś jak napisać "wynajmę pokój" i dalej nie wiadomo co chcę zrobić :)

Sam obraz jest, powiedzmy sobie szczerze: nudny

Powiedzmy sobie to szczerze: trzyma w napięciu do samego końca.
Możemy tak sobie szczerze rozmawiać jeszcze długo :)

W filmie jest wyraźnie powiedziane, że bohater jest jednym z "elity" afgańskich terrorystów, może nie Asem, ale pada stwierdzenie, że "waletem trefl" - czyli jednak ważnym celem. I mordercą - co widzieliśmy.

Ależ Habdanku... toż to ironia Skolimowskiego! Amerykanie nie mają pojęcia kim jest ten koleś. To że jest ważny wnioskują po tym, że został przechwycony i zdołał uciec. Jak jest naprawdę widzieliśmy w pierwszych scenach filmu. To przerażony pionek w wielkiej machinie indoktrynacji, który ze strachu (a nie z fanatyzmu religijnego) morduje w obawie przed byciem zamordowanym. Cała reszta to zbieg przypadków. Takim waletem trefl moglibyśmy być ja i ty, o ile mielibyśmy nieszczęście urodzić się w Afganistanie za czasu Talibów.

Słusznie, zbyt się rozpędzam przy pisaniu komentarzy. Oczywiście, miało być:

wszystko, co się pisze na Filmasterze dobrego o tym filmie, to tylko przemyślenia i wnioski wynikające z analizy wyrobionych widzów

Oczywiście, to Wy jesteście tymi wyrobionymi widzami. Często mam tak, że zobaczę film i mi się nie spodoba. Ale zacznę go analizować i samo jakoś tak wychodzi, że dorabiam sobie wspaniałą ideologię, aż zacznie mi się podobać. Czasem jest to prosty mechanizm dysonansu poznawczego: lubię reżysera, albo z jakiegoś innego powodu założyłem, że film powinien mi się podobać, wydałem pieniądze na bilet - więc psyche już sama mnie tak ustawi, żeby mi się podobał za wszelką cenę, aby dysonans zminimalizować.

Możemy tak sobie szczerze rozmawiać jeszcze długo :)

A nie o to chodzi? :-)

- W filmie jest wyraźnie powiedziane, że bohater jest jednym z "elity" afgańskich terrorystów [...]
- Ależ Habdanku... toż to ironia Skolimowskiego!

Ironia reżysera i scenarzysty - może i tak, nie oponuję. Tym niemniej, nie ma podstaw, żeby uznać, że to jedynie przerażony "pionek". Gość doskonale umiejący wykorzystywać ukształtowanie terenu, aby ukryć się przed pościgiem, potrafi obsługiwać każdy rodzaj broni, potrafi przewidzieć ruchy przeciwnika, bezszelestnie zakraść się do komandosa i wyrwać mu broń, unieruchomić przeciwnika, zanim tamten zaatakuje, ukryć się przed sforą tropiących psów, znaleźć pokarm w nieznanym sobie kompletnie środowisku? No przestań - bez dwóch zdań to szkolony zabójca :-) Może Ty potrafiłbyś to wszystko, gdyby zaczął Cię ścigać dywizjon komandosów, ale ja pewnie zamarłbym w bezruchu już słysząc ścigający mnie helikopter, nie mówiąc o tym, że nie umiem używać nawet pistoletu.

Co do fanatyzmu - scena, w której słowa religijnej pieśni mówiące, że będzie mężczyzna robił co mu niemiłe nawet jeśli to zabijanie, bo Allach wie lepiej, towarzyszą zajadaniu surowej wątroby koźlęcia przez naszego bohatera - utwierdziły mnie w przekonaniu, że to jednak religia pchnęła go do nieukazanej w filmie, bliżej nieokreślonej zatem, świętej wojny.

A to że zabójców się ściga, tropi, szczuje by w efekcie wyeliminować? No cóż, wojna jest okrutna.

Realistyczność filmu została już wcześniej podważona i nie sprzeczam się -- jest tu wiele sprzeczności. Nie sądzę, żeby ktokolwiek rzucony do nieprzyjaznego środowiska mógł przetrwać tak długo jak bohater filmu Skolimowskiego. Ale przeszedłem nad tym do porządku dziennego uznając że to nieistotne dla mojego odbioru -- film nie ma być realistycznym dokumentem o wojnie. To nie "Liban".

Pamiętam oczywiście przebłyski bohatera z kazań imama, ale moim zdaniem one właśnie podkreślają że jest pionkiem, jednym z tysięcy, którzy uczestniczyli w tych kazaniach i zostali zindoktrynowani żeby mordować. Zapewne przechodził też wiele szkoleń, co cały czas nie robi z niego waleta. Walet to ktoś kto o czymś decyduje. On był żołnierzem wykonującym rozkazy.

