Wyjście przez sklep z pamiątkami (2010)

Exit Through the Gift Shop
Reżyseria: Banksy

Chcieliśmy, aby nasz film zrobił dla street artu to, co Karate Kid dla sztuk walki. Żeby każde dziecko wyszło na ulicę z puszką sprayu w dłoni. Skończy się tak, że nasz film może zrobić dla street artu to, co Szczęki dla surfingu – mówi Banksy, legendarny, brytyjski artysta graffiti, któremu od lat udaje się utrzymać w tajemnicy swoją tożsamość, choć poluje na niego cały świat. Wyjście przez sklep z pamiątkami jest jego reżyserskim debiutem, a zarazem filmem, który wbrew pozorom nie jest dokumentem o streetartowcach, lecz genialną prowokacją, podobną do błyskawicznych, partyzanckich akcji Banksy’ego. W warstwie fabularnej oglądamy stylizowany dokument o losach Thierry’ego Guetty, ekscentrycznego właściciela butiku z vintage’ową odzieżą i równocześnie filmowca amatora, obsesyjnie dokumentującego swoje życie. Guetta zupełnie przypadkiem wchodzi na scenę streetartową Los Angeles i dokumentuje uliczne akcje takich ikon street artu, jak Monsieur André, Swoon, Sweet Toof czy Ron English. Jego marzeniem jest poznanie Banksy’ego. Przełom następuje w chwili, gdy sklepikarz Thierry Guetta staje się artystą Mr. Brainwashem.

Wyjście przez sklep z pamiątkami to pełen czarnego humoru, przewrotny thriller o miejskich partyzantach, ale też oryginalny komentarz do nieuchronnej komercjalizacji sztuki, która zrodziła się w podziemiu. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Salonowa głupta obnażona;)

Do trzech razy sztuka, dwa poprzednie filmy obejrzane dzięki filmasterowi do końca mnie nie usatysfakcjonowały. Tym razem pełen sukces- "Wyjście..." jest świetne. Banksy (legenda stret artu) okazał się zaskakująco dobrym reżyserem. Stwierdzenie, że "wygląda jak kupa" ma w sobie dużo prawdy, ale właśnie to nadaje mu specyficzny urok. Zabawny, dynamiczny film, rozciągnięty gdzieś między dokumentem a fabułą. Notka będzie za jakiś czas.

Może i uważałam, że film wygląda jak kupa *****, póki nie zobaczyłam fragmentów "Life Remote Control". Wtedy wszystko co nie było tymi fragmentami wydało mi się arcydziełem kompozycji :)

Garażowy wystrój, scenariusz prosty jak budowa cepa, masa tematów do dyskusji i refleksji - ot i kino Banksy'ego. Duża dawka ironii, niejednokrotnie skierowanej prosto we własną osobę i uprawianą przez siebie dziedzinę sztuki. Nie jest to klasyczna rozrywka, ale inteligentna, anarchizująca prowokacja, która nie dyskutuje z widzem, lecz skutecznie sprawia, że to widz zaczyna dyskutować z innymi widzami.. W dobie filmów przekraczających granice dla samego przekraczania - bezcenna.

Film wprowadzający w świat street artu, błyskotliwy humor Banksiego, masa bardzo dobrej dokumentacji ulotnych dzieł oraz ciekawa historia o tym jak nieprzewidywalne są obecnie masowe gusta...

Prowokujący, pełen ironii dokument o street-arcie.
Co jest sztuką a co jest wandalizmem?
Co jest sztuką a co tylko "wtornością" wycenianą na miliony dolarów?
Na czym polega bycie artystą?
Nie, Banksy wam tego nie powie/pokaże.
Za to zachęci do dyskusji.

