Daleko od nieba (2002)

Far from Heaven
Reżyseria: Todd Haynes
Scenariusz:

Ameryka lat 50-tych. Frank (Dennis Quaid) - przystojny, odnoszący sukcesy biznesmen i jego żona Cathy (Julianne Moore), która dzieli swój czas pomiędzy wychowywanie dzieci, utrzymywanie domu oraz działalność dobroczynną tworzą wzorcową rodzinę... do czasu, gdy okaże się, że Frank ożenił się z Cathy tylko po to, by ukryć swoją homoseksualną naturę.
Cathy zaczyna coraz więcej czasu spędzać na miłych rozmowach z młodym, czarnoskórym ogrodnikiem Raymondem (Dennis Haysbert).
W społeczności, która toleruje odmienność o tyle, o ile wydaje się jej ona nieszkodliwa i pozostaje niewidoczna, a sztuczność relacji międzyludzkich jest normą - zachowanie członków rodziny Whitakerów nie ma racji bytu...

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Hipokryzja i bezinteresowne okrucieństwo ukazane tak, że wstydzę się przynależności do rasy ludzkiej. Nie pomaga świadomość, że tak było kiedyś, bo przeraża mnie sama myśl, że _w ogóle_ tak było. I zapewne jeszcze jest.

Mam kłopot z tym filmem. Niehollywoodzka historia (o hipokryzji i nietolerancji) opowiedziana w typowo hollywoodzki sposób. Od tej słodyczy miejscami robi się niedobrze. Ale zarazem wiem że to zabieg celowy. Reżyser świadomie użył stylistyki filmów z lat 50. żeby pokazać, że przedstawiany tam sielski obrazek w rzeczywistości jest "daleko od nieba". Zaciskam więc zęby i daję 7. Choćby za to, że film skłonił mnie do zastanowienia, jak ja zachowałbym się w tamtej sytuacji. A czy teraz jest inaczej?

deliberado
NarisAtaris
Angel979
AlkioneX
jakilcz
PedroPT
annemily
psubrat
morgiane
kulturalnie