Szacunek należy się za opowiedzenie historii bez dialogów (te nieliczne są zbędne dla zrozumienia filmu), za dobre zdjęcia, wreszcie za nierozwleczenie go ponad miarę Niestety samo to, ani temat na czasie, nie czyni dobrego filmu. Napięcie wraz z upływem czasu maleje zamiast rosnąć, a ja, wraz z kolejnymi ranami odnoszonymi przez protagonistę coraz mniej w niego wierzyłem. To zdecydowanie nie jest film Hollywoodzki, ale nie jest od nich bardziej realistyczny.

Jeden z najlepszych filmów tego roku. Mocny i wciągający. Skolimowski wciąga nas w grę o przetrwanie, ale i w grę na uczuciach. Bo jak długo można kibicować "terroryście", który w swym biegu do śmierci przenosi wojnę w spokojną, niegotową na to okolice?

Początek zapowiada bardzo dobre kino, ale im dalej w las tym gorzej niestety. Uwiera nijaka fabuła ( przypominała mi pierwszego Rambo, który zresztą bardziej mi się podoba swoim przekazem ) z niesamowitymi zbiegami okoliczności i dłużyznami. Wytrzymałość bohatera na liczne obrażenia jest niewiarygodna ( w "First blood" aż takich naciągań nie było chociaż bohater też obrywał) . Film bronią świetne zdjęcia w ładnych okolicznościach przyrody.

Mam wrażenie, że podchodzenie do Essential killing jak to filmu akcji to błąd w założeniu, który determinuje niekorzystny odbiór tego filmu (nuda, dlużyzny, nieprawdopodobieństwo). Podobnie podszedł do tego format, co próbowałem wyjaśnić w komentarzach pod jego krótką recenzją, więc nie będę się powtarzał i tu: http://filmaster.pl/film/essential-killing/krotka-recenzja-format/#discussion

Nie oczekiwałem filmu akcji, ale porządnego dramatu z przesłaniem. Otrzymałem za to film z ledwo zarysowaną fabułą, z mało wyrazistym bohaterem biegającym po lesie i cudem unikającym niebezpieczeństw. "First blood" bardziej do mnie przemówił, chociaż więcej w nim scen akcji.

Ja mam awersję do filmów z przekazem. Trafiają do mnie chyba z tego typu produkcji tylko dzieła Hanekego, a to tylko dlatego że lubię też gdy kino wali mnie po mordzie.

Zdecydowanie wolę kontemplację i konieczność wyciągnięcia samemu wniosków albo wręcz sztukę dla sztuki.

Dokładnie, to taka sztuka dla sztuki. Nic nie poradzę, że nudziłem jak mops. Z ostatnich filmów "o lesie" wolę genialnego "Antychrysta" albo "Wszystko za życie" :)

Obejrzałem Essential Killing przed chwilą i hmm.. mam w sumie opinię taką mniej więcej pośrodku Waszych. Z jednej strony zgadzam się z michukiem - to nie jest film sensacyjny, to poetycka impresja o zaszczuciu i jako taka, nie musi mieć klarownej fabuły. Z drugiej jednak strony zgadzam się częściowo z umbrinem - czegoś temu filmowi brakuje. Brakuje chyba np. narastania atmosfery zagrożenia. Przez pół filmu jest ok, ale potem napięcie siada. Świetna jest scena z psami, gdyby na niej skończył się film byłoby ok. Ale trwa dalej i nie wiadomo w sumie po co jest cała scena z Emmanuelle Seigner. Nastrój rozbijają też wstawki z polskim ludem - publiczność się na nich w kinie śmieje, a przecież to nie miała być komedia. Słowem, zasadniczo jestem na tak, jeśli chodzi o sam pomysł, ale widzę pewne mankamenty w realizacji.

Jak widac to sprawa bardzo prywatna. Ja do końca byłem mocno przejęty i napięcie wcale nie opadało, a zabawne wstawki z mazurskim chłopstwem rozładowywały po prostu gęstą atmosferę i dodawały filmowi kolorytu, a przy okazji podkreślały "alienowatość" naszych widzianych oczami obcego.

Bez wątpienia te wstawki zupełnie inaczej odbiera widz zachodni, a inaczej polski. Nie twierdzę, że mnie irytowały, ale nie współgrały mi do końca z koncepcją narastającego napięcia. Wydaje mi się poza tym, że film lepiej by "zagrał", gdyby było widać zaciskanie się pętli obławy i rosnący strach i zagrożenie bohatera. A w moich oczach wyglądał ciągle na tak samo zagubionego i zaszczutego. Ale jak mówisz - to kwestia prywatna. Ja nie zostałem wstrząśnięty (ani zmieszany), ale film suma sumarum oceniam pozytywnie.