Zaskakująco dobry film z dość smutną wymową: popkultura sprzeda się zawsze masowo, nawet jeśli jest fikcją, a sztuka będzie klepała biedę na niszowych ścianach. :-)

Ja właśnie za to polubiłam ten film, że nie daje wyciągnąć łatwych wniosków, że jego wymowa jest dość otwarta. Street art to z natury prawie wandalizm. Jedni tworzą sztukę, drudzy tylko smarują po ścianach i trudno powiedzieć którzy są którzy. Poza tym bardzo Cię przepraszam, ale o ścianie w Izraelu, na której Banksy umieścił kilka obrazków, można powiedzieć wiele rzeczy, ale nie to, że jest niszowa :)

Prawie jest tu znaczące. Różnica między sztuką, a deklaracjami różnego typu na dworcach kolejowych, później zamazywanych przez autorów w razie jakiejś zmiany, jest duża. Chociażby w poziomie.
Problemem z Banksym jest to, że on już chyba nie jest reprezentatywnym przedstawicielem ruchu. Jego prace bywają niszczone przez grafficiarzy, czyli może być tak, że ambasador street artu, jedna z niewielu rozpoznawalnych osobowości, może być całkiem od niego oderwanym.

No tak, ale Ty mówisz o skrajnościach, a ja o szarościach. :) Jeden z graficiarzy w "Wyjściu" ozdabiał ściany wizerunkiem zabawnego ludzika - czy to już sztuka czy jeszcze nie?

Banksy często mówi o sobie, że jest wandalem i chyba nie porzucił tego, co uważa za ideały. Jeśli nie jest reprezentatywny, to przez wybitną jakość tego co robi, bo elita zawsze odstaje. Ale, jeśli w "Wyjściu" jest choć trochę prawdy, obraca się w środowisku i zna innych jego przedstawicieli. A jego prace są niszczone nie tylko przez innych graficiarzy, ale też władze miejskie, które przyjmują - może i słusznie - że jeśli pozwoli się mazać po ścianach jednemu, to dlaczego nie wszystkim.

No właśnie ciekawe z tą prawdą. Bo Thierry jest postacią fikcyjną. ;)

Banksy już dawno nie jest niszowy w przeciwieństwie do innych przedstawicieli gatunku. ;)

Nie tak dobry jak myślałem, ale faktycznie dość zabawny i chyba auto-ironiczny (choć tu już nie jestem taki pewien). Nie uwierzyłem w tę historię, prędzej jestem w stanie uwierzyć w to, że Mr Brainwash jako artysta to zwykły hoax który od początku do końca zaplanował Banksy żeby zadrwić z artystycznego świata ("kupicie wszystko co jest trendy, nawet jeśli to zwykła podróbka").

Baknsy oczywiście utrzymuje, że to wszystko prawda, ale przeważa taka opinia, jak Twoja - ża to kawał i że prace Brainwasha wykonał sam Banksy.
Cenię ten film nie tyle za fabułę, ile za to, że porusza rozliczne tematy, na które normalni ludzie zwykle nie dyskutują za często. A tu proszę, jest pretekst, i do tego nie jest ani nadęty ani nudny.

Widziałam trailer tego filmu i tam jest opis, że to pierwszy w historii kina street-artowy film katastroficzny - so true! A tak serio to mnie trochę sam paradokument o street art niespecjalnie wkręcił, ale właśnie ten motyw z karierą Mr Brainwasha zrobił ten film tak naprawdę. Bez względu na to, czy to żart, czy prawda, to jest jednak wstrząsające.

Tzn Brainwash faktycznie funkcjonuje, zrobił dwie już duże wystawy street/pop/artu i tę okładkę płyty Madonny. Pytanie tylko kto za nim stoi. I czy to nie spisek :)

Świetne! Banksy zdołał w jednym filmie przybliżyć nieco street art, zakpić ze snobów, udających znawców sztuki, a przy okazji pokazać, że stać go na dystans do tego co robi. Konwencja żartobliwa, ale pytania o granice sztuki całkiem na serio.

Zgadzam się z każdym słowem. Normalnie masakra :)

I jak tu dyskutować? ;)

Raczej się zgadzam. Chociaż dłuższy wywód uskutecznię jak się wyśpię i wytrzeźwieję. ;)) Jedno czuję na pewno: viva Banksy!

