Fitzcarraldo (1982)

Reżyseria: Werner Herzog
Scenariusz:

Fitzcarraldo owładnięty jest obsesyjną myślą o stworzeniu europejskiej opery w amazońskiej dżungli, by mieszkańcy Iguitns mogli poznać dzieła Verdiego. Aby sfinansować swoje marzenie podejmuje się kilku zuchwałych pomysłów. Gdy oba przedsięwzięcia - kolej transandyjska i fabryka lodu upadają, decyduje się zdobyć pieniądze w sposób sprawdzony i dołącza do pogardzanych przez siebie właścicieli kauczuku. Fitzcarraldo wyrusza na ekspedycję po Amazonce statkiem ''Molly Adria''. Aby pokonać miejsca nie do przebycia postanawia przenieść parowiec drogą lądową. (opis dystrybutora)

Obsada:

Pełna obsada

Zwiastun:

Ni to dokument, ni to film fabularny. Nie ogląda się tego jakoś niesamowicie dobrze, film ma mnóstwo dłużyzn, jak to u Herzoga. Ale jest w nim coś, przez co pamiętam go doskonale. Jakaś dzika pasja przekazana przez Kińskiego w świetnej roli szaleńca dążącego na ślepo do celu. Duży film.

Typowy Herzog: źle się ogląda, ale nie można się oderwać, ani o filmie zapomnieć. Właściwie mogłabym się podpisać pod michukiem. :) Dodam jeszcze tylko, że w "Fitzcarraldo” dużo dobrej muzyki operowej.

To co Herzog lubi najbardziej czyli szaleństwo. Wariat Kinski świetnie gra wariata Fitzcarraldo. Akcja dzieje się w szalonych czasach gdy Manaus było najbogatszym miastem świata. Historia ma w sobie dużo z opery, główny bohater jest nią zafascynowany i kreuje swoje życie na operę. Dla mnie lepsze od "Spotkań na krańcach świata", ale pewnie będę w swoich odczuciach osamotniony.

Nie ma co się spierać, o to, który lepszy. Trudno porównywać dokument z fabułą. Oba są świetne i oba na podobny temat (szaleńcza pasja).

fender
SlawomirDomanski
Konfucjusz70
AniaVerzhbytska
jakilcz
falkenberg
zegar
bujka
agryppa
emerenc