W zarzutach wobec tego filmu jest wiele racji, ale najdziwniejsze, że to wszystko trzyma się kupy. Bardzo dobrze mi się ten film oglądało, a przecież praktycznie pozbawiony jest dialogów. I znowu - wiem, że to nadużycie, ale ja recenzję tego filmu zatytułowałbym: "Polska oczyma taliba". Na widok pani na rowerze z dzieckiem za pazuchą wymiękłem.

Nie próbuję interpretować tego filmu wg sensu. Miejsc pustych tam tyle, że można znaleźć dowolną metaforę, alegorię, symbol, co kto lubi. Wg mnie obraz jest piękny. Piękny formalnie, a biegłość w rzemiośle mi wystarcza, aczkolwiek preferowanie dzieł choćby bezsensownych (nie, żeby EK się do nich zaliczało, to po prostu nie ma dla mnie znaczenia) a dobrze skonstruowanych nad te z przesłaniem, ale technicznie kiepskie, to kwestia pewnie dyskusyjna.

Biorąc pod uwagę brak realizmu, film można traktować tylko jako obraz zezwierzęcenia człowieka, na którego urządza się polowanie. Jako taki - został nakreślony całkiem efektownie. Dla mnie jednak to trochę mało. Obraz na dodatek jest dość płaski. Choć bohater i jego cierpienia przekonuje, drugi plan reżyser już"maźnął" grubą, karykaturalną kreską, domalowując dla ozdoby anioła wyjątkowej urody i subtelności, co razem niestety gryzie się. Na pociechę (6pkt) piękne zdjęcia, zwłaszcza Afganistanu.

Zgadzam się. Dodam tylko, że piękne zdjęcia Afganistanu są w rzeczywistości pięknymi zdjęciami Izraela, a piękne zdjęcia Polski w dużej części pięknymi zdjęciami Norwegii :)

Tak właśnie myślałam, że mi to mało przypomina mazurskie lasy ;)

Bardzo czekałam na ten film. Rozczarował mnie.

Ogląda się całkiem nieźle te piękne zdjęcia, gdyby tylko ten talib nie przeszkadzał!

Jak dla mnie film porażka. Przez większą część trwania tego filmu, widz ogląda taliba biegającego po lesie

No w końcu ktoś przyznaje mi rację :-) Już mnie te zachwyty zaniepokoiły ;)

Ale za to jak on biegnie! :)
Dla mnie najlepszy film zeszłego roku.

przyznam, że siedząc w kinie spodziewałem się czegoś lepszego... np. nie mogą zrozumieć czemu Amerykanie na początku filmu od tak chodzili sobie po Afganistanie. W dodatku dwóch po cywilu (pewnie jakieś CIA, ale co oni robili in the middle of nowhere?) :/ A motyw z tym, jak główny bohater rzucił się do piersi karmiącej matki... przewidziałem to i aż zaśmiałem się do kolegi za nim faktycznie to nastąpiło, ale jak zobaczyłem to na ekranie.. nawet nie wiem jak miałbym to skomentować

Ja łyknąłem historię w całości, oglądając film byłem całkowicie zafascynowany sposobem prowadzenia akcji, wszedłem w skórkę Taliba i nie przeszkadzały mi ani nieprawdopodobieństwa ani komiczne sytuacje jak ta o której piszesz. Ale całkowicie rozumiem, że komuś mogło to zepsuć seans. Ja potraktowałem to mimowolnie jako przypowieść, jakąś fantazję, a nie realistyczny film akcji i stąd może większa tolerancja.

myślę, że właśnie na tym najbardziej zależało Skolimowskiemu - pokazaniu czasem wręcz absurdalnych sytuacji, których dopuszcza się człowiek kiedy walczy o przetrwanie... ja jednak lubię detale i pewne smaczki, których w Essential zwyczajnie mi zabrakło. Pomijam, że Talib w nie których sytuacjach radził sobie lepiej niż Bond (wykończył psa, przeżył lodowatą wodę, upadek z wysokości - komandos jakiś ;) )

Wszystkim tym którzy mają problemy ze zrozumieniem filmu Sklolimowskiego odsyłam do pierwszych filmów tego reżysera kręconych w Polsce może wtedy z wiekszą łatwością i zrozumieniem będą pojmować metafory przekazane w filmie.

Bardzo oszczędne dialogi, bo nie one są tu najważniejsze. Więcej miejsca zostawione dla widza, który zastanawia się nad kolejnymi decyzjami głównego bohatera.

filmsterka
Nietutejszy
MRZVA
avrewska
murrayostril
patrycja76
bartje
cvbih
Michalwielkiznawca
exxxpresja