"Masakra", że tak zacytuję Esme. Chciałam ująć wrażenia po własnemu, ale i tak wszystko sprowadza się do kilku zdań Pueblo. Trzeba mieć tupet, żeby wykorzystywać obce myśli jeszcze przed ich wyartykułowaniem.
Dziwi mnie tylko, że nikt z Was nie wspomniał o muzyce! Przecież bez kawałka Richarda Hawley'a Tonight the streets are ours to nie byłoby to samo! :) Beztroska tej piosenki, jej pewna naiwność, rytmiczność, baśniowość i tekst oddają reżyserski przekąs Bansky'ego ydealnie!

Btw, doktorze, my się chyba wczoraj minęliśmy!

Ja byłem na 16.45, na sali było 5 osób, Ciebie wśród nich na pewno nie było :)

Czyli się minęliśmy. Między seansami. Ja poszłam na 20:00 :)

Dziwne, wszyscy się zgadzają co do tego filmu, to bardzo rzadki przypadek. Zwłaszcza, że nie chodzi o "Ciacho", które każdy zjedzie :P

"Ciacho" wszyscy chwalą, oprócz Ofermy :P

Pokazuje Ci zjawisko, z jednej strony je promuje, z drugiej krytykuje, a na dodatek nie mówi gdzie przebiega, ani czy w ogóle istnieje jakaś granica.

No nie do końca. "Promuje" swobodę artystyczną, kreatywność, szukanie własnego języka. "Krytykuje" komercjalizację, szpan, snobizm i artystyczną wtórność. To nie są te same zjawiska. Choć niestety A standardowo pociąga za sobą B.

Geneza street artu i natura sztuki w ogóle? Bez genezy i pytań, raczej gorzka obserwacja, błyskotliwa refleksja o naturze człowieka, również w kontekście do sztuki i rzeczywistości. Ten film powstał zanim zaczęto o nim myśleć. Wyrósł nam godny następca Stańczyka.

Widzę, że Bober pozazdrościł Michukowi i ocenił film na zero, ale litości, aż tak słaby film Banksego nie był.

Nie mam bladego pojęcia gdzie tu się zaczyna i kończy dokument, a gdzie mistyfikacja, ale jedno wiem na pewno. To kawał qrewsko błyskotliwego i dowcipnego materiału.

Jestem pod ogromnym wrażeniem. "Komedia dokumentalna" świetnie opisuje ten film.

swietny film, trzymajacy w napieciu dokument o tajemniczym swiecie streetartu

Krótko: film-mega. Banksy napiera :-D

Wymiata ten skurczybyk Thierry. Banksy może mu buty czyścić!

Jak wkurzyć Banksy'ego? ;-)

Jest to chyba najlepszy zmyślony dokument jaki widziałem.Przebija wszystko,łącznie z dokonaniami w kronikach PRL.Oglądając go szybko zapomina się, że to historia na niby.Po obejrzeniu człowiek ze zdziwieniem odkrywa,że duża część filmu składała się z ciętych,momentami sarkastycznych,komentarzy na temat rzeczywistości jako takiej.Uważam,że autorowi udało się zrobić uniwersalny dokument o komercjalizacji,ponieważ ciężko znaleźć mi dojrzałą dziedzinę,której nie dałoby się podmienić za street art.

Nie wiem, jaka część tego filmu jest prawdziwa, jaka zaaranżowana. I jak traktować rzeczywistość aranżowaną na potrzeby filmu. W każdym razie pokazano tu ciekawą historię o ludziach robiących "dziwne rzeczy" na dużą skalę. Lubię ludzi robiących "dziwne rzeczy", więc w sumie mi się podobało. Mimo, że chwilami czułam niedosyt, bo chętnie dowiedziałabym się więcej o poszczególnych postaciach.

Nie wiem, do jakiego stopnia było to zaaranżowane a do jakiego prawdziwe pranie mózgu, ale scena wystawy, na której hipsterka swoim slangiem podnieca się undergroundem, zrobiła mi wieczór. Banksy też musiał mieć niezły ubaw.

Świetny. Do teraz, widząc jakiś przedziwny mural, wyobrażam sobie Mr. Brainwasha.

moch
MRZVA
RobinHa
Farary
bartje
Qcharz
dag
dag
MureQ
PiotrKowalski
asia1298